Najpóźniej za trzy lata obywatele UE będą mieć prawo swobodnego wyboru miejsca leczenia. Polak będzie mógł leczyć się np. w Niemczech bez zgody NFZ (poza pewnymi wyjątkami) i uzyskać częściową refundację kosztów. Tak wynika z uchwalonej przez Parlament Europejski dyrektywy o transgranicznej opiece zdrowotnej.

Pojawiają się jednak niejasności dotyczące tego, kiedy zgoda płatnika na leczenie za granicą będzie jednak potrzebna, bo bez niej NFZ nie zrefunduje kosztów leczenia. Dyrektywa przewiduje cztery sytuacje, kiedy zgoda będzie wymagana. Dotyczy to:

świadczeń szpitalnych, które wymagają choćby jednego dnia hospitalizacji,

● leczenia będącego zagrożeniem zdrowia pacjenta lub zdrowia publicznego (eksperymentów medycznych),

● świadczeń udzielanych przez placówki, które muszą spełniać szczególne warunki związane z jakością i bezpieczeństwem,

● procedur wymagających zastosowania specjalistycznej infrastruktury medycznej i kosztochłonnego sprzętu medycznego.

Wątpliwości dotyczą ostatniego punktu. Wciąż nie wiadomo, jakie świadczenia i procedury będą zakwalifikowane jako wymagające specjalistycznego i drogiego sprzętu. Adam Kozierkiewicz, ekspert ds. ochrony zdrowia, wskazuje, że jeszcze w trakcie prac nad dyrektywą europosłowie ustalili, że to UE przygotuje taki wykaz.

– Znalazłyby się na nim świadczenia z zakresu ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, których cena przekracza tysiąc euro – wyjaśnia Adam Kozierkiewicz.

NFZ informuje, że świadczeń wykonywanych w warunkach ambulatoryjnych, których cena przekraczałaby tysiąc euro, jest niewiele. Jednym z nich jest pozytonowa tomografia emisyjna (tzw. PET-CT). Za jej wykonanie NFZ płaci 4,5 tys. zł.

– W większości przypadków świadczeń ambulatoryjnych ceny są dużo niższe – potwierdza Andrzej Troszyński z biura prasowego NFZ.

Na przykład scyntygrafia nadnerczy (badanie do wykrywania nowotworów neuroendokrynnych) z kosztami odczynnika (jedna fiolka na pacjenta) kosztuje 2,5 tys. zł.