zaloguj się do e-DGP
statystyki

Reforma nie sprawi, że polski uniwersytet zamieni się w Oksford

skomentuj

Nowelizacja prawa o szkolnictwie wyższym daje uczelniom szansę na zmodernizowanie skostniałego systemu kształcenia. Jednak środowisko akademickie ocenia ją sceptycznie. Twierdzi, że narzuca uczelniom obowiązki, ale nie wyjaśnia, jak się z nich wywiązywać

Publikacja: 21 kwietnia 2011, 03:00 Aktualizacja: 21 kwietnia 2011, 14:09

Reforma szkolnictwa wyższego ma doprowadzić do tego, by wykształcenie zdobyte na studiach było przydatne na rynku pracy. Tak nowe rozwiązania przedstawiają ich autorzy, a wśród nich Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego. – Modernizacja, autonomia i jakość to fundamenty reformy uczelni – wylicza.

Nowe prawo wejdzie w życie już w październiku. Jego efekty poznamy jednak najwcześniej za trzy lata, kiedy uczelnie opuszczą pierwsi objęci nim studenci. Eksperci już są przekonani, że zmiany nie uzdrowią uniwersytetów, i przepowiadają ich fiasko.

Pozorna swoboda

Większość najistotniejszych zmian w prawie o szkolnictwie wyższym narzuciła Unia Europejska. Zgodnie z jej wytycznymi wdrażane są Krajowe Ramy Kwalifikacji. Odwracają one tradycyjny system kształcenia na uczelniach. Już nie będzie liczył się proces nauczania, ale jego efekt. Oznacza to, że uczelnia nie będzie musiała prowadzić wyznaczonej przez ministerstwo liczby zajęć dydaktycznych – nie z tego zostanie rozliczona. Będzie zobowiązana kształcić tak, by absolwent po ukończeniu nauki osiągnął wyznaczone przez KRK wiedzę, umiejętności i kompetencje.

Pozwoli to szkołom wyższym tworzyć własne autorskie programy. Jednak, mimo że reforma da uczelniom swobodę w prowadzeniu studiów i kształtowaniu nowych kierunków, narzuca na szkoły także mechanizmy kontrolne. Nie będą mogły one swobodnie zwiększać limitów miejsc na bezpłatnych studiach, a ich autorskie programy zostaną sprawdzone przez Polską Komisję Akredytacyjną. To dobre rozwianie, bo nie pozwoli na zwiększanie liczby miejsc na kierunkach, które nie są potrzebne polskiej gospodarce. Z drugiej strony autonomia szkół w tym zakresie zostanie zawężona.

Zawiedziona kadra

Eksperci zastanawiają się też, jak uczelnie zastosują się do wymogu jednoetatowości. Nauczyciel akademicki będzie mógł pracować tylko na jednym etacie. Na drugi będzie potrzebował zgody rektora. Ale to ograniczenie obejmie tylko tych, którzy są zatrudnieni na uczelniach publicznych. Dlatego rektorzy już się obawiają, że kadra akademicka ucieknie do prywatnych szkół.

Wprowadzając do ustawy ten przepis, resort nauki chciał poprawić jakość kształcenia – nauczyciele poświęcą więcej czasu na pracę na jednej uczelni, byliby też bardziej dostępni dla studentów.

Jednak wymóg ten będzie można obejść – pracując na umowach cywilnoprawnych albo w ramach własnej działalności gospodarczej lub zatrudniając się na pierwszym etacie w uczelni niepublicznej.

Podzieleni studenci

Różne opinie na temat zmian w szkolnictwie wyższym przedstawiają też studenci. Parlament Studentów Rzeczypospolitej obiema rękami podpisuje się pod nowelizacją. Jednak inna organizacja, Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie, wielokrotnie bojkotowała, reformę szkolnictwa, organizując m.in. publiczne protesty. Krytyczne głosy dotyczą głównie wprowadzenia odpłatności za drugi kierunek studiów. Zdaniem DZS studenci stracą możliwość bezpłatnego studiowania na nieograniczonej liczbie kierunków. To prawda. Jednak zdaniem Dominiki Kity, przewodniczącej PSRP, pozwoli to na zwolnienie przez wielokierunkowców miejsc na bezpłatnych studiach osobom, które teraz muszą płacić.

Zwiększenie bezpłatnych miejsc o 40 tys. jest celem resortu nauki. Jednak wątpliwe jest, czy tak się stanie. Zgodnie z jej założeniami każdy student będzie mógł rozpocząć studia na bezpłatnym kierunku. Ale ci, którzy nie osiągną bardzo dobrych wyników w nauce, po prostu za nie zapłacą. Zamiast zwolnić miejsc na bezpłatnych studiach, tak samo jak jest obecnie, będą one zablokowane, z tą różnicą, że to bogatsi studenci będą je okupować.

Resort nauki uspokaja, że wprowadzenie odpłatności za drugi kierunek studiów to jedynie proteza, która jest potrzebna, aby wdrożyć reformę. Zakłada ona, że uczelnie będą prowadzić studia międzykierunkowe – w ten sposób dylemat, czy studiować na jednym, czy dwóch kierunkach, sam się rozwiąże. Ministerstwo optymistycznie zakłada, że uczelnie stworzą na tyle elastyczne studia, aby zaspokoić chęć łączenia różnych kierunków przez studentów.

