Akceptacja dla przedłużenia wieku emerytalnego rośnie w miarę, jak w Polsce przybywa ludzi z wyższym wykształceniem i wiedzą o zasadach wypłaty świadczeń. Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że społeczeństwo się starzeje i wczesne odchodzenie z rynku pracy może doprowadzić do załamania systemu emerytalnego. Polacy zrozumieli też, że im dłużej będą pracować, tym większą wypłatę na starość będą dostawać.

Państwo nie jest gwarantem

Dzisiejsi 30-,40-latkowie nie mają już złudzeń takich jak ich rodzice i dziadkowie. – Wiedzą, że państwowy system emerytalny nie zagwarantuje im dostatniej starości – mówi Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego. Po kieszeni dostaną zwłaszcza ci, którzy wcześniej kończą pracę zawodową. Im mniej lat pracujemy, tym skromniejszy będzie kapitał uzbierany ze składek. Co gorsza, będzie on dzielony przez więcej lat pozostałych nam statystycznie do przeżycia. A tym samym niższe będą miesięczne świadczenia. Dla kobiet, które przechodzą dziś na emeryturę o 5 lat wcześniej, oznacza to nawet o 30 proc. niższe świadczenie.

– Kobieta, która kończy pracę, mając 60 lat, przez 23 lata skazana jest na małą emeryturę – mówi Piotr Szukalski. – To niemal drugie tyle, ile wynosi dziś aktywność zawodowa statystycznej Polki.

Co prawda z dotychczasowych badań CBOS czy OBOP wynika, że wciąż większość Polaków woli iść wcześniej na emeryturę i dorabiać, ale rośnie też liczba osób, które nie chcą rezygnować z aktywności zawodowej, mając 60 lat.

– Są to przede wszystkim kobiety z wyższym wykształceniem, mające dobre stanowiska i godziwe pensje – dodaje Szukalski. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w ciągu ostatnich lat liczba kobiet z dyplomami wyższych uczelni wzrosła o 71 proc. Dziś stanowią one ponad 60 proc. z 1,9 mln studentów.

Polacy coraz częściej nie sprzeciwiają się podnoszeniu wieku emerytalnego, bo mają większą niż np. 10 lat temu świadomość konsekwencji, jakie niesie starzenie się społeczeństwa. Głównego Urzędu Statystycznego wylicza, że przeciętny wiek życia wydłuża się średnio o 2 – 3 lata w ciągu dekady i w 2030 roku statystyczny mężczyzna będzie żył 77 lat – o 6 lat dłużej niż obecnie. Kobieta 83 lata – o 3 lata dłużej.

Co więcej, kondycja zdrowotna współczesnych 65-latków jest lepsza niż ich rówieśników z końca lat 90. Na przykład dzięki postępowi medycyny mniej osób umiera na choroby serca. Zwiększa się też skuteczność leczenia nowotworów.

Pomogła medycyna

Kurczy się natomiast liczba aktywnych zawodowo. Jak wynika z prognoz Eurostatu, w 2060 roku Polska będzie jednym z najstarszych krajów w Unii Europejskiej, a na jednego emeryta będzie musiało pracować dwóch zatrudnionych, czyli dwa razy więcej niż obecnie.

Zwolennikami podnoszenia wieku emerytalnego są ekonomiści.

– Jeżeli tego nie zrobimy, to już od 2020 roku czeka nas spadek tempa wzrostu gospodarczego – przestrzega Maciej Bukowski z Instytutu Badań Społecznych. Z jego wyliczeń wynika, że w przypadku wydłużenia wieku emerytalnego do 67 lat w ciągu najbliższych lat już w 2015 roku tzw. współczynnik zatrudnienia wzrósłby z obecnych 60 proc. do 71 proc. W 2030 roku przekroczyłby natomiast 80 proc.

Brak decyzji o wydłużeniu aktywności zawodowej przyczyni się do lawinowego wzrostu wydatków i długu publicznego. Do 2030 roku na dopłaty do dziurawego systemu emerytalnego budżet będzie musiał przeznaczyć ok. 600 mld zł.