Obecnie wszystkie osoby, które są ubezpieczone w ZUS, wpłacają na swoją starość 19,52 proc. tzw. podstawy wymiaru składek. Dla pracowników tą podstawą jest zwykle ich pensja brutto, a na przykład dla osób prowadzących pozarolniczą działalność gospodarczą – podstawa naliczania składek ubezpieczeniowych (60 proc. średniej płacy lub 30 proc. minimalnego wynagrodzenia).

14,9 mln Polaków, będących jednocześnie członkami otwartych funduszy emerytalnych (kto musi być w OFE, kto może, a kto nie mógł do nich przystąpić – patrz ramka na str. G3), ma jednak dzieloną wpłacaną przez siebie składkę na emeryturę. Obecnie 12,22 proc. podstawy wymiaru zostaje w ZUS, a 7,3 proc. trafia do OFE. Innymi słowy z każdego 1000 zł pensji ponad 120 zł jest księgowane na indywidualnym koncie emerytalnym ubezpieczonego w I filarze i w tym samym momencie przeznaczane na wypłatę świadczeń dla obecnych emerytów, a 73 zł przekazywane na konto do II filaru. Tam te pieniądze pracują na przyszłą emeryturę. Są inwestowane na rynku.

Mniej pieniędzy ze składek trafi do OFE

Rząd proponuje zmianę tego sposobu oszczędzania na emeryturę. Od kwietnia 2011 roku zostanie wprowadzone trzecie konto emerytalne. Oprócz OFE i ZUS będziemy też oszczędzać na specjalnym subkoncie w ZUS.

Trafi tam początkowo (patrz ramka nr 4) 5 proc. podstawy wymiaru składki – tak będzie w 2011 i 2012 roku. Później ta wartość będzie maleć i w 2017 roku ma osiągnąć docelową wysokość 3,8 proc. podstawy. To, co trafi na subkonto w ZUS, uszczupli przelew gotówki do OFE. W tym roku (od kwietnia) trafi tam 2,3 proc. podstawy, a docelowo – od 2017 roku – 3,5 proc.

Rząd przekonuje, że dzięki temu zabiegowi uda mu się uniknąć przekroczenia tzw. drugiego ostrożnościowego limitu zadłużenia. Jest on przekroczony, gdy dług publiczny jest wyższy niż 55 proc. wartości PKB.

Dzięki operacji zmniejszenia przelewów gotówkowych do OFE w budżecie państwa zostanie w tym roku około 11 mld zł, a w kolejnych latach ponad 18 mld zł. Łącznie w ciągu najbliższych 10 lat budżet ma zyskać na tej operacji (łącznie z kosztami obsługi zadłużenia) 234 mld zł.

Składki w ZUS są waloryzowane

Taka zmiana oznacza zasadniczą różnicę w sposobie oszczędzania na starość oraz w tym, jak będzie rósł kapitał emerytalny. Jak wspomnieliśmy wcześniej, pieniądze, które trafiają do ZUS, są zapisywane na indywidualnym koncie ubezpieczonego i od razu wydawane na bieżąco na świadczenia. Ten księgowy kapitał jest waloryzowany według ustalonego w ustawie wskaźnika. Pieniądze w OFE są z kolei księgowane na fizycznym rachunku członka funduszu, a tempo ich pomnażania zależy od tego, jak radzą sobie zarządzający danym funduszem z inwestowaniem pieniędzy przyszłych emerytów.

Kapitał gromadzony na indywidualnym koncie emerytalnym w ZUS (przed i po planowanych zmianach będzie to dotyczyć 12,22 proc. podstawy wymiaru) podlega i będzie podlegał waloryzacji uzależnionej od wzrostu cen oraz liczby ubezpieczonych w ZUS osób. Zanim ubezpieczeni przejdą na emeryturę, ich składki gromadzone w ZUS są więc sukcesywnie waloryzowane, tak aby nie traciły na wartości. Waloryzację składek przeprowadza się co roku (1 czerwca), poczynając od waloryzacji za 2000 rok. W jej wyniku stan konta nie może ulec obniżeniu. Waloryzacji podlega kwota składek zewidencjonowanych na koncie ubezpieczonego na 31 stycznia roku, za który jest ona przeprowadzana, powiększona o kwoty z tytułu przeprowadzonych poprzednio waloryzacji. Waloryzacja składek polega na pomnożeniu zgromadzonych składek przez wskaźnik waloryzacji.

Wskaźnik ten (ile dotychczas wynosił – patrz ramka nr 2) jest równy wskaźnikowi cen towarów i usług konsumpcyjnych w roku kalendarzowym poprzedzającym termin waloryzacji, który jest powiększony o realny wzrost sumy przypisu składek na ubezpieczenie emerytalne w roku kalendarzowym poprzedzającym termin waloryzacji w stosunku do roku poprzedniego. Wskaźnik uwzględnia więc inflację i dynamikę wpływu do ZUS składek ubezpieczeniowych. Jeśli gospodarka się rozwija, rosną pensje i coraz więcej ludzi pracuje, to składek takich wpływa do ZUS coraz więcej. Ten wzrost bierze się pod uwagę, waloryzując składki zbierane przez ubezpieczonych na emeryturę.

Może się jednak zdarzyć, że składek w ZUS jest coraz mniej (ze względu na dekoniunkturę gospodarczą, malejącą liczbę pracowników, malejące pensje). W takiej sytuacji ustawodawca zastrzegł, że wskaźnik waloryzacji składek nie może być niższy niż wskaźnik cen towarów i usług w roku poprzedzającym termin waloryzacji. Innymi słowy waloryzacja musi przynajmniej uwzględniać poziom inflacji, aby składki gromadzone na emeryturę nie traciły na wartości.