Rząd zajmie się tym najszybciej w 2012 r., gdy ureguluje sprawę składki, efektywności i inwestycji OFE. Tymczasem wypłaty muszą ruszyć od 1 stycznia 2014 r. Znów grozi nam prowizorka, bo na same przygotowania do wypłat trzeba około roku.

Rządowe zaniedbania

Przy pracach nad ustawą emerytalną z 1997 r. kwestię wypłat całkiem pominięto.

– Twórcy reformy zadbali, byśmy płacili składki do OFE, ale nie zajęli się w ogóle kwestią tego, na jakich warunkach mamy potem te pieniądze dostać – mówi Jolanta Fedak, minister pracy. Podobnego zdania jest Aleksandra Wiktorow, była szefowa ZUS, a obecnie ekspert Rady Gospodarczej przy premierze. – Zasady wypłat powinny być znane w 1998 r., żebym decydując, czy iść do OFE, czy pozostać tylko w ZUS, wybierała świadomie – mówi.

Gdy zbliżał się czas wypłat świadczeń dla pierwszych kobiet, sprawą zajął się rząd PiS – LPR – Samoobrona. Skończyło się na wielkiej awanturze, gdy ówczesna minister Anna Kalata (Samoobrona) zaproponowała utworzenie do wypłat funduszu ZUS bis.

Tydzień temu podobny pomysł zgłosił minister finansów Jacek Rostowski: 15 lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego przez klientów ich pieniądze stopniowo przelewane miałyby być z OFE do ZUS, tak że kobiety w wieku 55 lat, a mężczyźni w wieku 60 lat mieliby już tylko konto w ZUS. Ale ta propozycja nie miała szans, została zresztą zgłoszona tylko po to, aby storpedować starania ministra Boniego o zwiększenie docelowych składek na OFE – mają one wynieść od 2017 r. 3,5 proc., Boni chciał 5 proc. W końcu Boni nie postawił na swoim, a Rostowski się wycofał. Sprawa pozostaje więc znów otwarta.

Obecna ekipa w resorcie pracy podjęła kwestię wypłat. Po długich dysputach rząd i Sejm przyjęły w 2008 r. projekty ustaw regulujących wypłaty, ale kluczową, o funduszach dożywotnich emerytur kapitałowych, zawetował prezydent Kaczyński. – Niesłusznie. Sprawa byłaby już dawno załatwiona – mówi nam prof. Marek Góra, współautor reformy z 1997 r. oraz projektu dotyczącego wypłat. Przyjęto za to tę o wypłacie emerytur kapitałowych, umożliwiającą wypłatę emerytur okresowych kobietom między 60. a 65. rokiem życia. Dzięki temu rok 2009 nie zaczął się blamażem.

Potem wybuchła kwestia opłat OFE, a ostatecznie kwestie emerytalnych ustaw związanych z OFE przejął zespół Michała Boniego. Ale wypłatami się nie zajął. Po kwestii wysokości składek chce zająć się efektywnością.

Potrzebne nowe pomysły

– Tu nie ma o czym dyskutować. Przez ostatnie lata mieliśmy szereg projektów – od przekazania pieniędzy do ZUS po powierzenie zarządzania wypłatami prywatnym zakładom emerytalnym lub innym instytucjom finansowym – mówi Wiktorow. Jej zdaniem trzeba zrezygnować z odgrzewania starych pomysłów i opracować nowe, ucząc się na błędach. – Wiadomo, że świadczenia muszą być dożywotnie i nie powinno być mowy o emeryturach małżeńskich, bo wtedy wypłaty będą dużo niższe – uważa Wiktorow.

Kilka lat temu rozważano, że kapitały małżonków można by sumować i wypłacać obojgu średnią. Ale nie wszyscy są w tym samym wieku, trzeba by tworzyć rezerwy, to podwyższa koszty, a system musi być przede wszystkim tani, bo emerytury i tak będą bardzo niskie – w granicach 30 proc. zarobków. Trudną kwestią będzie też sprawa gwarancji, aby świadczenia z II filaru rosły – w ZUS mamy gwarancję waloryzacji. Jak zauważa Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekspert PKPP „Lewiatan”, jeśli natychmiast nie podejmiemy dyskusji na te tematy, rozsądnych ustaw nie zdążymy przygotować.

I skończy się, jak chciał Rostowski – na ZUS-ie.