O ponad 20 proc. wzrosła liczba cudzoziemców spoza UE, którzy pracowali w Polsce na podstawie zezwolenia wydanego przez wojewodę. W 2010 roku było 37,1 tys. zezwoleń, a rok wcześniej 29,3 tys. Najliczniejszą grupę stanowili Ukraińcy, Chińczycy, Wietnamczycy, Hindusi i Nepalczycy zatrudnieni jako robotnicy i kadra zarządzająca.

Andrzej Korkus z East West Link, agencji zajmującej się zatrudnianiem cudzoziemców w Polsce, twierdzi, że rosnąca liczba zezwoleń to efekt tego, że pracodawcy poszukują atrakcyjnej alternatywy dla rodzimych pracowników, którzy wyjechali do pracy do innego państwa UE.

– Obcokrajowcy ci nie tylko wypełniają lukę powstałą w wyniku odpływu kadry, ale również dzięki wysokiej wydajności i motywacji podnoszą konkurencyjność polskich firm – mówi Andrzej Korkus.

Zdaniem prof. Antoniego Rajkiewicza z Instytutu Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego zainteresowanie pracownikami m.in. zza wschodniej granicy będzie rosło. Wymusi to pełne otwarcie dla polskich pracowników rynku niemieckiego.

– Już dziś często firmy mają kłopot ze znalezieniem specjalistów i wykwalifikowanych robotników. Rywalizacja zaostrzy się za półtora miesiąca – mówi.

Zezwolenie na pracę dla cudzoziemca wydaje wojewoda maksymalnie na trzy lata. Przedsiębiorca musi złożyć do urzędu wojewódzkiego odpowiedni wniosek. Wojewoda wyda zezwolenie, jeśli ten wniosek jest kompletny, a cudzoziemiec będzie zarabiał tyle samo co Polak.

Firmy i osoby fizyczne mogą zatrudniać Ukraińców, Rosjan, Białorusinów, Mołdawian i Gruzinów według uproszczonej procedury, czyli bez zezwolenia od wojewody, a jedynie na podstawie oświadczenia.