Tysiące szkół nie jest gotowych na przyjęcie najmłodszych uczniów. W niektórych placówkach nie ma nawet ciepłej wody. Na ich przebudowę brakuje czasu i pieniędzy. Ale obowiązkowy nabór sześciolatków i tak wystartuje za rok.
Publikacja: 15 marca 2011, 03:00
Rodzice sześciolatków ścigają się z czasem. Jak wynika z danych „DGP”, aż 40 proc. z nich pośle swoje dzieci do szkół już 1 września. Teoretycznie nie muszą tego robić, gdyż obowiązkowy nabór najmłodszych dzieci do podstawówek zostanie wprowadzony w przyszłym roku. Ale chcą uniknąć przynajmniej jednego: przepełnionych klas, w których uczą się zarówno sześcio- jak i siedmiolatki.
Nie unikną jednak czegoś innego: bardzo słabego przygotowania szkół do naboru najmłodszych dzieci. Z raportu Głównego Inspektoratu Sanitarnego, do którego dotarł „DGP”, wynika, że z 14 tysięcy skontrolowanych podstawówek (na 21 tysięcy działających w Polsce) 6 tysięcy nie jest gotowe na przyjęcie sześciolatków. Niektóre z nich nie mają nawet ciepłej wody. Brakuje stołówek. Meble i łazienki nie są dostosowane do wzrostu sześciolatków. Nie ma też zalecanych przez MEN pomieszczeń lub kącików na zabawę i odpoczynek dla maluchów.
Opóźnienia w przygotowaniu szkół do przyjęcia sześciolatków są tak duże, że gminy nie zdążą ich nadrobić do 1 września 2012 r.
– Rząd daje część pieniędzy na wyposażenie, ale nie otrzymujemy ich na poważne inwestycje, takie jak przebudowa lub adaptacja budynków – mówi Marek Olszewski, wójt gminy Lubicz, wiceprzewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP.
Ministerstwo Edukacji w oświadczeniu przesłanym do naszej redakcji stwierdziło, że pieniędzy więcej nie będzie, kontrola warunków w szkołach to domena GIS, zaś MEN pilnuje przede wszystkim wdrażania w szkołach nowej podstawy programowej.
Wygląda na to, że za źle przygotowane szkoły nikt nie odpowiada. – Rozumiemy trudną sytuację gmin i dlatego nasze kontrole ograniczają się do zaleceń i próśb kierowanych do dyrektorów szkół – przyznaje Wisława Ostręga, główny specjalista z GIS.
Problem w tym, że nawet te zupełnie nieprzygotowane szkoły i tak będą musiały przeprowadzić nabór sześciolatków. Na nic protesty rodziców i nauczycieli. – Wciąż zgłaszają się do nas z prośbą o interwencje w sprawie nieprzygotowanych szkół – potwierdza Ryszard Proksa, przewodniczący Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”. Tylko że nikt nie jest w stanie już nic zdziałać. Reforma systemu oświaty jest przesądzona.
Od marca trwają zapisy dzieci do szkół. To ostatni rok, w którym rodzice sześciolatków mogą jeszcze wybrać – czy posłać je tam, czy też pozostawić w przedszkolu. Obecnie tylko 12 proc. uczy się w szkołach. Ten rok będzie jednak inny – coraz więcej rodziców deklaruje, że ich dzieci będą się uczyć, ale już nie w przedszkolach. Z informacji uzyskanych w gminach wynika, że w tym roku nawet 40 proc. sześciolatków trafi do szkół.
Rodzice decydują się na posyłanie ich do podstawówek już teraz, aby nie rozpoczynały nauki w przyszłym roku, kiedy do szkół pójdą obowiązkowo wszystkie sześcio- i siedmiolatki. Wtedy bowiem do pierwszych klas pójdzie 738 tys. uczniów, zamiast 350 tys. jak obecnie.
Samorządy wskazują, że rodzice są tak zdeterminowani, że nie przeszkadza im to, że szkoły wciąż są nieprzystosowane do potrzeb sześciolatków. Nieprzygotowanie szkół potwierdza raport Głównego Inspektoratu Sanitarnego (GIS).
Samorządy nie przystosowują szkół do potrzeb sześciolatków, nawet jeśli kontrole narzucają na nie taki obowiązek. Przyczyny są co najmniej dwie: brak pieniędzy i odpowiednich przepisów.
– Trudno jest wymuszać na szkołach polepszenie warunków, gdy przepisy nie określą części standardów, jakie powinny spełniać szkoły przyjmujące sześciolatków – mówi Wisława Ostręga, główny specjalista z Głównego Inspektoratu Sanitarnego.
Tak jest np. przy ustalaniu powierzchni przypadającej na jednego ucznia. Inspektorzy sami przyjęli, że musi to być 2,5 mkw.
Szkoły często są zbyt małe i trudno jest im spełnić określone warunki i np. wydzielić pomieszczenia czy korytarze dla sześciolatków.
Nieprecyzyjne przepisy pozwalają szkołom na bardzo dużą dowolność w ich interpretowaniu. Co więcej rodzice też nie mają wpływu na zmianę panujących tam warunków.
Gdy rodzice stwierdzą, że szkoła jest nieprzygotowana mogą interweniować u wójta lub rady gminy.
– Trudno jednak będzie wyegzekwować np. zmianę budżetu i przeprowadzenie remontu w szkole – mówi Monika Rubaj-Królikowska, radca prawny w gminie Ustka.
Dodaje, że rodzice mogą zdecydować się na umieszczenie dziecka w innej szkole. Ta jednak może być znacznie oddalona od miejsca zamieszkania lub pracy. Poza tym jej dyrektor nie ma obowiązku przyjęcia dziecka z innego rejonu.
źródło:
Dziennik Gazeta Prawna
1: JK z IP: 83.8.55.* (2011-03-15 07:41)
No i stało się ! Gazeta Prawna piórem swojego wiodącego fachowca od oswiaty " odkryła Amerykę " i stwierdziła, ze szkoły i ich organy prowadzące nie są przyjete na przyjecie sześciolatków. Ministerstwo jak zwykle umyło ręce i z tym kukułczym jajem zostawiło samorządy. Zaiste pani minister Hal to wybitny specjalista od robienia zamieszania i spychania odpowiedzialności na innych. A wracając do artykułu red. Radwana - przecież niedawno było jeszcze tak fajnie (!!!) - zapaści oświaty winne były związki zawodowe i leniwi nauczyciele pracujący po 18 godzin w tygodni, a nie błędy systemowe rządu i parlamentu, brak pieniędzy i nieprzygotowanie samorządów do wyręczania państwa w tworzeniu i prowadzeniu polityki edukacyjnej. Panie redaktorze Radwan niech pan już nie pisze artykułów na zamówienie MEN i samorządów, ale o PRAWDZIWYCH PROBLEMACH OŚWIATY.
2: wiktor z IP: 83.10.84.* (2011-03-15 08:50)
Tusk rzuca hasło, za chwilę jest uchwała w sejmie, oczywiście wszystkie koszty zwalane na gminy i powiaty. Efekt jak zwykle taki sam. Ty nieudaczniku, kiedy wreście znikniesz z naszej rzeczywistości, odejdź w niebyt i zniknij z mojego życia rudzielcu.
3: dziad RP z IP: 78.8.2.* (2011-03-15 09:31)
Jak zwykle idioci chcieli zaistnieć i wymyślili coś na miarę swojego mózgu. Ta władza nic nie potrafi przygotować logicznie i zrobić, może poza nabijaniem prywatnej kasy oraz szybkim wyniszczaniem Polaków
4: Anastazja z IP: 217.97.177.* (2011-03-15 09:33)
Brać przykład z Japończyków i nie narzekać , że sedesiki dla dzieci nie obniżone.
