Janusz Kochanowski, rzecznik praw obywatelskich, po raz kolejny kwestionuje przepisy dotyczące przeprowadzenia egzaminu maturalnego. Zgodnie z rozporządzeniem ministra edukacji narodowej, od tego roku, aby zdać egzamin maturalny, należy zdobyć 30 proc. punktów na poziomie podstawowym lub rozszerzonym. Janusz Kochanowski podkreśla, że w ten sposób stosuje się dwa różne mierniki, od których zależy, czy dana osoba może rozpocząć studia.

Jego zdaniem może się zdarzyć, że osoba o wyższym zasobie wiedzy, zdająca egzamin na poziomie rozszerzonym - trudniejszym, nie otrzyma wymaganych 30 proc. punktów, a osoba gorzej przygotowana, która zdawała egzamin na poziomie podstawowym, przekroczy granicę 30 proc. punktów i zda egzamin.

- W konsekwencji osoba o mniejszym zasobie wiedzy zdobędzie wykształcenie średnie i będzie miała możliwość kontynuowania nauki na studiach, a osoba lepiej przygotowana nie - podkreśla Janusz Kochanowski.

Jeszcze w ubiegłym roku ocena uzyskana z egzaminu na poziomie rozszerzonym nie wypływała na wynik matury. Średnie wykształcenie zdobywali ci, którzy uzyskali 30 proc. punktów z egzaminów na poziomie podstawowym. Od tego roku jednak osoby zdające egzamin na poziomie rozszerzonym nie zdają egzaminów na poziomie podstawowym.

Wspomniane rozporządzenie wprowadziło również obowiązkowy egzamin z matematyki od 2010 roku. Rzecznik zauważa, że resort, określając tę datę, kierował się rozkładem zajęć trzyletnich liceów. Jednocześnie bowiem obowiązkowym egzaminem objęto uczniów szkół czteroletnich: techników i liceów plastycznych. Rozpoczynając naukę, byli oni pewni, że matematyka nie jest obowiązkowa na maturze. Tymczasem, jak podkreśla RPO, w jej trakcie zmieniono zasady, co jest niedopuszczalne.

Po raz czwarty rzecznik apeluje też o wprowadzenie procedury odwołania się od wyniku egzaminu. Obecnie przepisy nie przewidują takiej możliwości nawet w przypadku np. złego podliczenia punktów.

JOLANTA GÓRA

jolanta.gora@infor.pl