Mimo zablokowania przez prezydenta ustawy o racjonalizacji zatrudnienia ministerstwa przygotowują się do zwolnień.

Etap I: koniec naboru

W niektórych resortach proces redukcji zatrudnienia już ruszył. Ministerstwa sprawiedliwości, środowiska i infrastruktury w pierwszej kolejności wstrzymały nabór urzędników. Na miejsca odchodzących pracowników nie będzie przyjęty nikt nowy. W ubiegłym tygodniu szef resortu sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski skierował do dyrektorów wszystkich departamentów oficjalne pismo w tej sprawie. –Dzięki temu do drugiej połowy roku zredukujemy zatrudnienie o kilkadziesiąt osób – mówi jeden z urzędników.

Pracownicy Ministerstwa Sprawiedliwości podkreślają jednocześnie, że mają łatwiejsze zadanie niż inne resorty, ponieważ w przeciwieństwie do nich nie zatrudnili urzędników, którzy później stracili posady w wyniku likwidacji jednostek budżetowych, co przewidywała nowelizacja ustawy o finansach publicznych.

Etap II: zwolnienia

Nasi rozmówcy zapewniają, że na wstrzymaniu naboru się nie skończy i drugim etapem będą zwolnienia. Resorty już analizują, ilu osobom i na jakiej podstawie można wręczyć wypowiedzenia. – Dostaliśmy polecenie przygotowania zwolnień, mają być dokonane do końca sierpnia – mówi pracownik jednego z resortów.

Analizy kończy już między innymi resort środowiska. Jak udało się nam ustalić, jego szefostwo otrzymało jasną dyspozycję: ma być zredukowanych jak najwięcej etatów. – Szukamy możliwości prawnych – usłyszeliśmy w ministerstwie.

Program cięć prowadzi już także Ministerstwo Obrony Narodowej oraz resort Skarbu Państwa. Własny plan zwiększenia efektywności wdraża również kancelaria premiera. Ale są też urzędy, które twierdzą, że nie będą musiały zwalniać. – Premier chce, by zatrudnienie wróciło do poziomu z 2008 roku, ale ja jestem szczęśliwym wyjątkiem. Trzy lata temu w moim resorcie pracowało 360 osób, a teraz jest ich 314 – mówi Bogdan Zdrojewski, minister kultury. Pracowników nie ubędzie prawdopodobnie także w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej.

Etap III: wybory

Wszystkie cięcia kadrowe mają wspólny cel: powrót do stanu zatrudnienia z początku kadencji PO. To oznacza, że poziom zwolnień może zbliżyć się do tego zakładanego w ustawie o racjonalizacji zatrudnienia, czyli pracę straci ok. 10 proc. urzędników. Czystki mają się zakończyć jesienią, tuż przed wyborami parlamentarnymi.

O zaleceniach premiera słyszał poseł SLD Witold Gintowt-Dziewałtowski z Rady Służby Cywilnej. – Od początku zwracaliśmy premierowi uwagę, że zwolnienia w administracji nie wymagają nowych przepisów – mówi.

W kancelarii premiera usłyszeliśmy też o pomyśle, aby do redukcji zatrudnienia wykorzystać okresową ocenę w służbie cywilnej, która zdaniem naszych rozmówców „powinna być bardzo drobiazgowa”. Oceny mają ruszyć jeszcze w marcu. Otrzymanie dwa razy z rzędu negatywnej oceny jest podstawą do zwolnienia. Urzędnicy, którzy zostaną źle ocenieni w marcu, będą mieli pół roku na poprawę. Inaczej stracą pracę.