Szczególnie że liczba takich poszkodowanych jest pokaźna – dziś na jeden szpital przypada średnio ponad 100 pacjentów rocznie. Szpital Wojewódzki im. Jana Pawła II w Bełchatowie miał ich na przykład w zeszłym roku 150. Zwykle są to złamania, skręcenia stawów lub zranienia, a średni koszt interwencji wynosi 500 zł. Wychodzi więc 75 tys. zł, co dla liczących grosze placówek jest sporą kwotą.

Wzięły się więc one na sposób i egzekwują pieniądze, powołując się na przepisy ustawy o zakładach opieki zdrowotnej, zgodnie z którymi publiczny zakład może pobrać opłatę za leczenie niezależnie od uprawnień poszkodowanego do bezpłatnych świadczeń, jeśli ten znajdował się pod wpływem alkoholu, co było jedyną i bezpośrednią przyczyną uszkodzeń ciała. I nie pomagają tłumaczenia, że do zranienia doszło z przyczyn od pacjenta całkiem niezależnych, a pomoc należy się pacjentowi z tytułu ubezpieczenia. Np. Regionalny Szpital Specjalistyczny w Grudziądzu rok temu wystawił aż 100 rachunków pacjentom pod wpływem alkoholu.

Oczywiście ściąganie takich należności nie należy do łatwych i sprawy często mają swój finał w sądzie.