Prokuratorzy nadużywają zwolnień chorobowych – wynika z sondy „DGP”. Chorują średnio 25 dni w roku, niemal dwukrotnie częściej od zwykłych pracowników. Obciąża to budżet, bo prokuratorzy dostają na zwolnieniu nie 80, ale 100 proc. pensji.

Rząd likwiduje pełnopłatne zwolnienia lekarskie służb mundurowych, przyjął już projekt założeń ustawy w tej sprawie. Przyczyną zmian były analizy, z których wynikało, że każdego dnia chorych jest 7 tys. ze 100 tys. policjantów. Nie sprawdzono jednak, jak często zapada na zdrowiu 6776 polskich prokuratorów. – Nie mamy danych, pracodawcami prokuratorów są szefowie poszczególnych jednostek i tam trzeba szukać informacji – odpowiedział nam rzecznik prokuratora generalnego Mateusz Martyniuk.

Poszliśmy tym tropem. Przez ostatnie dwa tygodnie gromadziliśmy odpowiedzi od kilkudziesięciu prokuratorów apelacyjnych i okręgowych. Nie wszyscy ich udzielili, ale obraz wyłaniający się z posiadanych przez nas danych jest przygnębiający. Tylko w dolnośląskiej apelacji 580 tamtejszych prokuratorów spędziło w 2010 roku ponad 14 tys. dni na chorobowym. Statystycznie każdy z nich był niedysponowany przez 24 dni robocze – ponad miesiąc. Tyle samo przechorował średnio każdy z 92 podwładnych prokuratora okręgowego w Koszalinie i 87 prokuratorów z Gorzowa. Zdrowsi są prokuratorzy pracujący po sąsiedzku w Szczecinie: wykorzystali „zaledwie” po 16 dni zwolnienia. W tym czasie 209 prokuratorów okręgu łódzkiego „przeleżało” ponad 5 tys. dni, po 25 każdy. Najlepiej jest w Rzeszowie. – Naszych 248 prokuratorów spędziło na zwolnieniu 2911 dni – wylicza Anna Habało z Prokuratury Apelacyjnej w Rzeszowie. To średnio 11 dni.

– Korzystanie przez prokuratorów z przywileju pełnopłatnych zwolnień powinno stać się przedmiotem analizy prokuratora generalnego – komentuje minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski. A prokurator generalny Andrzej Seremet dodaje, że zwrócił się do szefów prokuratur, by korzystali z możliwości kontroli zwolnień przez ZUS.

Ale ten nie jest w stanie sprawdzić wszystkich śledczych. Skutecznym sposobem ograniczenia nadużywania zwolnień byłoby obniżenie wysokości świadczeń. Rząd musi być konsekwentny. Skoro tnie je mundurowym, powinien objąć zmianami także prokuratorów i sędziów.

Najświeższym przykładem nadużywania przez prokuratorów przywileju pełnopłatnego zwolnienia jest historia byłego szefa kadr prokuratora Leszka Pruskiego. Awans na to stanowisko zawdzięczał ministrowi Andrzejowi Czumie, który po ujawnieniu przez „DGP” zaangażowania w śledztwa przeciwko opozycji i alkoholowe incydenty musiał go zwolnić z tego stanowiska. Pruski pracuje jednak we wrocławskiej prokuraturze apelacyjnej.

– Od lipca ubiegłego roku przebywa na zwolnieniu lekarskim. Wyzdrowiał tylko na konkurs na stanowisko prokuratora Prokuratury Generalnej – usłyszeliśmy wczoraj od jednego z jej szefów. Jednak Andrzej Sermet jego nominacji nie podpisał i prokurator znów zachorował.

– Przywilej pełnopłatnego zwolnienia to rekompensata np. za brak nadgodzin, nienormowany czas pracy. Niestety, jest nadużywany w niektórych jednostkach – przyznaje rzecznik prokuratora generalnego Mateusz Martyniuk.

Podobnego zdania jest Edward Zalewski, były prokurator krajowy, a dziś szef rady prokuratorów: – Problem istnieje. Tylko że nie wiem, czy obniżenie świadczenia do 80 procent go zlikwiduje – mówi.

Takiej wątpliwości nie mają specjaliści: – To oczywiste, że wyższy poziom kompensacji pensji przekłada się na długotrwałość zwolnień – mówi Marek Rymsza z Instytutu Spraw Publicznych.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że pełnopłatne zwolnienia lekarskie dla prokuratorów (a także sędziów) chciano zlikwidować przy zmianach dotyczących mundurowych. Jednak pomysł nie spodobał się wtedy w Ministerstwie Sprawiedliwości. – Teraz zmienia się nastawienie i być może wkrótce zaproponujemy takie zmiany – usłyszeliśmy od jednego z urzędników.

Również wielu prokuratorów jest oburzonych działaniem swoich kolegów. – Nie ma żadnego uzasadnienia dla utrzymania preferencyjnych zasad dla prokuratorów. Różnica w wykorzystaniu zwolnień między prokuratorami a zwykłymi pracownikami każe podejrzewać, że ich nadużywają – komentuje Wiktor Wojciechowski z Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Również sami prokuratorzy w rozmowie z „DGP” dziwią się tym liczbom. Zgodnie z ustawą już po 10 latach pracy przysługują im 32 dni urlopu, po 15 latach nawet 38. – Nigdy nie potrafię wybrać całego urlopu, nie wiem, po co jeszcze chorować – mówi nam prokurator z wydziału przestępczości zorganizowanej i korupcyjnej.

Inny z naszych rozmówców właśnie tu widzi problem: – Na urlop wykorzystuje się zwolnienie. Tym samym skrzętnie gromadzi się przez lata dni zaległego urlopu. Przy odejściu w stan spoczynku prokuratura musi zapłacić za zalegające dni – przyznaje.