W związku ze zmianą czasu w najbliższą niedzielę wskazówki zegara przesuwamy z godz. 2 na 3. W związku z tym wszyscy podwładni wykonujący w tym czasie pracę będą w firmie godzinę krócej. Oznacza to, że pracownicy świadczący pracę na przykład od godz. 22 w sobotę 26 marca do 6 w niedzielę 27 marca przepracują siedem, a nie osiem godzin. Takie osoby nie wypracują zatem obowiązującego ich wymiaru czasu pracy. W marcu przepracują 183 godziny, choć powinni wykonywać pracę godzinę dłużej.

– Za tę jedną nieprzepracowaną godzinę pracownik powinien otrzymać wynagrodzenie przestojowe – mówi Agnieszka Waszczyk, prawnik z kancelarii Staszewski Wilczak.

Podkreśla, że obowiązek taki wynika z art. 81 kodeksu pracy. Zgodnie z nim firma musi wypłacić pracownikowi wynagrodzenie za czas niewykonywania pracy, jeśli w tym czasie podwładny był gotowy do jej świadczenia i nie ze swojej winy nie mógł jej wykonywać.

Jeśli pensja nie jest określona stawką miesięczną lub godzinową, za czas przestoju pracownikowi przysługuje 60 proc. pensji. W żadnym przypadku wynagrodzenie to nie może być jednak niższe od płacy minimalnej.

– Inne wynagrodzenie należy się natomiast osobom, które pracują w momencie zmiany czasu z letniego na zimowy, czyli w ostatnią niedzielę października – wyjaśnia Agnieszka Waszczyk.

Cofnięcie zegarków jesienią o godzinę (z 3 na 2) oznacza, że pracownik wykonujący w tym czasie pracę będzie w firmie o godzinę dłużej. Przekroczy więc dobową normę czasu pracy. Za pracę w nadgodzinach należy mu się wynagrodzenie wraz z dodatkiem.