Wbrew wcześniejszym zapowiedziom Ministerstwa Zdrowia na liście nie znalazły się długo działające analogi insulinowe. Mają być bezpłatne dzięki wpisaniu ich do programu terapeutycznego, do którego pacjenci będą kwalifikowani przez lekarzy diabetologów. Projekt ma być gotowy do końca roku i zacząć funkcjonować w pierwszym kwartale 2011 r. - zapowiedziało MZ.

Na listę leków refundowanych zostały wpisane m.in. pompy insulinowe i ich osprzęt dla osób do 26. roku życia. Do tej pory NFZ finansował zakup pomp tylko w przypadku chorych do 18. roku życia. Refundowane będą również opatrunki stosowane przy przewlekłych schorzeniach skórnych, m.in. źle gojących się owrzodzeniach i tzw. stopie cukrzycowej. Na liście umieszczono 52 nowe opatrunki z odpłatnością 50 proc. W wykazach leków refundowanych został umieszczony również lek stosowany w reumatoidalnym zapaleniu stawów. Dotychczas był on dostępny w ramach terapeutycznego programu zdrowotnego. Dodano też kolejny krótko działający analog insulinowy.

MZ informowało w październiku, że zmiany na liście były możliwe dzięki oszczędnościom powstałym dzięki korzystnym negocjacjom z koncernami farmaceutycznymi.

Z listy refundacyjnej usunięto 43 produkty lecznicze, dokonano 23 obniżek ceny oraz 43 podwyżek. MZ podkreśla, że zmiany na liście oraz wprowadzenie nowych produktów generycznych pozytywnie wpływa na kształtowanie wysokości limitów. W sumie dokonano zmian limitów dla 1198 produktów leczniczych.

"Listy zostały podpisane przez Ministra Zdrowia i skierowane do publikacji w Dzienniku Ustaw w ubiegłym tygodniu"

Prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej Grzegorz Kucharewicz powiedział w czwartek w rozmowie z PAP, że lista refundacyjna została opublikowana w Dzienniku Ustaw w środę bardzo późno - "na kilka godzin przed północą". Podkreślił, że aptekarze nie mieli dość czasu, aby sprawdzić, czy dane wprowadzone wcześniej do systemów komputerowych aptek są zgodne z publikacją w Dzienniku Ustaw. "Niektóre apteki dane weryfikują dopiero w czwartek" - powiedział. Prezes NRA w tej sprawie w czwartek wysłał list do minister zdrowia Ewy Kopacz.

"Sposób prowadzenia prac legislacyjnych, ciągłe zmiany terminów i niejasność niektórych decyzji, stwarzają realne zagrożenie dla rynku farmaceutycznego. Zagrożone jest też bezpieczeństwo pacjentów i sprawne funkcjonowanie aptek" - napisano w liście. W ocenie NRA, to apteki ponoszą koszty finansowe "chaosu towarzyszącego wejściu w życie nowych rozporządzeń refundacyjnych". W liście zaznaczono także, że opublikowana przez MZ lista zawiera błędy dotyczące m.in. kodów kreskowych na niektórych produktach. NRA przypomina także, że sugerowała MZ, aby urzędowe ceny produktów leczniczych i wyrobów medycznych weszły w życie od 1 stycznia wraz ze zmianami stawek VAT.

"Listy zostały podpisane przez Ministra Zdrowia i skierowane do publikacji w Dzienniku Ustaw w ubiegłym tygodniu. Prawdopodobnie w natłoku prac RCL rozporządzenia nie mogły się ukazać wcześniej. Listy były jednak dostępne dla farmaceutów. Od ubiegłego czwartku były zawieszone na stronie internetowej MZ, a wcześniej dostępne były tam ich projekty. Firmom, które opracowują oprogramowanie dla aptek, udostępniliśmy pliki źródłowe z treścią list refundacyjnych. Otrzymali je także wszyscy zainteresowani farmaceuci" - powiedział PAP rzecznik resortu zdrowia Piotr Olechno.

"Nie było decyzji do końca. To był problem, stres. Nie mam już siły tego komentować"

Zmiany cen leków refundowanych wiążą się z koniecznością wprowadzenia nowych danych do systemów komputerowych aptek. Ich pracownicy narzekają, że w związku z tym mają teraz wiele pracy, a czasu na wprowadzenie zmian niewiele.

Izabela Wontek z katowickiej apteki powiedziała PAP, że jej pracowników dotyka teraz wielogodzinna praca przy porównywaniu danych w systemie komputerowym z listą leków refundowanych. "To jest sprawdzanie punkt po punkcie. Zgodnie z prawem wszystkie zmiany powinny być opublikowane dwa tygodnie wcześniej. () Tak jeszcze nigdy nie było" - powiedziała. Zaznaczyła jednak, że nie było bezpośrednich problemów z działaniem apteki.

Pracownicy innych aptek w tym mieście nie chcieli tracić czasu na rozmowę z PAP. "Mamy zamieszanie i stojących w kolejkach klientów, jeszcze sprawdzamy ceny" - mówili.

"Nie było decyzji do końca. To był problem, stres. Nie mam już siły tego komentować" - powiedziała farmaceutka, która w jednej z poznańskich aptek była odpowiedzialna za wprowadzanie danych z listy leków refundowanych.