Za trzy miesiące zacznie obowiązywać ustawa o odpowiedzialności majątkowej funkcjonariuszy publicznych za rażące naruszenie prawa. Czy kary finansowe powstrzymają urzędników przed wydawaniem wadliwych i bezprawnych decyzji?

Ci, którzy patrzą na administrację, na to, jak ona działa, widzą bardzo dużo nieprawidłowości. Z mojej praktyki wynika, że decyzji złych, jawnie bezprawnych jest naprawdę sporo. Dlatego jest to bardzo ważna ustawa – przede wszystkim dla sfery etyki publicznej. Sprawia, że do administracji publicznej zawita poczucie odpowiedzialności osobistej. Dotychczas, jeśli na skutek rażąco bezprawnej decyzji urzędnika ktoś został pokrzywdzony, płacili za to podatnicy. Nie płacił ten człowiek, który szkodę spowodował i nie płacił jego zwierzchnik, który taką decyzję zaakceptował, tylko my. Ta ustawa mówi stop: za szkody zawinione, za rażącą bezprawność płaci ten, kto się jej dopuścił. Ale ustawa ogranicza jednocześnie odpowiedzialność urzędnika do jego rocznego uposażenia.

Konsekwencją takiej decyzji może być przecież upadłość firmy, zablokowanie inwestycji. Czy taka kwota zrekompensuje przedsiębiorcy powstałą szkodę?

Z punku widzenia strony, czyli tego, kto dochodzi odszkodowania, ta ustawa nic nie zmienia. Odpowiedzialnym nadal jest organ, który wydał decyzję. Gdy urzędnik wydając ją, zniszczy komuś firmę o wartości kilku milionów, to organ publiczny (czyli my, podatnicy) zapłaci kilkumilionowe odszkodowanie, a urzędnik tylko dwanaście swoich pensji, i to jedynie wówczas, gdy udowodni mu się winę. Wcześniej jednak poszkodowany musi uzyskać orzeczenie stwierdzające rażące naruszenie prawa. Takie orzeczenie daje mu podstawę do żądania od organu odszkodowania. Dopiero gdy zostanie mu ono wypłacone – czy to na podstawie ugody z urzędem, czy orzeczenia sądu, organ będzie mógł dochodzić odszkodowania od funkcjonariusza – do wysokości jego rocznego uposażenia.

Czy urzędnicy obawiając się kar finansowych nie będą zwlekali z podjęciem decyzji?

Ta ustawa przewiduje też odpowiedzialność za przewlekłość – zarówno gdy była ona podejmowana bez podstawy prawnej, jak i z rażącym naruszeniem prawa. Były protesty, że ustawa zablokuje podejmowanie decyzji, ale tak się nie stanie, bo bezczynność jest też karana. Nie ma przecież obowiązku pracy w administracji. Taka praca wymaga kwalifikacji i to wysokich, bo prawo jest trudne. Ta ustawa bez względu na to, jaki będzie jej realny zakres zastosowania, wymaga od ludzi, którzy są w służbie publicznej, rzetelności i profesjonalizmu. Ona nie mówi, że za każdy błąd zaraz urzędnika powieszą na gałęzi. Musi dojść do rażącego naruszenia prawa, i to zawinionego przez urzędnika. A jeśli tak się stanie, oznacza to, że albo ktoś nie ma wystarczających kwalifikacji zawodowych, albo miał złą wolę.

Kiedy możemy mówić o rażącym naruszeniu prawa?

Ustawa wymienia przypadki, kiedy do niego dochodzi. Dotyczą one podstawowych typów procedur określonych m.in. w kodeksie postępowania administracyjnego, w ustawie o ochronie konkurencji i konsumentów, w ordynacji podatkowej. Problem polega na tym, że czasami bezprawność nie jest związana z decyzją administracyjną w rozumieniu kodeksu postępowania administracyjnego, ale z innym aktem lub czynnością, niemającą charakteru decyzji.

W jaki sposób odszkodowanie będzie egzekwowane od urzędnika?

Ustawa nakazuje organowi, który wydał decyzję, by takie odszkodowanie wyegzekwować. Tego nie można zlekceważyć. To nie jest już zwykła odpowiedzialność z kodeksu pracy, że jeśli ktoś zepsuł wiadro, to musi za nie zapłacić. Ona jest obwarowana różnymi wymogami. Musi dojść do rażącego naruszenia prawa, które zostało spowodowane bezprawnym działaniem lub zaniechaniem. Jeśli coś takiego się wydarzy i organ wypłaci odszkodowanie, to kierownik tej jednostki składa do prokuratora wniosek o przeprowadzenie postępowania ustalającego, kto jest odpowiedzialny za naruszenie prawa.

Dlaczego to prokurator będzie decydował o tym, kto jest odpowiedzialny za naruszenie?

Ustawodawca wskazał prokuratora, ponieważ nie ma zaufania do urzędników. I nie tylko tych, którzy popełnili tę rzecz, ale także do ich szefów. To zwierzchnik urzędnika powinien ustalać, który z urzędników zawinił. Dla niego nie powinien to być trudny problem. Natomiast prokurator jest czynnikiem zewnętrznym i prawdopodobnie będzie musiał sięgnąć po biegłych – także urzędników, którzy to wyjaśnią. Ustawodawca uznał jednak, że przy złym stanie etycznym administracji nie można samym urzędnikom powierzyć tego typu ustaleń, bo będą chronić swojego. Potrzebny jest prokurator, nawet jeśli mało się na tym zna.