Przedsiębiorcy zaproponują dziś związkom zmiany w kodeksie pracy, które utrwalą cześć regulacji ustawy antykryzysowej – dowiedział się „DGP”. Najbardziej zależy im na tym, by mogli nadal w porozumieniu z pracownikami stosować elastyczny sposób rozliczania czasu pracy. W zamian deklarują ustępstwa w przekształcaniu czasowych umów o pracę w stałe: byłyby automatycznie zmieniane w umowy na czas nieokreślony po czterech latach pracy.

Okazją do dyskusji będzie piątkowe spotkanie zespołu komisji trójstronnej, który monitoruje stosowanie pakietu antykryzysowego.

Jeśli się nie porozumieją, ustawa dająca pracodawcom więcej swobody wygaśnie z końcem tego roku.

– Przyjmując rozwiązania, sam rząd zastrzegał, że jeśli część z nich się sprawdzi, mogłyby zostać na stałe wpisane do kodeksu pracy – przypomina Jacek Męcina, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych „Lewiatan” i były wiceminister pracy. Lewiatan przeprowadził wśród swoich członków sondę i okazało się, że bardzo zależy im na elastycznym rozliczaniu czasu pracy. Najczęściej stosowany jest jednomiesięczny, a ustawa antykryzysowa dopuszcza, aby w porozumieniu ze związkami lub z pracownikami wydłużyć go nawet do 12 miesięcy.

– Z naszych informacji wynika, że do połowy zeszłego roku z możliwości tej skorzystały 764 firmy – mówi „DGP” Danuta Rutkowska z Państwowej Inspekcji Pracy. Aż 538 firm wybrało właśnie roczny okres rozliczeń. Jak podkreśla Męcina, chodzi o duże firmy i może dotyczyć nawet 600 – 700 tys. pracowników.

– Firmom zależy na tej zmianie, bo roczny okres daje możliwość dostosowania natężenia czasu pracy do sezonowości zamówień. Gdy jest ich wiele, pracownicy mogą pracować np. po 10 godzin dziennie, a więcej wolnego mają w okresach przestoju – mówi Męcina.

Przedsiębiorcy wiedzą, że związki niczego za darmo nie oddadzą. Dlatego w zamian nie będą się sprzeciwiać przywróceniu przepisu, aby trzecia umowa na czas określony stawała się bezterminową. Chcą nawet dorzucić całkiem nowy przepis.

– Niezależnie od liczby umów czteroletnie zatrudnienie byłoby przekształcane w pracę na czas nieokreślony – mówi Męcina. I dodaje, że to przynajmniej w części realizuje postulaty związkowców, którzy od lat zabiegają o takie rozwiązanie. Tyle że woleliby skrócenie okresu pracy na czas określony do 1,5 – 2 lat.

Kolejna propozycja to wprowadzenie do kodeksu pracy umowy projektowej, jaką firmy mogłyby zawierać na czas realizacji konkretnego kontraktu wieloletniego albo korzystania z unijnych środków. – Teraz można skorzystać z zatrudnienia pracownika do wykonania konkretnego dzieła, ale przepisy te wymagałyby dostosowania do obecnych realiów – mówi Męcina.

Kiedy ruszą negocjacje? I związkowcy, i pracodawcy deklarują dobre chęci, podobnie jak resort pracy, który czeka na ich wspólną propozycję.

Ustawa o łagodzeniu skutków kryzysu ekonomicznego dla pracowników i przedsiębiorców z lipca 2009 r. poza zmianami w czasie pracy i umowach dała także firmom możliwość obniżenia pracownikom wymiaru czasu pracy bez konieczności dokonywania wypowiedzeń zmieniających treść umów o pracę. Pracownicy dostają wtedy niższą pensję uzupełnianą dopłatami z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Ale zaostrzone wymogi w tym przypadku spowodowały, że do końca stycznia podpisano tylko 34 takie umowy, które objęły 1,1 tys. pracowników. Dlatego pracodawcy nie włączyli tych kwestii do dyskusji.

Związkowcy będą ostrożni

Andrzej Radzikowski | wiceprzewodniczący OPZZ

Pracodawcy chcą ze związkowcami zawrzeć układ: roczny okres rozliczania pracy w zamian za automatyczne przekształcanie umów na czas określony w stałe zatrudnienie. To dobry pomysł?

Będziemy dyskutować, ale mamy złe doświadczenia. Już raz nas w tej sprawie oszukano. Teoretycznie stałe zatrudnienie ma następować z automatu po trzech latach pracy, co zapisano w pakiecie antykryzysowym, ale dodano tyle obostrzeń, że nikt z tego nie korzysta.

Teraz miałyby być cztery lata, ale bez haczyków.

Cztery lata to za długo. Nasza wyjściowa propozycja wynosiła 18 miesięcy. Trzy lata to było już ustępstwo. Jest prawidłowość w zmianach w prawie pracy: co dwa, trzy lata się je psuje i za każdym razem oczekuje od związków ustępstw lub przeprowadza zmiany za ich plecami w parlamencie. Nawet jeśli w jakiejś kwestii wymienimy ustępstwa, jak np. w sprawie czterech dni urlopu na żądanie, to po paru latach zapomina się o tym, co zyskali pracodawcy, a oczekuje od nas, że znów oddamy pola.

Czyli propozycja pracodawców ma nikłe szanse?

Tego nie powiedziałem, ale będziemy ostrożni. Pracodawcom zależy na tych 12 miesiącach, ale dla pracowników taka zmiana wcale nie jest neutralna.