Do 1 stycznia 2012 r. pracę w urzędach wojewódzkich, skarbowych i ministerstwach miało stracić co najmniej 10 proc. pracowników. Mimo że prezydent na początku stycznia odmówił podpisania ustawy w tej sprawie i odesłał ją do Trybunału Konstytucyjnego (TK), rząd i tak może przeprowadzić redukcje zatrudnienia w ustawowo zaplanowanych terminach. Jest to możliwe dzięki szybkiemu wyznaczeniu terminu rozprawy przed TK. Prawnicy wskazują, że średnio na rozpatrzenie zgodności przepisów z ustawą zasadniczą trzeba czekać rok i dziewięć miesięcy. W przypadku prezydenckiego wniosku TK zrobił wyjątek. Już po pięciu miesiącach od otrzymania wniosku prezydenta wyznaczył termin rozprawy na 10 maja 2011 r.

Przypomnijmy, że prawnicy prezydenccy we wniosku do TK zwrócili się o zbadanie zgodności m.in. kryteriów zwolnień oraz objęcie nimi urzędników mianowanych.

– Jeśli trybunał uzna, że przepisy ustawy o racjonalizacji zatrudnienia są zgodne konstytucją, to prezydent będzie musiał podpisać ustawę – mówi prof. Piotr Winczorek, konstytucjonalista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Tłumaczy, że w takiej sytuacji szefowie urzędu będą niezwłocznie realizować ustawę, mimo że niektóre terminy w niej zamieszczone zostały już przekroczone. Przyznaje jednak, że najlepszym rozwiązaniem byłoby przygotowanie przez rząd projektu nowelizacji wspomnianej ustawy.

Ponadto trzeba też zwrócić uwagę, że zgodnie z ustawą dyrektorzy generalni planowali wręczanie pracownikom pierwszych wypowiedzeń umów z zachowaniem okresów wypowiedzeń na koniec września. Tak aby nawet najdłuższe okresy wypowiedzenia (3-miesięczne) zakończyły się przed 1 stycznia 2012 r.

Terminy przeprowadzania zwolnień mogą się jednak zmienić, jeśli TK uzna, że skierowane przez prezydenta przepisy są niezgodne z ustawą zasadniczą.

– Jeżeli zdecyduje, że niekonstytucyjne rozwiązania są nierozerwalnie połączone z całą ustawą o redukcji zatrudnienia, to trafi ona do kosza – mówi prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista.

Jeśli zaś uzna, że ustawa może obowiązywać bez niekonstytucyjnych przepisów, to prezydent musi ją podpisać. Zdaniem prof. Marka Chmaja w takich sytuacjach prezydent najpierw powinien odesłać ją do Sejmu, aby uaktualnił on terminy. Wtedy rząd nie musiałby przygotowywać jej nowelizacji.