Protest ten potrwa do odwołania. Weterynarze chcą spotkać się w tej sprawie z premierem Donaldem Tuskiem.

Jak zaznaczył Jakubowski, Krajowa Rada Lekarsko-Weterynaryjna ma przekazać pismo w sprawie spotkania do kancelarii premiera. Chodzi nie tylko o ostatnie decyzje ministra rolnictwa dotyczące obniżenia stawek opłat za badanie zwierząt, ale także o zniesienie mocą rozporządzenia rządu świadectw zdrowia dla zwierząt przeznaczonych do uboju.

Bezpośrednim powodem protestu weterynarzy jest rozporządzenie ministra rolnictwa w sprawie obniżenia stawek m.in. za wystawiane świadectw zdrowia zwierząt. Jeżeli drastycznie obcina się dochody prywatnie praktykującym weterynarzom, którzy wykonują zadania Inspekcji Weterynaryjnej jako tzw. urzędowi lekarze weterynarii - to mają oni prawo, by nie podpisać umowy z lekarzem powiatowym - tłumaczył Jakubowski.

Poinformował, że w tej chwili nie podpisało umów od 70 do 80 proc. weterynarzy, a w niektórych województwach nawet więcej. Podjęta we wtorek uchwała Rady zakłada, że lekarze, którzy zawarli już takie umowy na 2011 r., powinni je wymówić, na co zezwalają przepisy.

Zdaniem Jakubowskiego nie da się zastąpić 6 tys. weterynarzy tzw. wolnej praktyki, którzy badają na co dzień zwierzęta i monitorują choroby zakaźne, takie jak choroba Aujeszkyego, bruceloza czy gruźlica. "Jeżeli nas nie będzie, to pojawi się poważne zagrożenie zdrowia publicznego. Państwowa służba weterynarii nie poradzi sobie z badaniami zwierząt, gdyż jest tam zatrudnionych tylko 1,6 tys. osób" - powiedział prezes KRL-W.

Jakubowski mówił też o świadectwach zdrowia dla zwierząt. Według niego, jeżeli nie będzie konieczności wystawiania takich świadectw dla wszystkich świń, może to zagrozić zdrowiu człowieka. "Jest wiele chorób odzwierzęcych i my eliminujemy te choroby" - przekonywał. Dodał, że protest weterynarzy dotknie przede wszystkim rolników i zakłady przetwórcze.

Rozporządzenia Rady Ministrów, które obowiązuje od 31 grudnia 2010 r. zakłada, że świadectwa weterynaryjne nie będą potrzebne dla przeznaczonej do uboju trzody ze stad wolnych od choroby Aujeszkyego. Natomiast będą nadal obowiązywały w przypadku świń, które będą wprowadzane do stad, do punktów kopulacyjnych i punktów skupu oraz na targi, pokazy, wystawy i konkursy; świń przeznaczonych do uboju ze stad podejrzanych o zakażenie lub zakażonych oraz prosiąt ze stad zakażonych przeznaczonych do chowu w innym gospodarstwie.

Zdaniem Jakubowskiego taka decyzja jest błędna, gdyż powoduje, że system zwalczania tej choroby jest nieszczelny i może spowodować, że program walki z nią nie powiedzie się, a miliony złotych wydanych z budżetu państwa zostaną zmarnowane.

Weterynarze przytoczyli przykład Wielkiej Brytanii, gdzie zlikwidowano świadectwa zdrowia zwierząt, a to spowodowało wybuch pryszczycy u bydła i konieczność likwidacji milionów sztuk krów i bankructwo wielu gospodarstw rolnych. Ponadto zwrócili uwagę, że obecność choroby Aujeszkyego w polskich hodowlach świń, nie tylko uniemożliwia wywóz trzody do innych krajów unijnych, ale także nie chcą jej już kupować Rosja, Białoruś, Kazachstan i Stany Zjednoczone.

"System nadzoru nad chlewniami i nad ubojniami jest dostatecznie bezpieczny. A jeżeli chodzi o obrót zwierzętami, jest pełna ich identyfikacja. Nie ma potrzeby, by utrzymywać ten biurokratyczny wymóg wystawiania świadectw, bo lekarze są od leczenia, a nie od administracyjnych funkcji" - tłumaczył kilka dni temu PAP minister rolnictwa Marek Sawicki.

Jakubowski zaznaczył, że rozporządzenia rządu w sprawie świadectw "dolało tylko oliwy do ognia", gdyż problemy weterynarii nie są rozwiązywane od lat. "Najbardziej nas irytuje niekonsultowanie żadnych spraw dotyczących struktury nadzoru weterynaryjnego - to jest podstawowy problem" - mówił prezes.

Główny Lekarz Weterynarii Janusz Związek zapytany przez PAP we wtorek czy Inspekcja Weterynaryjna poradzi sobie sama bez lekarzy tzw. wolnej praktyki powiedział, że "nie ma na to szans", natomiast decyzji o zniesieniu świadectw zdrowia dla zwierząt przeznaczonych do uboju nie chciał skomentować.