30 tys. tegorocznych absolwentów gimnazjum będzie mieć po zakończeniu roku szkolnego kłopoty ze znalezieniem mistrzów, pod okiem których nauczy się zawodu: fryzjera, stolarza, mechanika czy cukiernika.

Rzemieślnicy nie przyjmą ich na praktykę, bo rząd obciął dotację, którą Fundusz Pracy ma w tym roku przeznaczyć na ten cel. W ubiegłym roku wydał na to 257 mln zł. W tym roku kwota ta zmaleje do 170 mln zł.

Związek Rzemiosła Polskiego (ZRP) ostrzega: ze wszystkich województw napływają niepokojące informacje o tym, że przedsiębiorcy, którzy do tej pory przyjmowali do siebie uczniów na naukę zawodu, nie są tym zainteresowani.

Okazało się bowiem, że pieniędzy wystarczy tylko dla uczniów przyjętych w poprzednich latach. – Na nowe umowy pieniędzy nie ma – mówi Jolanta Kossakowska ze ZRP. W jej ocenie liczba firm szkolących młodzież może spaść w tym roku o połowę – z 28 tys. do 14 tys.

Wśród nich jest warsztat samochodowy Zbigniewa Borkowskiego z Augustowa.

Do tej pory przyjmował co roku dwóch – trzech uczniów. – Ich nauka jest kosztowna. Bez dofinansowania nie przyjmę nikogo – tłumaczy Zbigniew Borkowski.

Wylicza, że szkolenie pracownika oznacza wydatki na ubrania, pranie odzieży, stworzenie warunków socjalnych, w sumie około 450 zł miesięcznie. Gdyby jeszcze miał płacić uczniom pensje i opłacać ubezpieczenie – nie da rady.

Związek Rzemiosła Polskiego apeluje do Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, aby zmieniło plan finansowy Funduszu Pracy. Jolanta Kossakowska przekonuje, że to się wszystkim opłaci. Bo jeśli rząd nie dołoży pieniędzy do szkolenia absolwentów gimnazjów, młodzież zasili szeregi bezrobotnych, więc i tak trafi na garnuszek Funduszu Pracy i budżetu. To one płacą za aktywizowanie bezrobotnych a także za ich składki do NFZ.

Skutki zaniechania szkoleń odczują zresztą wszyscy: konsumenci, gospodarka, a także pracodawcy, którym trudniej będzie znaleźć wykwalifikowanych pracowników. Pogorszy się też jakość usług, bo do pracy trafi młodzież niewyszkolona, a usługi działających już fachowców staną się droższe.

Resort pracy na razie pozostaje głuchy na te argumenty. – Nie mogę zapewnić, że będzie możliwość zwiększenia w planie finansowym Funduszu Pracy kwot na refundację wynagrodzeń i składek młodocianych pracowników – mówi Czesława Ostrowska, podsekretarz stanu w resorcie pracy.

Nie podoba się to nie tylko organizacjom pracodawców, ale także związkom zawodowym. – Dotacje są konieczne, bo dla wielu młodych to jedyna droga na szybkie zdobycie pracy – argumentuje Wiesława Taranowska, wiceszefowa OPZZ.

Trudności ze znalezieniem wykwalifikowanych fachowców mogą być w przyszłości tym większe, że od września gimnazjaliści mogą uczyć się zawodu za naszą zachodnią granicą. Niemcy oferują młodym szkolenia zawodowe u siebie, a dodatkowo płacą za nie od 300 do 700 euro stypendium miesięcznie. – Jeśli ministerstwo nic nie zrobi, młodzież wyjedzie i będzie pracowała na rozwój innego państwa – zauważa Taranowska.

Taka polityka jest też niezgodna z zaleceniami ekonomistów zajmujących się rynkiem pracy. Prof. Mieczysław Kabaj uważa, że państwo powinno wspierać tzw. kształcenie dualne. Czyli takie, gdzie uczniowie uczą się nie tylko teorii, ale i praktyki.