Główne założenia nowej ustawy to sztywne ceny i marże leków, sztywny limit wydatków NFZ na refundację (17 proc. budżetu na leczenie) oraz 3-proc. podatek od obrotów firm lekami z dopłatą. – Wnieśliśmy wiele poprawek w senackiej komisji zdrowia. Ale kluczowe pojawią się dopiero podczas środowej debaty – mówi „DGP” Władysław Sidorowicz, szef senackiej komisji. Senatorowie nie chcieli iść na wojnę z ministerstwem, więc skierowali najważniejsze zastrzeżenia do resortu i poprosili o propozycje rozwiązań.

Chodzi głównie o 3-proc. parapodatek od firm – ale nie od zysków, lecz przychodów ze sprzedaży leków refundowanych. Pieniądze mają sfinansować m.in. badania nowych leków. Nawet biuro analiz senackich stwierdziło, że to zły sposób na finansowanie badań, a na dodatek może godzić w konstytucję.

Druga kluczowa kwestia to dzielenie ryzyka, w sytuacji gdy pacjenci kupią więcej leków niż na ich refundację zarezerwował NFZ. Zgodnie z ustawą firmy sprzedające jeden typ leków musiałyby z własnej kieszeni pokryć koszty refundacji dodatkowo (ponad limit) sprzedanych medykamentów. – Trudno tu mówić o podziale ryzyka, bo przepisy są tak restrykcyjne, że spada ono właściwie w całości na firmy – mówi senator Sidorowicz.

Przedstawiciele resortu zdrowia już na etapie prac w Senacie zaproponowali poprawkę zwalniającą z dopłat do kosztów refundacji leki najtańsze sprzedawane poniżej ceny limitu podawanego dla danej grupy leków. A firmy produkujące droższe leki pokryją 100 proc. różnicy między wydatkami zaplanowanymi przez NFZ a faktycznymi.

– To dyskryminacyjny zapis, bo i tak NFZ dopłaca do leków tylko do poziomu limitu, więc różnica w cenie nie dotyczy funduszu, lecz pacjentów – mówi Paulina Kieszkowska-Knapik z kancelarii Baker & McKenzie. – Poza tym zwolnienie ma dotyczyć tylko leków, które mają odpowiedniki – dodaje. Firmy innowacyjne mówią wprost, że to rozwiązanie wylobbowane przez polskie firmy produkujące odpowiedniki leków oryginalnych.

Ustawa ma wejść w życie od 2012 r. Mimo presji w rządzie, by ogłosić ją przed wyborami, jej losy nie są pewne. Prawnicy, m.in. prof. Michał Kulesza i prof. Zbigniew Ćwiąkalski uważają, że jest ona niekonstytucyjna. Wątpliwości zgłasza też prezydent. Niewykluczone, że skieruje ją do Trybunału Konstytucyjnego.