Na pomysł sięgnięcia po te środki wpadł Związek Powiatów Polskich. Wstępnie zaakceptował go resort zdrowia, a sprawą ma się wkrótce zająć Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego.

– Możliwość finansowania gabinetów z rezerwy powinna zwiększyć ich popularność. Taki jest cel naszego pomysłu, bo nie ma wątpliwości, że gabinety w szkołach są potrzebne – mówi Marek Wójcik, wiceszef Związku Powiatów Polskich.

W rezerwie jest w tym roku ponad 221 mln zł, które służą np. pilnym remontom czy pomocy zalanym w powodzi placówkom. Nie wiadomo, jaka część tych pieniędzy może zostać przeznaczona na wyposażenie i remonty gabinetów pielęgniarskich. Zdecyduje o tym Komisja Wspólna Rządu i Samorządu Terytorialnego. Każdy wniosek po akceptacji resortu edukacji trafi do Ministerstwa Finansów i to ono będzie wypłacało fundusze.

Prace szkolnych pielęgniarek opłaca NFZ, w tym roku wyda na ten cel 266 mln zł. – Do ich zadań należą m.in. badania wzroku i słuchu, wykrywanie zaburzeń rozwoju fizycznego, wad postawy – mówi Magdalena Stawarska z centrali NFZ. Pielęgniarki udzielają pierwszej pomocy i podają uczniom niezbędne leki.

Jednak zdaniem ZPP w znacznej części polskich szkół nie ma gabinetów pielęgniarskich lub stoją one puste, a kolejnym grozi zamknięcie, bo nie spełniają rosnących wymogów dotyczących wyposażenia oraz metrażu (przy indywidualnej praktyce pielęgniarskiej to 15 mkw.). Na 35 tys. szkół od podstawówki po placówki policealne gabinety funkcjonują w zaledwie 11,5 tys.

Szkoły i samorządy mają bowiem wolną rękę w tym, czy pielęgniarkom dać miejsce do wykonywania pracy, a przepisy nie precyzują, kto ma wyposażać i dostosowywać gabinety.

– Są samorządy, które same o gabinety zabiegają i inwestują. Ale są i takie, które od pielęgniarek ściągają podatek od nieruchomości i czynsz za zajmowany w szkole gabinet – mówi „DGP” Małgorzata Piejak, wiceprezes Krajowego Stowarzyszenia Pielęgniarek Medycyny Szkolnej.

Podkreśla, że kwestii utrzymywania czy wyposażania gabinetów nie regulują żadne przepisy, więc zadanie to jest przerzucane z instytucji na instytucję. Tymczasem bez spełnienia coraz bardziej wyśrubowanych norm ustalanych przez resort zdrowia gabinet działać nie może. Jego wyposażenie to spory koszt.

– Zakup kozetki to 700 – 1000 zł, wagi ponad tysiąc, całe wyposażenie to ok. 5 tys. złotych, nie licząc kosztów dostosowania lokalu – mówi Małgorzata Piejak.

Dodaje, że pielęgniarka pracuje zwykle w kilku szkołach (NFZ wymaga, by miała pod opieką 1100 uczniów, a w szkołach sportowych lub integracyjnych 880). – Nawet gdyby pielęgniarka zdecydowała się jednak kupić sprzęt na własny koszt, to i tak nie ma gwarancji, że w następnym roku wygra konkurs i nadal będzie pracować w tej szkole – tłumaczy Piejak.

Ze spisu przeprowadzonego przez związek wynika, że większość sprzętu ma kilkadziesiąt lat.