statystyki

Wyprodukują sobie przyszłych pracowników? Kierunki studiów szyte na miarę wielkiego biznesu

autor: Artur Grabek13.05.2011, 03:00

Na dziesięciu studentów studiów stacjonarnych w Polsce przypada jeden student studiów podyplomowych. W USA ten odsetek jest trzy-, a nawet czterokrotnie wyższy. Ale ta różnica już wkrótce może zniknąć. Polskie uczelnie coraz chętniej wchodzą we współpracę z biznesem. Powstają specjalistyczne cykle nauczania na studiach podyplomowych sprofilowane na zapotrzebowanie konkretnych firm.

Reklama


Reklama


Krakowska Akademia Górniczo-Hutnicza kształci pracowników Tauronu czy PGNiG. Politechnika Rzeszowska ściśle współpracuje z firmami z Doliny Lotniczej, choćby WSK „PZL-Rzeszów” SA, oraz z Zakładami Azotowymi Tarnów. AGH wprowadziła wykłady dla KGHM, lubiński potentat negocjuje nowy kierunek z Politechniką Wrocławską. Politechnika Warszawska z kolei kształci ludzi z GDDKiA, Budimeksu oraz Elektrobudowy SA.

– Trzon naszej kadry tworzą specjaliści z zakresu górnictwa, hutnictwa czy geologii. To świetni fachowcy w swoich branżach, którym brakuje niekiedy wiedzy z zakresu ekonomii czy zarządzania, dlatego dajemy im możliwość rozwoju – mówi Dariusz Wyborski, dyrektor departamentu public relations KGHM. Miedziowy gigant wysyła na ekonomię czy zarządzanie nawet sztygarów kierujących kilkunastoosobowymi brygadami. – Ze względu na złoża, które posiadamy na innych kontynentach, zamówiliśmy studia dotyczące zarządzania projektami międzynarodowymi – dodaje Wyborski.

Tauron, który poinformował, że jest zainteresowany budową elektrowni atomowej z PGE, już kształci pracowników na podyplomowych studiach z zakresu energetyki jądrowej na AGH. Wśród słuchaczy znaleźli się nie tylko menedżerowie, lecz także członkowie zarządu firmy. – Bliska współpraca z uczelnią daje nam możliwość pozyskania dokładnie takiej wiedzy, jakiej potrzebujemy. Dlatego zdecydowaliśmy się na drugą edycję tych studiów – przekonuje Magdalena Rusinek, rzeczniczka Tauronu. Koszty edukacji kadr najczęściej ponoszą przedsiębiorcy, a zajęcia są realizowane w małych dwudziesto-, trzydziestoosobowych grupach.

O specjalistyczne kształcenia zabiega coraz więcej firm. – Możemy mówić o co najmniej 30-proc. wzroście tego typu zamówień na przestrzeni ostatnich dwóch lat – mówi Maria Popek, zastępca kanclerza ds. organizacji kształcenia Politechniki Rzeszowskiej. Według ostatnich danych GUS na studiach podyplomowych w roku akademickim 2009/2010 kształciło się blisko 195 tys. osób. To prawie o 50 proc. więcej niż 5 lat wcześniej, kiedy z tej oferty edukacyjnej korzystało 136 tys. osób.

Korzyści z kształcenia podyplomowego coraz częściej dostrzegają bowiem przedsiębiorcy i na własne potrzeby zamawiają w szkołach wyższych specjalistyczne studia.

– W tym obszarze szkolnictwa wyższego możemy mówić o sukcesie, jaki niesie ze sobą współpraca biznesu z nauką – przekonuje prof. Tadeusz Luty, były rektor Politechniki Wrocławskiej.

