statystyki

Rząd uważa, że jest potrzebny Państwowy Egzamin Nauczycielski

09.03.2011, 16:24; Aktualizacja: 09.03.2011, 16:42

Wybór specjalizacji nauczycielskiej dopiero po licencjacie i obowiązkowy roczny staż w szkole zakończony Państwowym Egzaminem Nauczycielskim - tak m.in. wyglądałby nowy model kształcenia nauczycieli - według analityków z kancelarii premiera.

Reklama


Reklama


W środę na posiedzeniu zespołu opiniodawczo-doradczy do spraw statusu zawodowego nauczycieli przy minister edukacji nowy model przedstawił Michał Miąskiewicz z Departamentu Analiz Strategicznych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Swoją prezentację rozpoczął od diagnozy stanu obecnego. Według niej, wybór nauczycielskiej ścieżki kształcenia w systemie szkolnictwa wyższego ma często charakter selekcji negatywnej - wymagania rekrutacyjne na kierunku pedagogika są niskie, a studia uważane są za łatwe, przyciągają absolwentów szkół ponadgimnazjalnych o relatywnie niższych wynikach lub są kierunkiem "rezerwowym" dla absolwentów, którzy nie dostali się na bardziej oblegane kierunki studiów.

Jak mówił Miąskiewicz, także wybór specjalności nauczycielskiej na studiach kierunkowych jest często dokonywany przypadkowo lub "na zapas", nie motywując do uczenia w szkole. Niska zaś motywacja studentów z góry ogranicza możliwość kształcenia wysokiej jakości na studiach nauczycielskich, zwłaszcza, że zajęcia nauczycielskie traktowane są jako zło konieczne.

Opisując stan obecny kształcenia na studiach nauczycielskich Miąskiewicz zwrócił uwagę na to, że uczelnie niejednokrotnie w sposób przypadkowy organizują kształcenie praktyczne. Mówił także, że choć perspektywy zawodowe absolwentów studiów nauczycielskich da się przewidzieć biorąc pod uwagę demografię oraz prawo oświatowe, to liczba miejsc na studiach nauczycielskich nie jest w Polsce w żaden sposób limitowana. Jednocześnie kształcenie w zawodzie nauczycielskim jest dla uczelni relatywnie tanie, stąd powszechność tego kierunku.

Powołując się na międzynarodowe badania porównawcze podkreślił, że systemy oświaty, które postawiły na selektywne programy kształcenia nauczycieli przyciągające najlepszych studentów i absolwentów oraz zapewnią wysoką atrakcyjność, również finansową, zawodu nauczyciela, osiągają najlepsze wyniki.

Dlatego - jak mówił analityk - pomysł ograniczenia selekcji negatywnej. Służyć ma temu wprowadzenie specjalizacji nauczycielskiej i kształcenie w zakresie dydaktyki oraz umiejętności pedagogicznych dopiero na studiach drugiego stopnia. "Wtedy studenci dojrzalej dokonują wyborów" - ocenił. Za kształcenie umiejętności nauczycielskich odpowiadałyby nowe struktury - uczelniane lub międzyuczelniane wyspecjalizowane "centra doskonałości".

Według tego pomysłu każdy kandydat do zawodu nauczycielskiego musiałby także przejść roczny staż koniecznie uzupełniony kształceniem teoretycznym, pod czujnym okiem mentora - doświadczonego nauczyciela. Kończyłby się on Państwowym Egzaminem Nauczycielskim, w którym jako część praktyczna zaliczony byłby właśnie staż.

Odnosząc się do tego modelu część uczestników zespołu zauważyła, że choć jest on ciekawy to trudno będzie go wprowadzić w życie. Zwracali uwagę m.in. na autonomię uczelni wyższych. "Wszystko to pięknie, ale doskonale wiemy, że w sytuacji niżu demograficznego w szkołach nauczyciele to grupa zawodowa prawie zamknięta, choć kształcenie nowych nauczycieli jest niezbędne. Dziesiątki lat potrwa zanim nastąpi wymiana kadry nauczycielskiej, a wyniki takiego nowego systemu kształcenia da się ocenić dopiero po frustrująco dalekim czasie (...) Stąd najważniejszą obecnie potrzebą w kształceniu nauczycieli jest dokształcanie tych, którzy już uczą w szkołach" - zauważył Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

Z raportu Ośrodka Rozwoju Edukacji przedstawiającego stan kadry nauczycielskiej wynika, że najliczniejszą grupę - ponad 40 proc. - jeśli chodzi o stopień awansu zawodowego, stanowią nauczyciele dyplomowani, czyli ci, którzy osiągnęli stopień najwyższy. Trochę mniejszą grupę - około 30 proc. - stanowią nauczyciele mianowani. Nauczyciele kontraktowi to blisko 20 proc. ogółu uczących, a nauczyciele stażyści, czyli rozpoczynający pracę w zawodzie, to tylko około 5 proc.

Z kolei wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Zbigniew Marciniak poinformował, że obecnie trwają prace nad projektem nowego rozporządzenia dotyczącego standardów kształcenia na uczelniach, w tym na kierunkach nauczycielskich, które jest pisane językiem wymagań. Oznacza to, że zapisane w nim będzie wszystko to, co absolwent kończąc dany kierunek studiów musi umieć, a nie to, co powinien.

