– Nie chodzi tylko o to, by nie zaciągać długów. Chodzi też o to, by w krajach takich jak Grecja, Hiszpania czy Portugalia nie przechodzono na emeryturę wcześniej niż w Niemczech i by wszyscy starali się tak samo. To wyjątkowo ważne – powiedziała szefowa niemieckiego rządu podczas spotkania kierowanej przez nią CDU w Meschede w Nadrenii Północnej-Westfalii, które odbyło się we wtorek wieczorem.

– Nie może być tak, że mamy wspólną walutę, ale jeden dostaje całkiem dużo urlopu, a drugi niewiele. Na dłuższą metę to do siebie nie pasuje – dodała Merkel.

Kanclerz nie po raz pierwszy apeluje o dostosowanie systemów emerytalnych w krajach Eurolandu do planowanego przez Niemcy poziomu 67 lat. Taki postulat pojawił się w zaproponowanym w lutym przez Berlin pakcie na rzecz konkurencyjności, który ma na celu koordynację polityk gospodarczych w państwach strefy euro.

Niemcy mogą mieć jednak problem z przeforsowaniem swoich pomysłów. Gdy w zeszłym roku we Francji podniesiono wiek emerytalny do 62 lat, przez kraj przetoczyły się wielomilionowe demonstracje, firmowane przez wpływowe nad Sekwaną związki zawodowe. Kontrowersje wzbudza także niemiecka reforma, która zakłada podniesienie wieku z 65 do 67 lat. Przeciwko podobnym zmianom protestują tamtejsze syndykaty.

Tymczasem analitycy związani z magazynem „The Economist” są zdania, że by nie zawaliły się europejskie systemy emerytalne, do 2040 r. wiek emerytalny powinien zostać podniesiony do 70 lat.

mwp, pap