zaloguj się do e-DGP
statystyki

Rodzice kontra wydawcy, czyli wielka wojna o tanie podręczniki

skomentuj

Wydawcom nie podoba się program dawania laptopów pierwszoklasistom ani pomysł resortu edukacji, by nowe edycje podręczników szkolnych ukazywały się co trzy lata. Uważają, że rodzice powinni kupować nowe komplety książek co roku

Publikacja: 13 kwietnia 2011, 03:00 Aktualizacja: 15 czerwca 2011, 08:55

Resort edukacji pracuje nad zmianą przepisów która sprawi, że nowe wydania podręczników będą pojawiać się nie częściej niż co trzy lata. Uczniowie będą mogli korzystać z używanych książek, a portfele ich rodziców odczują ulgę.

W odpowiedzi Polska Izba Książki ogłosiła, że rprzymierza się do zwiększenia składek od swoich członków, by zebrać pieniądze na ogólnopolską akcję piarowską poprawiającą wizerunek branży. Czuje, że jej interesy są zagrożone. Powód: żniwa, jakie zbierają wydawnictwa na początku każdego roku szkolnego niebawem mogą zamienić się w klęską nieurodzaju.

Wydawcom nie w smak jest też rządowy pomysł na wręczanie laptopa każdemu rozpoczynającemu naukę dziecku: komputery są konkurencją dla tradycyjnych książek.

Podręcznik co trzy lata

Kilka miesięcy temu z ustawy o systemie oświaty w tajemniczych okolicznościach wyparował przepis, zgodnie z którym w danej szkole do nauki jednego przedmiotu mogą służyć nie więcej niż trzy tytuły książek, a każdy ma być w użyciu przynajmniej przez trzy lata. W efekcie uczniowie znów zostali zalani aktualizowanymi podręcznikami, a obroty wydawców poszły w górę.

By naprawić ten błąd, MEN postanowiło wpisać ograniczenie o trzyletnim odstępie przy wprowadzaniu nowych wydań do nowelizacji rozporządzenia w sprawie dopuszczania do użytku szkolnego podręczników. Jak dowiedział się „DGP”, prace nad nowelizacją powinny skończyć się w maju, rozporządzenie obowiązywałoby od początku nowego roku szkolnego. PIK, która opiniowała nowelizację, uznała ten przepis za niedopuszczalny, resort odrzucił jej uwagi.

Wydawcy o swoje interesy postanowili zawalczyć piarowską akcją. W jej ramach przedstawiciele branży będą spotykać się z politykami, ekspertami i czytelnikami, tłumacząc im, że takie działania mogą prowadzić do upadku branży.

Drogo czy niedrogo?

Tymczasem biznes wydawców podręczników ma się świetnie. Od 2006 roku ich obroty wzrosły o blisko 40 proc., choć zdaniem samych zainteresowanych o niczym to nie świadczy. – Podręcznik kosztuje średnio 30 zł, a powieść o Harrym Potterze 50 zł. A przecież koszt wydania podręcznika nie jest niższy niż beletrystyki – przekonuje Piotr Marciszuk, prezes PIK i szef wydawnictwa Stentor. I dodaje, że gdyby wydatek na komplet książek podzielić na 12 miesięcy, wyszłoby po kilkadziesiąt zł. – A to inwestycja w wykształcenie dziecka – mówi Marciszuk. A Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty ripostuje, że coraz częściej rodzice muszą brać na podręczniki kredyt.

Najlepsze, co w tej sytuacji mogłaby zrobić branża wydawnicza, to zacząć wydawać e-podręczniki. Uczniowie wykorzystaliby swoje laptopy, rodzice zaoszczędzili sporo pieniędzy, a wydawcy – papieru i związanych z jego produkcją kosztów. Wtedy jednak spadłyby dochody punktów ksero.

PRAWO

Podręczniki staniały, ale tylko na krótki czas

Problem za drogich podręczników powraca od kilku lat. Kolejne rządy starały się tak regulować rynek, by obok sprzedaży nowych mogła się rozwijać sprzedaż tańszych, używanych.

W 2007 roku do ustawy o systemie oświaty w ramach programu „Tani podręcznik” wprowadzono przepis mówiący, że w danej szkole do nauki jednego przedmiotu mogą służyć nie więcej niż trzy tytuły podręczników, a każdy z nich będzie pozostawał w użyciu przez trzy lata. Miało to obniżyć ceny książek o 10 – 15 proc. Obroty wydawców zmniejszyły się, o ok. 20 proc.

W 2008 roku przy nowelizacji przepis został wykreślony, więc nauczyciele mogą co roku podręczniki wymieniać.

„DGP” latem 2010 roku opisywał, jak tajemniczo wypadł z ustawy przepis regulujący rynek podręczników.

Jesienią 2010 roku MEN przedstawia założenia nowelizacji rozporządzenia w sprawie dopuszczania do użytku szkolnego podręczników. A w nim przepis, że wydawca będzie mógł składać wniosek o dopuszczenie nowych wydań podręcznika nie częściej niż co 3 lata, jeżeli w książce zmiany są mniejsze niż 20 proc. jej treści.

