W 2010 r. – już o 16,9 proc. Natomiast w woj. świętokrzyskim wyniosły w ubiegłym roku tylko 89,4 proc. średniej, podczas gdy przed 10 laty sięgały 95,6 proc. średniej. Jeszcze gorzej było w woj. warmińsko-mazurskim, w którym zarobki były w 2010 r. aż o 21,4 proc. mniejsze od średniej krajowej.

Takie same zjawisko występuje też w firmach budowlanych. – Płace na wschodzie rosną wolniej niż w innych częściach kraju, bo przemysł jest tam słabo rozwinięty, a w budownictwie wzrost płac ograniczają tani pracownicy, którzy przybywają zza wschodniej granicy. Dlatego pensje nie nadążają tam za wzrostem przeciętnej płacy krajowej i stanowią coraz mniejszą jej część – wyjaśnia Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

– Pensje na wschodzie rosną wolniej, bo wolniej zwiększa się tam też produkcja – dodaje Jakub Borowski, główny ekonomista Invest-Banku. A to dlatego, że mały jest napływ kapitału i zagranicznych inwestycji bezpośrednich. Potwierdzają to dane GUS. Według nich na ponad 68,6 tys. spółek z udziałem kapitału zagranicznego zaledwie 533 działa w woj. podlaskim, 564 w woj. świętokrzyskim, 947 w woj. warmińsko-mazurskim, 988 w woj. podkarpackim i 1087 w woj. lubelskim.

Duże znaczenie ma też bliskość bardziej rozwiniętych rynków. – Firmy z zachodniej Polski mają blisko do prężnych przedsiębiorstw niemieckich, z którymi mogą nawiązywać współpracę i handlować. Gdy rośnie ich produkcja, rosną również płace. Takich sąsiadów nie mają firmy na wschodzie – mówi Borowski.

Między innymi dlatego przeciętna pensja w woj. dolnośląskim była w 2010 r. o 10,3 proc. wyższa od średniej krajowej, a w 2000 r. tylko o 2,8 proc. Wysokość zarobków zależy też od siły gospodarczej regionów. A ta w przypadku województw wschodnich też rośnie wolniej niż w innych częściach kraju. Świadczy o tym ich udział w tworzeniu PKB Polski. Np. w przypadku woj. podkarpackiego obniżył się on z 4,2 proc. w 1995 r. do 3,8 proc. w 2008 r., a lubelskiego z 4,5 do 3,9 proc.