Senat rozpatrzył wczoraj reformę szkolnictwa wyższego. Ma wejść w życie już w październiku. Senatorowie obawiają się jednak, że jeśli nowelizacja zostanie przyjęta w obecnej postaci, to może obniżyć się jakość kształcenia.

Na stanowiskach profesorskich będą mogli być zatrudniani doktorzy bez habilitacji. Taką możliwość zyskają ci, którzy pracowali pięć lat, kierując w zagranicznych placówkach zespołami naukowymi.

– Może się okazać, że na stanowiskach profesorskich będą zatrudniani słabi doktorzy, tylko dlatego, że pracowali na słabej zagranicznej uczelni – mówi Włodzimierz Cimoszewicz, senator niezależny.

Wyjaśnia, że z tej możliwości mogą skorzystać uczelnie, które nie będą miały innych kandydatów na te stanowiska.

Czesław Ryszka, senator PiS, zakwestionował też ograniczenie tzw. wieloetatowości. Nowelizacja ustawy zabrania podjęcia drugiej pracy na innej uczelni bez zgody rektora uczelni publicznej, na której wykładowca jest zatrudniony na pierwszym etacie.

Takiego wymogu nie będzie, jeśli wykładowca podejmie pracę w innej placówce niż uczelnia.

– To, że wykładowcy mogą pracować na kilku uczelniach, jest dla szkół niekorzystne, bo mają mniej czasu na pracę naukową – tłumaczy Ryszard Górecki, senator PO.

Wykładowcy bronią się jednak, że podejmują pracę na kilka etatów, bo mało zarabiają. Profesor Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego, zadeklarowała, że planuje zwiększenie wynagrodzeń kadry akademickiej.

– Obecnie są duże różnice w wynagrodzeniu na tych samych stanowiskach – mówi prof. Barbara Kudrycka.

Na przykład na jednej uczelni profesor zarabia 6,7 tys. zł, a na innej już tylko 4,8 tys. zł. Wynagrodzenia nauczycieli akademickich nie wzrosły od 2009 roku.

Minister nauki złożyła już wniosek do ministra finansów o zwiększenie puli środków na wynagrodzenia m.in. dla wykładowców. Mają wzrosnąć od 2013 roku.