Komentarze: 29

  • 1: realista z IP: 87.199.24.* (2011-04-13 03:27)

    Wydawnictwo Greg chyba każdą książkę jest w stanie wydać w cenie poniżej 10 zł - proszę porównać ceny lektur - konkurencję bije na głowę ceną, jakością i zawartością merytoryczną (opracowanie). Przeszkodą są jedynie "prawa autorskie" do nowych dzieł opracowanych przez pseudonaukowców. Kadra pedagogiczna też nie jest bez winy, że zaleca dany podręcznik - podobnie jak lekarz przepisuje ten sam lek na ból głowy, grypę, itp.

  • 2: kamyk z IP: 188.146.121.* (2011-04-13 06:35)

    W całym kraju do danego przedmiotu nauczania powinien obowiazywać jeden podręcznik i jednego autora. Tylko wówczas mozna by było porownywać poziom edukacji w poszczególnych szkołach. Kolejne wydania mogłyby być aktualizowane tylko wówczas gdyby zachodzila taka potrzeba. Korzystanie z używanych podręczników przyczyniłoby się do ochrony środowiska i ulgi w kosztach nauki biedniejszych rodzin. Zachowanie wydawców porównuję do zachowania cmentarnych hien.

  • 3: law z IP: 83.10.4.* (2011-04-13 07:07)

    Zysk księgarzy ze sprzedaży podręczników szkolnych szkół podst. i gimnazjów wynosi ok. 650mln zł. To są Wasze pieniądze drodzy rodzice.

  • 4: fgfg z IP: 77.254.84.* (2011-04-13 07:18)

    Do 2/ W pełni popieram.

  • 5: rewizor z IP: 109.110.223.* (2011-04-13 07:32)

    Uderz w stół..Ci sami ludzie uczący się z jednego podręcznika przez parę lat i na ludzi wyszli będąc wydawcami,dziś dla kasy skundlili się.Nie ma żadnego uzasadnienia merytorycznego aby co roku każdy rodzić nabijał kabzę nuworyszom.

  • 6: KAL z IP: 212.160.184.* (2011-04-13 08:01)

    W ubiegłym roku kupiłem kilka książek "do informatyki", aby zobaczyć, co powinni umieć młodzi ludzie, którzy właśnie zostali studentami. Książki oczywiście mają autorów, recenzentów oraz całą masą uwag, że "zatwierdzone", że "dotowane" itd. Książki powinny zawierać aktualne treści, bo pierwszy raz wydano je w 2009 i 2010 roku... Wszystkie przeczytałem. I moje uwagi są różne. Trochę znam się na sieciach komputerowych - więc mogę napisać, że podręcznik do "sieci komputerowych" (z 2009) roku w połowie to opis systemu, który był nowoczesny (nie tak dawno), bo w latach 90 XX wieku. W opisnaej wersji nie istenie od 7 lat. Jesteśmy jakieś trzy epoki dalej. Dodatkowo ksiązka jest bardzo droga (ma miękkie okładki i jest klejona, ok. 209 str) kosztuje 67 zł...PS.

  • 7: Będą wydawnicze Nowości z IP: 82.139.160.* (2011-04-13 08:02)

    Czyli Podręcznik, Zeszyt do ćwiczeń i Atlas...jako jedna ksiązka.

    Czyli jednorazowego użytku bo jak dziecko wypełni zeszt do ćwiczeń to reszta czyli Podręcznik i Atlas jako częśc integralna też wyląduje na makulaturze.

    I o to tu chodzi - by oskubać rodzica do gołej kości.

  • 8: madziula z IP: 77.254.140.* (2011-04-13 08:04)

    A ja całą podstawówkę uczyłam się z książek mojego rodzeństwa - różnica między nami to 9 lat no i jakoś się tak dało...Studia słończyłam i pracę znalazłam i nie czuję się pokrzydzona brakiem nowej książki co roku... Zresztą czy budowa pantofelka tak bardzo się zmienia, że trzeba co roku nową książkę? Rozumiem jeszcze np aktualizację książek z historii czy geografii (historia najnowsza po prostu się rozwija) ale to też można obejść dając dzieciom wydukowaną kartę papieru, żeby dodać najnowsze odkrycie czy aktualizację... no ale co tam lepiej rujnować ludzi biedniejszych, dla których wydatek 400 zł (albo i węcej!) na komplet książek dla dziecka to 1/3 pensji!

  • 9: Janusz z IP: 83.3.97.* (2011-04-13 08:08)

    Branża upadnie? I co z tego. Ileż to już zawodów i branż upadło w historii. Jeżeli panowie i panie wydawcy podręczników drukowanych nie potraficie nadążać za zmianami w technice i technologii, to pójdziecie na bruk. Wasze miejsce zajmie ktoś bardziej przystosowany. Takie są prawa ewolucji.

  • 10: A. z IP: 83.13.194.* (2011-04-13 08:17)

    Popieram przedmówców. Wystarczy jeden podręcznik do przedmiotu jako baza. I wcale nie musi w 80% składać się z obrazków. Dajmy szansę wykazać się pedagogom. Kiedyś wystarczył dobry nauczyciel i zeszyt.
    A laptopy dla siedmiolatków to chyba dzieło lobby okulistów...

Twój komentarz
Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Zapisz się na bezpłatny newsletter Gazety Prawnej

Sonda:

Czy prezydent powinien podpisać ustawy reformujące system emerytalny

Wyszukaj w Encyklopedii

Galerie zdjęć

Twarze Biznesu

Zapisz się na bezpłatny newsletter