Państwowa służba zdrowia to mit. Na rynku przeważają niepubliczne placówki. Zdominowały podstawową opiekę zdrowotną, stomatologię i rehabilitację. Mają 90 proc. rynku. Teraz prywatne firmy wchodzą w usługi specjalistyczne i walczą o pieniądze z NFZ.
Publikacja: 20 stycznia 2011, 03:00 Aktualizacja: 13 września 2011, 16:23
Polska służba zdrowia jest publiczna tylko z nazwy. Według krajowego rejestru zakładów opieki zdrowotnej w Polsce działają 17 754 placówki medyczne. 87 proc. spośród nich jest prywatnych. Na koniec września 2010 r. na rynku usług zdrowotnych działało zaledwie 2331 publicznych ZOZ (szpitale, ambulatoria, jednostki badawczo-rozwojowe, zakłady budżetowe).
Prywatni świadczeniodawcy praktycznie zdominowali podstawową opiekę zdrowotną, leczenie stomatologiczne oraz świadczenia z zakresu rehabilitacji. Coraz odważniej wchodzą w specjalistyczne i drogie usługi będące dotychczas domeną publicznych szpitali.
Rocznie na świadczenia komercyjne Polacy wydają 28 mld zł. Prywatni świadczeniodawcy chcą jednak pewnego i stałego źródła finansowania. A takim jest kontrakt z NFZ. Dyrektorzy szpitali publicznych argumentują, że pieniądze z funduszu powinny trafiać głównie do nich, bo wykonują najbardziej skomplikowane zabiegi i operacje – przeszczepy, zabiegi z zakresu kardiochirurgii inwazyjnej czy onkologiczne. Ale to się zmienia.
W ostatnim czasie tylko w Warszawie trzy duże firmy medyczne, specjalizoujące się w opiece abonamentowej, postawiły na świadczenia specjalistyczne. Jako pierwszy szpital otworzył Medicover, później Enel-Med i Lux Med. Ten pierwszy w ubiegłym roku usiłował działać bez podpisanej umowy z NFZ, bazując tylko na pacjentach komercyjnych. W tym roku zamierza zawrzeć kontrakt z funduszem. Ma już podpisane porozumienie w tej sprawie.
– W ramach kontraktu szpital Medicover świadczy pacjentom ubezpieczonym w NFZ usługi z zakresu kardiologii w trybie planowym i pilnym, z dostępem do 24-godzinnego dyżuru kardiologicznego oraz z zakresu chirurgii ogólnej – mówi Paweł Kacprzyk, prezes Medicover w Polsce.
Centrum Medicover nie podaje, na jaką sumę podpisał kontrakt z NFZ. Jego konkurent – Enel-Med – ma kontrakt o wartości przekraczającej 14,5 mln zł.
– Dzięki umowie z funduszem w naszym szpitalu odbywać się będzie hospitalizacja planowa w zakresie chirurgii ogólnej i naczyniowej, neurochirurgii, ortopedii i traumatologii narządów ruchu, okulistyki i otolaryngologii – wymienia Małgorzata Sankowska-Wójcik, dyrektor departamentu medycznego w Centrum Medycznym Enel-Med.
Jak tłumaczy Agnieszka Sowa, ekspert medyczny CASE, centra medyczne doceniły możliwości, jakie daje kontrakt z NFZ. Jego budżet w ciągu ostatnich lat powiększył się dwukrotnie. Tylko w tym roku fundusz zakontraktował świadczenia na 56,4 mld zł. Na same świadczenia szpitalne fundusz wyda 23,1 mld zł. I chociaż wciąż tylko niewielka część trafi do prywatnych szpitali, to te pieniądze są pewne. A ponieważ świadczeniodawcy nie mają wyboru, bo NFZ to monopolista, musieli nauczyć się z nim współpracować. – Właściwie w każdej dziedzinie specjalistyki pojawili się nowi oferenci. Trudno nawet powiedzieć, że jakieś świadczenia cieszą się szczególnym powodzeniem. Niemal w każdym zakresie świadczeń są po trzy, cztery nowe placówki – mówi Beata Szczepanek, rzecznik prasowy świętokrzyskiego oddziału NFZ.
Podobnie jest w innych województwach. W zachodniopomorskim działają 32 szpitale, z czego 3 to niepubliczne zakłady. – Jest też 17 podmiotów, które nie są szpitalami, ale wykonują świadczenia szpitalne. Aż 7 z nich to nowie podmioty – mówi Małgorzata Koszur, rzecznik zachodniopomorskiego NFZ.
Przykładem, że o pieniądze z NFZ warto walczyć mimo znikomych możliwości negocjowania cen i warunków udzielania świadczeń (te określa NFZ i resort zdrowia w tzw. rozporządzeniach koszykowych) są Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca. Oferują one wysokospecjalistyczne świadczenia kardiologiczne. Mają swoje placówki w kilku miastach, współpracują też z publicznymi szpitalami.