Dlaczego przedsiębiorstwa coraz chętniej decydują się na współpracę z uczelniami? Odpowiedź jest banalna. – Oferujemy najlepszą kadrę dydaktyczną, najwyższą jakość kształcenia i wiedzę opartą na najnowszych wynikach badań – zachwala Bartosz Dembiński, rzecznik prasowy AGH. Podaje przykłady: – Jesteśmy jedną z nielicznych uczelni w kraju, które dysponują kadrą posiadającą praktyczną wiedzę w zakresie energetyki atomowej. Ta krakowska uczelnia prowadzi też jeden z unikatowych kierunków, jakim jest zarządzanie w energetyce gazowej – korzysta z niego PGNiG.

Na warszawskiej politechnice mocno oblegany jest wydział inżynierii lądowej, tu swoje kadry dokształcają GDDKiA czy Budimex. Politechnika Łódzka wspólnie z kilkoma firmami prowadzi studia, w których część wykładowców to praktycy z tych przedsiębiorstw. Studia są otwarte dla wszystkich. Pracownikom firm ich ukończenie pomaga w karierze zawodowej, osobom z zewnątrz w zdobyciu pracy.

Ten trend zamierza rozwijać także resort nauki. Wchodząca od najbliższego roku akademickiego nowelizacja ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym daje uczelniom większą autonomię w formowaniu programów i kierunków studiów.

Oni łączą wiedzę z praktyką biznesową

● Politechnika Warszawska, kierunek inżynieria drogowa i technologia budowy dróg – studia organizowane na zapotrzebowanie zgłoszone przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad dla jej pracowników.

● Politechnika Warszawska, kierunek projektowanie rozdzielnic i stacji elektroenergetycznych dla systemów sieci rozdzielczych SN i 110kV – studia przeznaczone dla pracowników spółki Elektrobudowa.

● Akademia Górniczo-Hutnicza i Tauron, kierunek energetyka jądrowa.

● Akademia Górniczo-Hutnicza i PGNiG, kierunek nowoczesna praktyka zarządzania w energetyce gazowej.

● Politechnika Rzeszowska i WSK „PZL-Rzeszów” SA, kierunek silniki lotnicze i zapewnienie jakości w produkcji lotniczej.

● Politechnika Rzeszowska i Zakłady Azotowe Tarnów, kierunek chemia i technologia polimerów.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

  • KAL007(2011-05-13 08:57) Odpowiedz 00

    Kolejny raz zamiast analizy, diagnozy i reakcji mamy "dużo gadania". Wiadomość, że kolejni absolwencji wyższych uczelni nie znajdują pracy może oznaczać, że gospodarka III RP - po prostu - potrzebuje robotników, a nie ludzi z wyższym wykształceniem (np. humanistycznym), albo (i tak uważam) ci obecni absolwenci mało umieją, bo w wielu wypadkach mają niby_wyższe wykształcenie, czyli np. licencjaty... Inżynierowie - w szkołach średnich - nie zostali nauczeni matematyki oraz ortografii ..Na współczesnych uczelniach zamiast ćwiczyć w laboratoriach "kopiowali" z Internetu teksty - nie czytając ich - i zaliczali projekty, których prowadzący zajęcia nie czytał... Zamiast egzaminów mieli testy, bo tak było łatwiej egzaminującym - mogli generować oceny mało, albo nic nie umiejąc ... Zamiast 30 godzin zajęć mieli 20, a może nawet 10, bo takie kształcenie było tańsze... Ocena i awans pracowników na wyższych uczelniach działa tak (bo tak to zdefiniował odpowiedni minister i jego zaplecze), że "dobre uczenie nie ma żadnej wartości"... , więc klasyczny mechanizm doboru naturalnego powoduje, że studentów nie uczą dobrzy nauczyciele... Czas studiów podyplomowych "dla papierka" skończył się.. Aby zaczął się czas studiów podyplomowych dla wiedzy i rozwoju umiejętności (tak jest w USA) potrzebni są na uczelniach - w dużej liczbie - ludzie, którzy mają rozległą wiedzę, chęć i umiejętność jej przekazywania.. Kierunki zamawiane, bo im jest poświęcony powyższy artykuł robią furorę, bo po prostu za tym na uczelnie idą pieniadze. Jak to zadziała będzie widać za 4-5 lat. W pisaniu programów, sylabusów, sprawozdań i ekspertyz nasi uczeni są dobrzy. Ze zwykłym solidnym robieniem jest dużo gorzej... Mówiąc wprost - jestem pesymistą, bo np. kiedyś miałem "przyjemność" (na uczelni, której mury pamiętają wojny z Krzyżakami) uczestniczyć - na studiach podyplomowych - z zakresu organizacji z zarządzania w dyskusji o wdrażaniu ISO. Po jednej stronie był Utytułowany Uczony i Nauczyciel, a po drugiej kilkanaście osób, które wdrażały ISO w praktyce i chciały robić to lepiej... Dyskusje na zajęciach były delikatnie mówiąc zabawne...

  • Michał(2011-05-13 09:55) Odpowiedz 00

    Moja wizja świata przyszłości zaczyna się sprawdzać. Najpierw firmy kształcą, potem zatrudniają a na końcu przy zakładach pracy powstaną krematoria. Jak pracownik umrze na stanowisku pracy to od razu powędruje do krematorium, które dodatkowo będzie ogrzewać firmę w zimne dni. Jaka oszczędność!

    Zaczyna to przypominać Nowy Wspaniały Świat. Czytał ktoś? Polecam.

  • Asia(2011-05-13 16:16) Odpowiedz 00

    W nawiązaniu do tego co pisze KALL007 to zgadzam się z tym w zupełności i dodam jeszcze , że jeśli studenci mają naprawdę czegoś się nauczyć już na studiach to na uczelniach powinni wykładać ludzie którzy poza teorią mają również jakas praktykę. Bo naprawdę żenujące jest dla mnie to, że mając 10 lat praktyki na studiach II-go stopnia na egzamin u słynnego Pana profesora musiałam się nauczyc na pamięć schematu bilansu narodowego :) no ale cóż miał mam dać skoro ani razu nie zrobił z nami samego bilansu :)

  • tob(2011-05-24 00:14) Odpowiedz 00

    KAL007 ma dużo racji. Uczelnie publiczne w doborze i ocenie kadry cenią tylko działalność naukową. Dydaktyka to margines. Niestety. A powszechnie wiadomo, że ceniony i wybitny naukowiec nie koniecznie musi być dobrym dydaktykiem. Cierpi na tym dydaktyka czyli tak naprawdę podstawowa działalność wyższych uczelni. Troszkę inaczej traktują tę problematykę uczelnie niepubliczne, które (o zgrozo!) nie prowadzą zaawansowanych badań naukowych ale starają się sprostać dydaktycznym oczekiwaniom studentów. Tak, wiem mamy w tym zakresie wiele opisywanych przez media negatywnych przykładów. Ale medialna rzeczywistość omija przykłady dobrych praktyk uczelni Koźmińskiego, Łazarskiego, Chodkowskiej, Kwiatkowskiego. Mam ogromny szacunek do wszystkich uczelni wyższych, które kształcą studentów i prowadzą badania naukowe, ale kryteria oceny kadr tych uczelni powodują, że najlepsi wykładowcy uczelni publicznych są zwalniani z pracy bo nie uzyskali w odpowiednim czasie promocji na wyższe stopnie naukowe a korzystają z tego uczelnie niepubliczne, które zatrudniają tych pracowników mając w efekcie doskonałych dydaktyków znajdujących uznanie wśród studentów. To jest ślepa uliczka dla uniwersytetów ale duża szansa dla prywatnych uczelni, które wzorem uczelni amerykańskich budują potencjał dydaktyczny przyciągający studentów oczekujących wiedzy praktycznej i opartej na doświadczeniach wykładowców.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane