We wtorek resort zaprezentuje projekt ustawy w sprawie liczenia kosztów i standardów, które będą musiały wdrożyć wszystkie placówki ochrony zdrowia.

Ustawa ma się opierać na doświadczeniach części placówek, które dzięki unijnym funduszom przeszły już specjalistyczne szkolenia. Dziś samodzielnie obliczają, ile wydają na leki, materiały opatrunkowe, opiekę specjalistów i pielęgniarek oraz utrzymanie łóżek przy konkretnych dolegliwościach.

Bez wiedzy na temat tego, jakie są rzeczywiste koszty działalności, wiele oddziałów nadmiernie się zadłuża – środki, jakie otrzymują z NFZ, okazują się dla nich niewystarczające. Za to w innych dziedzinach, np. planowej kardiochirurgii oraz okulistyce o kontrakty rywalizuje ze sobą coraz więcej prywatnych i publicznych zakładów.

Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że wdrożenie odpowiednich standardów liczenia kosztów leczenia pozwoli wreszcie dostosować stawki wypłacane szpitalom do ich rzeczywistych potrzeb. Szpitale boją się cięć w lepiej opłacanych procedurach i braku podwyżek w innych.

– Koszty udzielania świadczeń bada większość państw, choć nie we wszystkich placówkach, lecz w wystarczająco dużej grupie – mówi „DGP” Adam Kozierkiewicz, ekspert ochrony zdrowia. We Francji przez lata było to 5 proc. placówek, podczas gdy obecnie 10 proc. Z kolei w Niemczech, gdzie też startowano z poziomu 5 proc., teraz koszty liczy już około 30 proc. placówek. – Dołączają się dobrowolnie, bo chcą, aby i ich rachunki były brane przy wycenie świadczeń – tłumaczy Kozierkiewicz.