– Komercjalizacja usług medycznych jest nie tylko odpowiedzią na niewydolność systemu publicznych placówek medycznych. Rozwój prywatnej opieki zdrowotnej jest naturalnym procesem powstawania konkurencyjnego rynku – tłumaczy Agnieszka Sowa.
źródło:
Dziennik Gazeta Prawna

1: dr z IP: 83.12.233.* (2011-01-20 09:01)
Wszystko pięknie, konkurencja jest dobra ale konkurencja zdrowa. O jakiej konkurencji można mówić w sytuacji gdy cięższe przypadki są odsyłąne z niepublicznych zakładów do publicznej służby zdrowia, która musi dokładać do takich pacjentów. Jaka jest konkurencja gdy niepubliczny pobierając kasę z NFZ dodadkowo każe sobie płacić przez pacjentów. Publiczny zakład nie może pobierać kasy od pacjentów. Niepubliczny jest tańszy dla NFZ ale dopłaca pacjent. Pytam się kto pozwolił na taką konkurencję. W sytuacji normalnej konkurencji i równych zasad niepubliczne zakłady by wymiękły. A tak spijają tą śmietankę. Nie zastanowił się tylko ktoś nad tym co się stanie gdy nie będzie już publicznych zakładów, a niepubliczny nie będzie chciał przyjąć pacjenta bo mu się po prostu nie będzie opłacało leczyć poniżej kosztów tak jak to teraz jest w publicznej służbie zdrowia.
I na koniec jedna dygresja. Określenie służba zdrowia w odniesieniu do komercyjnych zakładów jest nieodpowiednia - tam liczy się zysk, a nie służenie ludziom.
To co się dzieje od 1999r. ze służbą zdrowia to kierunek ku selekcji naturalnej - przetrwają tylko ci co mają kasę.
2: smile z IP: 109.199.3.* (2011-01-20 10:44)
Co robi p. Kopacz?
3: OB z IP: 109.129.16.* (2011-01-20 11:11)
Panie Doktorze, mam nadzieje, ze madre podejscie Rzadu do wprowadzenia dyrektywy "Pacjenci bez granic" zmieni polityke zdrowotna w Polsce, w tym zmieni system rozliczeniowy za uslugi medyczne i zwiekszy naklady na sluzbe zdrowia poprzez wzrost skladki zdrowotnej odpisywanej w calosci od podatku.
Pacjent za uslugi medyczne na szczeblu podstawowym, czyli poza szpitalnym, powinien placic 100% ceny zarowno w sektorze prywatnym jak i publicznym, a ubezpieczalnia na podstawie rachunku, przedstawionego przez pacjenta, powinna zwrocic okreslony procent kosztow na jego konto.
Za leczenie szpitalne, w sektorze prywatnym czy publicznym, pacjent dostaje rachunek, przedklada w ubezpieczalni, ktora przelewa okreslony procent usrednionych kosztow na konto szpitala, reszte doplaca pacjent.
Takie zasady rozliczeniowe obowiazuja w systemie francusko-belgijskim i uwazam, ze sa b. dobre.
NP. zwrot kosztow za podstawowe uslugi stomatologiczne w Polsce powinien sie ksztaltowac na poziomie 60-65%, za uslugi medyczne ambulatoryjne, szpitalne, sanatoryjne, rehabilitacyjne w granicach od 60-80%.
Wowczas bedzie mozna mowic o konkurencji, na ktora w duzym stopniu beda miec wplyw pacjenci, poprzez swoj wybor lekarza czy szpitala.
Pozdrawiam Pana Doktora.
4: pacjent z IP: 77.112.62.* (2011-01-20 12:19)
do > 3
NFZ powinien też obniżyć swoje koszty funkcjonowania a napewno utworzyć jeden rachunek bankowy zamiast przelewać z konta na konto.
Oczywiście indywidualne ubezpieczenia też powinny być normą.
5: pacjent 2-giej kat z IP: 83.11.71.* (2011-01-20 16:58)
to do smiechu warte-chcialem isc do normalnego lekarza bo rodzinny to ma malo czasu,pieniedzy itd.mimo ze place juz 30 lat na nfz i zero korzystania z uslug-wybralem niby najlepszego konowala we wsi,zarejestrowalem sie,czekac 2 tyg-OK-ide a tam burdel jak w rzadzie tuska-na 1 termin 3 klientow-paranoja-konowal nerwowy,szybko,szybko,dal skierowanie na badania-isc na badania to bez niego moge-czlowiek liczyl ze choc przebada i wyselekcjonuje te badania a nie da tabletki i won plus oczywiscie kasiora-nie dajcie sie omamic prywatna sluzba zdrowia to normalni zlodzieje jak rycho,miro,zbycho-trzeba chodzic do tych co im becalujemy i wymagac tego za co dostali kasiore-wszystko w temacie
Czy pracodawca musi osobiście dostarczyć do ZUS zaświadczenie o przychodzie

Zakład Ubezpieczeń Społecznych daruje właścicielom firm niektóre zaległości. Wnioski o umorzenie powinni móc składać także wspólnicy spółki.