W piątek szykują się decydujące starcia w sprawie wysokości składki przekazywanej do OFE – czy wzrośnie docelowo do 5 proc., czy tylko do 3,5 proc. Rano dyskutować o niej mają partnerzy społeczni, a po południu rząd. Kłopot w tym, że jedni i drudzy dostali zmieniony projekt ustawy dopiero w czwartek po południu, a nie rano, jak obiecywał minister Michał Boni.

Projekt jest podobny do tego, który był konsultowany wcześniej z partnerami, choć nie taki sam. W ciągu jednego dnia rozrósł się z 35 do 63 stron. Wcześniej Boni zapowiadał, że zmiany będą niewielkie.

W czwartek wieczorem eksperci gorączkowo analizowali nową zawartość ustawy, ale ze względu na obszerny materiał było to bardzo skomplikowane. Dodatkowe artykuły ustawy dotyczą bowiem nie tylko OFE, lecz także wszystkich innych form oszczędzania na emeryturę, a nawet emerytur pomostowych. W tym ostatnim wypadku chodzi o techniczne poprawki zaproponowane przez ZUS dotyczące m.in. delegacji do wydania nowych rozporządzeń dotyczących postępowania przy przyznawaniu, naliczaniu i wypłacie świadczeń.

Dotkliwe luki

Ważniejsze nawet od tego, co dopisano do ustawy, jest to, czego w niej nie ma. Np. mimo postulatów Komisji Nadzoru Finansowego oraz Ministerstwa Pracy zabrakło zapisów o adekwatności kapitałowej towarzystw emerytalnych (stosunku kapitału do zarządzanych pieniędzy). Bo im więcej OFE będą inwestować na giełdzie (limit ma wzrosnąć z 40 proc. docelowo do 62 proc. aktywów), tym zagrożenie ich niewypłacalnością jest wyższe.

– Teraz wymogi dla małych funduszy i tych największych są jednakowe, choć ryzyko dopłaty związanej z pokryciem niedoboru jest wyższe dla PTE zarządzającego większym OFE

– mówi „DGP” Łukasz Dajnowicz z KNF. Zwraca też uwagę, że skoro towarzystwa mają prowadzić dodatkowo poza OFE dobrowolne indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego (IKZE) oraz IKE, to i w tym przypadku powinny mieć bufor na wypadek niewypłacalności.

Miliardowe opóźnienie

Wprowadzenie tych zmian teraz jest jednak wątpliwe, bo rządowi bardzo zależy na czasie. Składki emerytalne wydawane są w całości na wypłatę bieżących świadczeń, a to, co dostają fundusze, wypłacane jest w formie dotacji z budżetu państwa. Jak podkreślał w czwartek wiceminister finansów Ludwik Kotecki, każdy miesiąc opóźnienia to miliard złotych dziury w budżecie więcej. W przeliczeniu na deficyt finansów publicznych to 0,07 pkt proc. PKB więcej. A opóźnienie już jest, bo zmiany miały wejść w życie 1 kwietnia, ale minister Michał Boni od dwóch tygodni mówi już o maju.