Takie rozwiązanie przewiduje ustawa o działalności leczniczej. Wejdzie ona w życie 1 lipca. Ponieważ szpitale nie będą przekształcać się na dotychczasowych zasadach, utworzenie spółki nie będzie wymagało uprzedniej likwidacji samodzielnego publicznego zakładu opieki zdrowotnej (SPZOZ). Jednak nowy podmiot nie będzie – jak dotychczas – startować z czystym kontem.

Ustawa przewiduje bowiem, że tylko wtedy, gdy zobowiązania przekształcanego szpitala przekraczają połowę jego przychodów, samorząd lub uczelnia medyczna, która go prowadzi, musi przejąć tę nadwyżkę. Jeżeli wskaźnik zadłużenia jest niższy, jego właściciel może, ale nie musi spłacać zobowiązania.

– Dla organów założycielskich to korzystne rozwiązanie, bo to one będą decydować, czy chcą przejąć zadłużenie – podkreśla Monika Duszyńska, partner w kancelarii CMS Cameron.

Dla spółek już nie, bo zadłużenie obciąży ich konta. Już wiadomo, że niektórych samorządów nie będzie stać na spłatę długów ich szpitali. Na przykład zobowiązania wszystkich śląskich placówek podlegających tylko marszałkowi sięgają już 60 proc. budżetu województwa.

Nowe podmioty zgodnie z kodeksem spółek handlowych muszą się bilansować, ale niektóre z nich rozpoczną działalność z zobowiązaniami sięgającymi połowy ich rocznego budżetu. Dla części z nich, np. tych, które mają niski kontrakt z NFZ, oznacza to niewypłacalność, a w następnej kolejności likwidację. O ile bowiem SPZOZ nie można było zlikwidować, o tyle spółka podlega prawu upadłościowemu.

Samorządy liczyły na to, że program przekształcania ich szpitali w spółki pozwoli im rozwiązać problem zadłużenia. Rząd w ustawie o działalności leczniczej przyjął jednak inne rozwiązanie. Obok zapewnienia rzadowej pomocy w spłacie części ich zobowiązań wprowadzono możliwość tworzenia zadłuzonych spółek (do wysokości nawet połowy osiąganych przychodów).

Jak podkreśla Adam Kozierkiewicz, ekspert rynku medycznego, nowym podmiotom będzie bardzo trudno funkcjonować z takim obciążeniem, ponieważ zgodnie z prawem handlowym muszą się bilansować. Płynność finansową muszą osiągnąć już na koniec pierwszego roku działalności.

Na poprawę swoich wyników i zarządzania będą więc miały zaledwie kilka miesięcy (decyzje o przekształceniach będą zapadać najpóźniej we wrześniu 2013 r.). Działań, które przynoszą największe oszczędności, np. restrukturyzacji zatrudnienia, nie da się bowiem przeprowadzić w tak krótkim czasie, bo jest to procedura trwająca nawet dwa, trzy lata. Dlatego część szpitali obawia się, że już w pierwszym roku działalności jako spółki będą niewypłacalne.

– Jeżeli spółce przekaże się zobowiązania, a nie da się jej takich instrumentów, jak możliwość zaciągania kredytu obrotowego, to oznacza szybką upadłość spółki lub sprzedaż jej długów przez samorząd innemu podmiotowi – podkreśla Jarosław Kozera, dyrektor Szpitala Uniwersyteckiego im. Jurasza w Bydgoszczy, który ma 100 ml zł zadłużenia i już wiadomo, że nie może liczyć na to, że spłaci je organ założycielski – Uniwersytet im. Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Szpital Wojewódzki w Przemyślu zadłuża się w tempie 1,5 mln zł miesięcznie, głównie z powodu niepłaconych przez NFZ tzw. nadwykonań, czyli świadczeń wykonywanych po przekroczeniu określonego limitu. Jako spółka musiałaby więc wystartować z kilkudziesięciomilionowym długiem.

– W ciągu kilku miesięcy po przekształceniu będziemy albo wyprzedawać majątek, albo organ założycielski przekaże nas innemu podmiotowi za połowę wartości – obawia się Krzysztof Popławski, wicedyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Przemyślu.

24,1 mld zł przeznaczy w 2011 roku NFZ na leczenie szpitaln