Nie sposób dokładnie policzyć strat z tytułu cyberslackingu, jak fachowo nazywane jest wykorzystywanie internetu w prywatnych celach podczas pracy. Jednak biorąc pod uwagę liczbę osób zatrudnionych, średnie wynagrodzenie, a także deklarowany czas buszowania po wirtualnej przestrzeni (ok. 7 – 10 proc.), można oszacować, że tylko z tego tytułu gospodarka traci co roku około 54 mld zł, czyli 4,5 mld zł miesięcznie. To dwa razy tyle, ile wynosi tegoroczny budżet Ministerstwa Obrony Narodowej.

Bicz na biuralistów

Do cyberslackingu przyznaje się aż 93 proc. pracowników. Blisko dwie trzecie (74 proc.) nie uważa, by było to naganne. Dla 57 proc. sieć stanowi przerwę w wykonywaniu obowiązków zawodowych, a jedynie 20 proc. jest zdania, że tego typu zajęcie może mieć wpływ na jakość wykonywanej pracy. To wnioski z raportu zajmującej się badaniem internetu firmy doradczej Gemius.

Jeśli pracodawca chce walczyć z tym zjawiskiem, może znaleźć techniczne wsparcie. Na rynku jest coraz więcej programów komputerowych pomagających w nadzorowaniu działań personelu. – Nie przydadzą się do kontrolowania pracy sprzątaczki czy szlifierza, ale wszędzie tam, gdzie podstawowym narzędziem jest komputer, są bardzo pomocne – mówi Roman Zinczyn, właściciel Dyzmond Software.

Jak twierdzą specjaliści, tego typu aplikacje najlepiej sprawdzają się w biurach i różnego rodzaju call center. – Bardzo często wykorzystywane są przez przedsiębiorstwa mające w kadrach telemarketerów, czyli branży telekomunikacyjnej, nieruchomości oraz ubezpieczeniowej – mówi Wojciech Sroka z firmy Get In Web. – Rzadko jednak zdarza się, by wszystkie stanowiska w firmie były nadzorowane. Najczęściej kontrola dotyczy pracowników szeregowych, najniższego szczebla.

Gdzie znika czas

Do przeglądania podczas pracy stron internetowych przyznało się 73 proc. badanych. Zdaniem specjalistów najczęściej odwiedzane są standardowe serwisy informacyjne typu Onet, Wirtualna Polska, Interia. Dużą popularnością cieszą się także portale aukcyjne, sklepy internetowe, YouTube. Ale jak podkreśla Piotr Kubiak, zdarza się nawet, że pracownicy odwiedzają strony z twardą pornografią, do czego nie przyznają się nawet w anonimowych ankietach.

Wielu wykorzystuje także komputer firmowy do szukania nowego zajęcia. – Czasem pracownik wykonuje dodatkową pracę, jak wprowadzanie czy moderacja danych poprzez panel administracyjny udostępniany przez innego pracodawcę – zauważa Sroka. – Przez długi czas, gdy tylko firmy mogły sobie pozwolić na instalowanie szybkiego łącza, popularne było wyszukiwanie i pobieranie z internetu filmów czy muzyki. Teraz rzadziej wykorzystywany jest do tego komputer firmowy, bo szybkie łącze stało się powszechnie dostępne.