Od marca zmienił się sposób finansowania i kontraktowania pomocy lekarskiej w nocy i w święta. Nie obowiązuje już rejonizacja, a umowy bezpośrednio ze świadczeniodawcami zawiera NFZ, a nie inny lekarz zlecający. Każdy pacjent w przypadku pogorszenia stanu zdrowia w tym czasie może udać się do dowolnej placówki świadczącej taką pomoc.

Do oddziałów NFZ docierają jednak sygnały, że część świadczeniodawców wprowadza pacjentów w błąd i odsyła ich do innych placówek. Takie przypadki miały miejsce m.in. w województwie pomorskim. Tam jeden ze świadczeniodawców wywiesił na drzwiach gabinetu informację, że udziela nocnej i świątecznej pomocy chorym tylko z jednego powiatu, z wyłączeniem konkretnej gminy. W innym przypadku ambulatorium odmówiło udzielenia pomocy dziecku, argumentując, że w dyżurującym zespole nie ma pediatry. Natomiast lekarz posiadający tę specjalizację dyżuruje całodobowo od poniedziałku do piątku w innej placówce.

– Można się domyślać, że doszło do nieformalnego porozumienia między świadczeniodawcami – uważa Mariusz Szymański, rzecznik pomorskiego NFZ.

Problemem może być także nocna opieka wyjazdowa. Niektórzy świadczeniodawcy nie chcą wysyłać do pacjentów karetki, tłumacząc, że w dyżurującym zespole mają tylko jednego lekarza, więc jeśli wyjedzie do chorego, to nie ma kto przyjąć tych przychodzących do ambulatorium. W niektórych województwach, np. zachodniopomorskim, w nocnej pomocy wyjazdowej nadal, mimo że nie powinna, obowiązuje rejonizacja. Świadczeniodawcy tak podzielili między siebie obszar, który obsługują, że pokrywa się z dotychczasowymi rejonami.

– Pacjenci i tak dzwonią do placówki, którą mają najbliżej – wyjaśnia Małgorzata Koszur, rzeczniczka zachodniopomorskiego NFZ.

Piotr Olechno, rzecznik prasowy Ministerstwa Zdrowia, pytany przez „DGP” o ewentualne korekty w systemie udzielania nocnej pomocy medycznej, odsyła do funduszu, bo jak podkreśla, to on jest odpowiedzialny za jej organizację. Andrzej Troszyński, rzecznik prasowy NFZ, zapewnia, że obecne zmiany w nocnej opiece są potrzebne. I dodaje, że fundusz na wszystkie sygnały o nieprawidłowościach reaguje natychmiast.

– W skrajnych przypadkach NFZ może nałożyć karę finansową, a nawet rozwiązać umowę – mówi Mariusz Szymański.