Zespół opiniodawczo-doradczy do spraw statusu zawodowego nauczycieli powołanym został w marcu ub.r. przez minister edukacji Katarzynę Hall. W jego skład obok przedstawicieli samorządów i związków zawodowych wchodzą także przedstawiciele pracowników i dyrektorów szkół, placówek niepublicznych, resortów, byli ministrowie edukacji oraz reprezentanci Instytutu Badań Edukacyjnych, Centralnego Instytutu Ochrony Pracy, Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji i Zespołu Doradców Strategicznych Prezesa Rady Ministrów.

Zdaniem zespołu (określonym w zarządzeniu MEN) jest przygotowanie propozycji założeń dokumentu dotyczącego statusu zawodowego nauczycieli. Ma on czas na to do końca czerwca 2011 r.

Reklama


Źródło:PAP

Polecane

  • Willy(2011-03-10 12:47) Odpowiedz 00

    Nauczyciel 26 lat stażu, mianowany- na rękę 2,350.Warszawa.

  • Willy(2011-03-12 15:23) Odpowiedz 00

    Gdzie te staże mają mieć?Przecież nauczyciele pracujący są tacy kiepscy!!!Podobno. To może i dzieci selekcjonujmy. Nie każdy nadaje się do nauli,a inni często nie mają na to ochoty i nauczyiel "gwałt im zadaje."Jeśli w Warszawie wyciągam taką kasę, to myślicie że młodzi też zacisną pasa jak my za młodu i poczekają na mieszkania,ubrania,wyjazdy,samochody?że przyjdą za półdarmo?
    To może niech nabór do zawodu będzie w kategorii licytacji,kto najmniej weźmie.Przecież rządów i partii tak właściwie to wogóle nie interesuje.

  • Obywatel(2011-03-10 08:37) Odpowiedz 00

    Państwo profesorstwo i politycy są tak oderwani i nie znają a raczej nie chcą znać realiów szkolnictwa, że jest to już żenujące i wręcz prowokuje pytania o stan umysłowy włodarzy oświatowych. Średnio zdolny przedszkolak wie, że za 1200zł nigdy nie przyjdą do pracy w oświacie najlepiej wykształceni. Brak stabilizacji zawodowej, ciągłe zmiany ( dokładanie obowiązków bez wynagrodzenia) oraz traktowanie nauczycieli przez samorządowców przyciągną do zawodu jedynie desperatów, którzy nie znaleźli pracy w swojej okolicy a żyć trzeba. Powodzenia!

  • q-ku(2011-03-10 09:36) Odpowiedz 00

    drogi "Obywatelu", nie kłam
    nauczyciele nie zarabiają 1200 PLN zapewniam, lecz co najmniej dwa razy tyle i to na rękę

  • Obywatel(2011-03-10 10:15) Odpowiedz 00

    Szanowny "q-ku", zatrudnij się w szkole po studiach magisterskich i sam się przekonasz. Wtedy się okaże, kto kłamie?

  • Franek(2011-03-10 11:14) Odpowiedz 00

    Pensja stażysty to około 2000 brutto - ile zostanie po odciągnieciu podatków i ZUsu?

  • asdfhjasdfhakjhdfak(2011-03-13 21:59) Odpowiedz 00

    w dobie wysokiego bezrobocia chętni zawsze się znajdą, nie ważne jak niskie pensje im zaproponujemy, mozna najwyżej zrezygnować z wymagań typu posiadanie wyższego wykształcenia, kiedyś do wykonywania zawodu nauczyciela wystarczyła maturą, a ta ma prawie każdy więc i chętni do pracy będa, w czym problem?

  • kola(2011-04-19 00:05) Odpowiedz 00

    obecny maturzysta ledwo co opanował czynną znajomość języka polskiego, lub ma śmieszne braki z wiedzy ogólnej, jak ma więc uczyć i czego?

  • danio(2012-07-02 22:04) Odpowiedz 00

    Typowe fantasmagorie urzędników rządzących oświatą, chcących się wykazać mądrością zza biurek, ale o praktyce szkolnej nie mających pojęcia. Jedynym sposobem na poprawę jakości szkolnictwa jest wzrost pensji nauczycieli + mądre i wieloaspektowe określenie wymagań kształcenia oraz ich kontrola na poziomie dyrektora szkoły. Jak już to zostanie zrobione, to trzeba będzie niestety poczekać jeszcze parę lat na efekty tego systemu, czyli: 1) przyjmowanie i pozostawianie w szkołach najlepszych młodych nauczycieli, chcących pracować dobrze za dobrą pensję, 2) stopniowe zwalnianie nauczycieli z długim stażem, ale ewidentnie nieudolnych lub leniwych, przez dyrektorów, którzy beda mieli do wyboru: możliwie dobra jakość szkoły albo własny stołek. Poza tym można wprowadzić autentyczną kontrolę jakości przedmiotów nauczycielskich na studiach wyższych - bo to często rzeczywiście ściema.
    Innej drogi do poprawy jakości kształcenia nie ma. A te wszystkie dyplomowania, bajania o misji zawodu, narzekania na rzekome przywileje Karty Nauczyciela, bzdurne pomysły o egzaminach państwowych po roku pracy (niby z czego miałyby być one zdawane - z teorii; a egzamin podsumowujący praktykę zawodową już jest - przed mianowaniem, to po co kolejny?!).
    Przykłady z innych, bardziej wymagających i dochodowych półek - jest Lekarski Egzamin Państwowy i egzamuny wstępne na aplikacje prawnicze. Na czym polegają? "Kobyły", na których pyta się o wiedzę teoretyczną, o którą już pytano na studiach. Czy od tego mamy dobrych lekarzy i prawników...? (pytanie oczywiście retoryczne)

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane