Od 1 września we wszystkich szkołach musi być ciepła woda. MEN wprowadziło taki obowiązek po analizie ubiegłorocznych wyników kontroli Państwowej Inspekcji Sanitarnej (PIS). Zgodnie z nimi w 23 proc. z ponad 6 tys. skontrolowanych placówek nie było warunków do utrzymania higieny osobistej. Brakowało wtedy m.in. ciepłej wody, mydła w dozowniku, papieru toaletowego, ręczników papierowych.

Zaostrzone wymogi sanitarne wynikają z nowelizacji rozporządzenia ministra edukacji narodowej i sportu z 31 grudnia 2002 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny w publicznych i niepublicznych szkołach i placówkach (Dz.U. z 2003 r. nr 6, poz. 69).

Samorządy nie będą więc mogły dłużej tłumaczyć się brakiem pieniędzy na przeprowadzenie odpowiednich remontów takich placówek.

Problem w tym, że część szkół wciąż nie spełnia wymogów związanych z zapewnieniem uczniom dostępu do ciepłej wody czy mydła w płynie. Na 14 tysięcy szkół podstawowych ponad 300 nie spełnia tych standardów. Z podobnym problemem boryka się też część gimnazjów i liceów.

– Do niedawna nie mieliśmy ciepłej wody, a łazienki nie spełniały podstawowych warunków ich używalności – potwierdza Elżbieta Zapała, dyrektor II Liceum Ogólnokształcące im. Stefanii Sempołowskiej.

PIS przyznaje, że brak ciepłej wody w szkołach to niejedyny problem szkół. Samorządy, jako ich organy prowadzące, nie mają też pieniędzy na zakup odpowiedniej liczby urządzeń sanitarnych.

– Na jedną umywalkę powinno przypadać 25 dzieci. Z jednej toalety powinno korzystać nie więcej niż 20 dziewczynek lub 30 chłopców pod warunkiem, że jest tam zamontowany pisuar – wyjaśnia Małgorzata Frankowska, kierownik oddziału oświaty zdrowotnej i promocji zdrowia wojewódzkiej stacji sanitarno-epidemiologicznej w Krakowie.

Zgodnie z przepisami szkoła, które nie dostosuje się do zaostrzonych wymogów sanitarnych, musi liczyć się z tym, że zostanie na nią nałożona kara. Stanie się tak jednak tylko wtedy, gdy z takim wnioskiem wystąpi lokalny sanepid.