Protesty pielęgniarek przyćmiły przyjęcie przez Sejm oczekiwanej ustawy dotyczącej zdrowia, m.in. przekształceń szpitali. Siostry od piątku nie chcą opuścić Sejmu, a na jutro zapowiedziały przed nim pikietę. Żądają dopisania do ustawy gwarancji, że w szpitalach będą zatrudniane wyłącznie na etacie, a nie np. na kontraktach. Taki postulat zgłasza Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych (OZZPiP). Mimo że zastrzeżenia do tych żądań ma część środowiska pielęgniarek, które chcą mieć wybór, jak pracować. Wątpliwości budzi też ich konstytucyjność.

Kto kogo chce uszczęśliwić

Środowisko pielęgniarek podzieliło się na przeciwniczki i zwolenniczki zakazu pracy na kontraktach. – Nie chcemy zakazu dla wszystkich. Poza szpitalami pielęgniarki powinny decydować same, w jakiej formie chcą pracować – mówi „DGP” Dorota Gardias, szefowa OZZPiP. I tłumaczy, że kontrakty w szpitalach oznaczają pracę po 250 – 300 godzin miesięcznie, a pracujące nawet po trzy dni z rzędu pielęgniarki nie gwarantują bezpieczeństwa pacjentów. – Na dodatek w razie choroby czy złamania nogi dostają niższy zasiłek, a emerytury będą głodowe – dodaje Gardias.

Zakaz kontraktów ma też przeciwników. To nie tylko dyrektorzy szpitali publicznych i prywatnych, ale też część pielęgniarek. Wiele wybrało tę formę zatrudnienia, by zarabiać więcej, i uważają, że OZZPiP nie ma mandatu na wypowiadanie się w ich imieniu. – Możliwość pracy na kontaktach zapobiega bezrobociu i odpływowi kadry pielęgniarskiej z zawodu – mówi Elżbieta Wrona, szefowa Stowarzyszenia Pielęgniarek i Położnych Kontraktowych.

Spór jest też o to, czy zakaz pracy na kontraktach jest zgodny z konstytucją. Minister zdrowia Ewa Kopacz twierdzi, że nie. Powołuje się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2005 r., który zakwestionował całkowity zakaz wykonywania przez pielęgniarki pracy na podstawie umów cywilno-prawnych. Za wygraną nie daje jednak Dorota Gardias. – Nasz wniosek dotyczy tylko pracy w szpitalach – mówi. I zapowiada, że dziś przedstawi opinię znanego eksperta, że taki przepis można uchwalić.

Ustawa ważniejsza od sióstr

Dla pacjentów, szpitali i samorządów uchwalona ustawa o działalności leczniczej ma więcej konsekwencji. Główna zmiana dotyczy przekształceń szpitali w spółki. Zmiany nie będą przymusowe, jak wcześniej chciał rząd. Ale by ich uniknąć, samorządy będą musiały co rok spłacać ujemny wynik finansowy szpitali – a nie wszystkie na to stać. Jeśli ich nie spłacą, to w ciągu 12 miesięcy musi dojść do przekształcenia.

– Nowe przepisy stawiają nas pod ścianą – mówi Kazimierz Barczyk, przewodniczący sejmiku małopolskiego Gmin i Powiatów RP.

Rząd obiecuje, że nie zostawi samorządów samym sobie. Mogą liczyć na umorzenie zobowiązań wobec ZUS czy fiskusa i dodatkową pomoc z budżetu: 1,4 mld zł do końca 2013 r. – Do tego czasu nawet 40 proc. publicznych szpitali będzie działać w nowej formule – mówi Jakub Szulc, wiceminister zdrowia. Znikną samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej (SP ZOZ), pojawią się w ich miejsce spółki prawa handlowego.