Rząd jest zdeterminowany doprowadzić do błyskawicznego uchwalenia ustawy przewidującej zmniejszenie składki do OFE z 7,3 proc. do 2,3 proc. pensji. Wczoraj w Sejmie zaczęły się nad nią prace. PO dała jasny sygnał: na zasadnicze zmiany w rządowej propozycji nie ma szans. Składka zostanie zmniejszona i to już od maja. Premier wyliczył podczas sejmowej debaty, że każdy miesiąc opóźnienia to 2 mld zł. mniej w budżecie. – Szkoda każdego miesiąca – przekonywał Donald Tusk.

Mundurowe do zmiany

Zmiany mają zmniejszyć potrzeby pożyczkowe państwa o 195 mld zł do 2020. – To dwie trzecie rocznego budżetu – uzupełniał wyliczenia szefa rządu minister Michał Boni, który też pojawił się na sejmowej mównicy. Premier dodał, że system jest nie do utrzymania w obecnej formie – zakłada, że z tej samej składki sfinansujemy stare emerytury i odłożymy na nowe. A to oznacza, że ZUS zawsze będzie miał deficyt.

By uprzedzić zarzuty, że rząd idzie po linii najmniejszego oporu i tnie składki, zamiast wprowadzać reformy, zapowiedział, że w tej kadencji przygotuje zmiany w emeryturach mundurowych.

Opozycja grzmi

Koalicyjny PSL zapowiedział, że poprze plany rządu. Jednak opozycja jest w sprawie OFE mocno podzielona, choć wszystkie kluby krytykują rządowe plany. PJN frontalnie. Chce odrzucenia ustawy w pierwszym czytaniu i zapowiada jej zaskarżenie do Trybunału Konstytucyjnego, w razie gdyby weszła w życie.

PiS ma własny projekt zakładający możliwość wyboru przez ubezpieczonego, ile chce wpłacać do OFE. Mógłby gromadzić w funduszu od 2 do 7,3 proc. pensji. I co dwa lata zmieniać wysokość składki. Jeśli by się na to nie zdecydował – całość składki lądowałaby w ZUS. – Celem projektu rządowego nie jest zapewnienie Kowalskiemu bezpieczeństwa, tylko ratowanie budżetu. My dajemy Polakom prawo decydowania – uzasadniała projekt PiS posłanka Małgorzata Sadurska.

Ta propozycja nie ma jednak większych szans, bo koalicja zamierza ją odrzucić.

SLD zgłosi poprawki do projektu rządowego. Proponuje, by składka osób urodzonych po 1980 r. została zmniejszona do 5 proc. pensji, a nie od 2,3 do 3,5, jak chce rząd. Z kolei osoby urodzone w latach 1949 – 1968 mogłyby wybrać między ZUS a OFE. Lewica proponuje też zmianę ulgi na III filar. Miałaby być odliczana nie od dochodu, jak chce rząd, ale od podatku. Rocznie można by odliczyć 400 – 450 zł. Taką ulgę preferowałyby osoby, które płacą podatki według niższej stawki. Z poprawek lewicy szansę ma ulga, bo nie przyniesie znaczących kosztów dla budżetu. – Trzeba policzyć – mówi jeden polityków PO.