Niedobrze się robi. W domu siadają na normalnych a w szkole muszą być nienormalne. Wychowaliśmy się bez ciepłej wody w szkole i jakoś żyjemy. Często w domu nie ma na bieżąco ciepłej, bo się oszczędza, a im większa bida z nędzą tym większe wymagania. Prawie cały świat posyła dzieci od 6 lat a u nas histeria. Odnoszę wrażenie, że to mamy boją się obowiązku szkolnego bardziej niż dzieci.
5: Rudzielec z IP: 217.97.177.* (2011-03-15 09:34)
Wiktor jesteś wielkim chamem.
6: statystyczny z IP: 83.27.8.* (2011-03-15 10:31)
A TY ANASTAZJA jesteś mamą??? bo zdaje się że nie...
7: olek z IP: 109.107.8.* (2011-03-15 10:32)
Podoba mi się prawdziwa szkoła przeżycia bez ciepłej wody.Szkoła powinna uczyć jak wychodzić z biedy a nie jak żyć w dobrobycie.
8: matka pięciolatka z IP: 83.17.34.* (2011-03-15 11:12)
Nie boję się posłać mojego dziecka do szkoły, chociaż nie dano mi wyboru (rocznik 2006). Boję się natomiast podstawy programowej, gdzie dzieci w pierwszej klasie wypełniają książeczki, które kupuję mojemu dziecku od dawna. Dzieci nie uczą się literek ani cyferek nawet w formie zabawy. Pięciolatek jest w stanie je przyswoić. Wiem co piszę. Moje starsze dziecko w zerówce potrafiło czytać. Umiejetność tę wyniosło z przedszkola, gdzie panie w sposób przyjazny dziecku, nie narzucając mu niczego potrafiły zachęcić do nauki juz czterolatka. A teraz podstawa programowa nie przewiduje nauki. Wystarczyło poczytać komentarze mam, których dzieci jako pierwszy rocznik poszły do szkoły po zmianie podstawy. Zresztą panie przedszkolanki potwierdzają, że czeka nas wtórny analfabetyzm. Może więc nie rozpaczajmy nad koniecznością posłania dziecka do szkoły ponieważ nie mamy już na to wpływu i niestety nigdy nie mieliśmy, ale żądajmy, aby dzieci jeżeli już będą w szkole to żeby coś z niej wyniosły.
9: po prostu polak z IP: 83.27.8.* (2011-03-15 11:20)
Obserwuję ostatnio to co dzieje się w szkołach. I moje dochodzę do wniosku, że ostatnio przeprowadzane reformy w oświacie doprowadzają stopniowo do upadku edukacji, kreując społeczeństwo odtwórcze, zaprogramowane do myślenia w sposób w jaki inni każą im myśleć. Np. system w którym wielu z nas odbyło swoją edukację (podstawówka 8 lat-liceum/technikum/zawodówka-studia) nie był taki zły. Stworzenie gimnazjów spowodowało rozstrój nerwowy w umysłach naszych nastolatków - jakże wrażliwy to moment! Często szkoły podstawowe funkcjonują razem z gimnazjami. Efekt jest taki, iż ta dorastająca młodzież w trudnym wieku, jeszcze starsza niż poprzedni ośmioklasiści, znalazła się w jednych murach z pierwszoklasistami teraz jeszcze młodszymi niż poprzednio. rozstrzał wieku jest wg. mnie za duży!!! Za moich czasów pierwszoklasista miał swojego "opiekuna" ucznia klasy ósmej. Starsi uczuli się obowiązku, troski o małego podopiecznego. Dziś rodzice tych maluchów trzęsą się czy dziecko idąc do szkoły nie stanie się ofiara jakiegoś terroru ze strony starszych dzieci. Nie podoba mi się tez system w którym, ocenia się dzieci (klasy i-III) oceną opisową i łączy się przedmioty. To totalna bzdura. Nic z tego nie wynika. Dziecko nie uczy się systematyzowania wiedzy. A to, że wiedza jest podzielona na dziedziny - to chyba naturalne. Ze swojej wieloetapowej i długiej edukacji, wiem że systematyka wiedzy to najlepsze co mogłoby się mi przytrafić. To ułatwiło mi życie na studiach. Rodzice dostają na koniec cenzurkę i nie wiedzą na jakim poziomie z jakiego przedmiotu dziecko stoi w skali.