Komentarze: 4

  • 1: prof.dr hab. Józef Beton z IP: 79.191.205.* (2011-04-21 13:17)

    Czy wy durnie nic nie rozumiecie , ze te całe reformy są po to by wprowadzić opłaty za studia , Nie znacie mojego nauczania i nie wiecie że w nauce nic się nie zmieni do póki będzie tam tak zwana habilitacja. Czemu jesteście tacy ciemni. Obecnie w Polsce uczelnia musi zapewnić prace każdemu kto ma habilitacje - nawet żeby przez 10 lat nie napisał artykułu. Na zachodzie to nie do pomyślenia. Dlaczego - dlatego że nie ma tam habilitacji, a profesorami zostają ludzie na prawde dobrzy.Ta sprawa powróci w przyszłości.- tak jak lustracja .Tylko że zaboli. Szukacie komunizmu?- idźcie na polskie uczelnie

  • 2: m.a z IP: 84.10.68.* (2011-04-21 14:49)

    cytuje: "Rektorzy nie wiedzą też, jak tworzyć programy nauczania, kierując się KRK. "
    Czy mozna sie dowiedziec, KTORZY rektorzy? :-)

    Po prostu w przyszlym roku jest kampania wyborcza na uczelniach (stawiam, ze przytlaczajaca wiekszosc uczelni publicznych nie zdecyduje sie na ogloszenie konkursu na stanowisko rektora), a wg slow rektora Lutego (Prof. Luty: Rektorów trzeba wybierać inaczej - Tomasz Wysocki 2008-06-19 Gazeta Wyborcza ) wybory przypominaja najgorsze cechy kampanii politycznych.
    Wiadomo - w roku wyboirczym reform sie nie przeprowadza. Tylko dlaczego dziennikarka powtarza slowa rektorow, nie zadajac im elementarnych pytan na temat calorocznej kampani informacyjnej prowadzonej przez MNiSW w roznych osrodkach akademickich.

    Poza tym mamy dostepny online podrecznik:
    Podręcznik "Ramy kwalifikacji dla szkolnictwa wyższego. Autonomia programowa uczelni", MNiSW, Warszawa 2010
    Poza tym kazda uczelnia mogla zamowic 8 bezplatnych DRUKOWANYCH egzemplarzy.

    Powtarzam pytanie: KTORZY rektorzy nie sa poinformowani? :-)

    Last but not least.
    Na jednym ze spotkan dotyczacych KRK, wiosna 2010 r., ekspert bolonski stwierdza, ze cieszy sie, ze przechodzi na emeryture i nie bedzie uczestniczyl w procesie wdrazania KRK bo spodziewa sie zwiazanych z tym nieetycznych suyacji (padly inne, mocniejsze slowa).

    pole do popisu do dziennikarzy - co ta osoba mogla miec na mysli lub kolokwialnie gdzie jest pies pogrzebany...

  • 3: m.a z IP: 84.10.68.* (2011-04-21 15:26)

    Kolejne pytanie do SAutorki i pozostalych dziennikarzy cytujacych opinie tworu, ktpry sie nazwal
    Demokratyczne Zrzeszenie Studenckie

    By zarejestrowac prawnie Stowarzyszenie wystarczy PIETNASCIE osob.
    Na stronie www stowarzyszenia mamy DZIEWIETNASCIE kontaktow - po jednym na uczelnie. Biorac pod uwage, ze samych uczelni publicznych jest PONAD sto, to kogo freprezentuje DZS by jego opinie przeciwstawiac PSRP?

    TRoche umiaru i proporcji, ale w tym kraju wystarczy zrobic polityczna zadyme w kilknascie osob i media juz sue rzucaja by przedsztawiac to srodowisko jako freptrezentujace wiekszosc.

    O ile to jest latwiejsze niz zadawac trudne i dociekliwe pytania ustawowemu przedstawicielowi studentow jakim jest PSRP?

    Oczywiscie nalezy dopuszczac do dlosu wszystkich tylko moze niech ludzie wypowiadaja sie w swoim wlasnym imieniu a nie udawaja, ze kogos reprezentuja - zwlaszcza, ze ja dobrze pamietam, ze zalozyciele wczesniej nalezeli do przybudowek mlodziezowych SLD. Intencje dzialaczy sa czysto polityczne a nie w interesie studentow. Dziwne sie, ze rozliczne "ciemne media" to kupuja...

  • 4: m.a z IP: 84.10.68.* (2011-04-21 15:45)

    DZS ciag dalszy - tajmnicze bezosobowe towarzystwo. Statu "uchwalono" we wrzesniu 2009 r. - cudzyslow bo niewiadomo kto i gdzie.
    Sa tam wynienione konkretne wladze (hipotettyczne) bo informacji o nich nigdzie ani sladfu. Suedziba jest ponoc Bialystok, ale 3 czlonkow grupy organizujacej to studenci UW, US. Co to ma wposlnego z Bialymstokiem.

    Od strony informacji na www wyglada to conajmniej niepowaznie - ludzie nie dbaja nawet o FORMALNE pozory spelnienia wymogow statutowych i jawnosci dzialania - za to dla dziennikarzy to celebrycie, opiniotworczy przedstawiciele studentow (zamiast samych siebie).

    Dla mnie osobiscie grupa lewackich zadymiarzy, ktorzy sie kreca kolo polityki. Z interesami szarych studentow wyglada, ze nie maja poki co nic wspolnego.

Twój komentarz
Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Zapisz się na bezpłatny newsletter Gazety Prawnej

Sonda:

Czy prezydent powinien podpisać ustawy reformujące system emerytalny

Wyszukaj w Encyklopedii

Galerie zdjęć

Twarze Biznesu

Zapisz się na bezpłatny newsletter