Proszę Państwa szkoły zawodowe zeszły na drugi plan, brakuje pracowników wykwalifikowanych w zawodach takich jak, np. piekarz.
A teraz wspomnę o reformie Pani Minister Hall, KLAPA, KLAPA i jeszcze raz KLAPA - Pani Minister pobiła wszystkich poprzedników - nie wiem czy miała jakis odgórny nakaz, czy to ambicja zapisania się w dziejach polskiej edukacji pchnęła ją do tak nieprzemyślanych kroków?
Za rok trafi do szkół 2 razy więcej dzieci - a zaplecza lokalowego brak. W tym roku rodzice mają jeszcze prawo wyboru czy dzieci - sześciolatki pójdą do szkoły czy do przedszkola. Przy czym przedszkola mają obowiązek przyjąć wszystkie dzieci do tzw. zerówki. Ww Wrocławiu dzieci w wieku przedszkolnym 3-6 lat jest ok. 23 tys. a miejsc w przedszkolach 2 790 (za Gazeta Wrocławską). W efekcie sa plany by zmniejszać liczebność grup dzieci młodszych w przedszkolach. Tego chyba nie trzeba już opasać komentarzem. inteligent dojdzie sam do wniosków.
A nasza Pani Minister już obwieściła, że chciałaby objąć obowiązkiem przedszkolnym dzieci już w wieku 4 lat. Koń by się uśmiał!!! A powiedzcie co z rodzicami z nieco mniej zasobnym portfelem??? Niektóre dzieci nie uczęszczają z tego powodu do przedszkola. Kto im da na to przedszkole???
A to nie koniec bo obecne zamieszanie będzie się powtarzać z regularnością. W momencie kiedy nasz "przymusowy wyż" pójdzie do gimnazjum, liceum/technikum, na studia, a potem będzie wielkie bezrobocie...
Pani Hall czy dla Pani ważne jak się o Pani mówi, byle się mówiło?
Czy nie lepiej zaoferować dzieciom poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji i darować ten stres rodzicom? Zająć się poziomem edukacji niż chaotycznymi reformami? Poprawić technikę przyswajania wiedzy w szkołach? Nauczyć dzieci jak radzić sobie ze stresem? Uczyć odpowiedzialności i dać dobry przykład???
Pewnie i tak moderator tego nie zechce przepuścić - a jeśli tak to zastanówcie się??
Niech dobro dzieci będzie ponad plany polityczne. Niech ta szkoła wychowuje i da przykład, niech zajmie się edukacją naszych dzieci. Niech te dzieci będą mądre a nie powtarzają tępo mantrę.
Pozdrawiam
10: zgadzam się z 8: matka pięciolatka z IP: 83.238.174.* (2011-03-15 13:20)
"czeka nas wtórny analfabetyzm"
potwierdzam
syn nauczył się przedszkolu czytać i pisać
poszedł do pierwszej klasy, drugiej (rocznik 02) i cały czas NUDZI SIĘ !!! Programowo powtarzają to co miał w "0".
program cofnięto umysłowo by umożliwić naukę 6 latkom, których do dzisiaj w szkole nie widać !!! ale już dwa lata dzieci się uwstecznia !!! zamiast ułamków i działań na nich uczą się liczyć do 20-30 i dukają czytanki ...
TO JEST DRAMAT I ZAPAŚĆ !!!
chyba chodzi o hodowanie potencjalnych wyborców ... jedynie słusznej linii programowej ...
Czy pracodawca musi osobiście dostarczyć do ZUS zaświadczenie o przychodzie

Zakład Ubezpieczeń Społecznych daruje właścicielom firm niektóre zaległości. Wnioski o umorzenie powinni móc składać także wspólnicy spółki.