W 2012 roku powstanie krajowy ośrodek jakości edukacji. Jego główne zadanie to poprawa poziomu nauczania w szkołach.

– Inspektorzy jakości mają aktywniej sprawdzać, co się dzieje w szkołach. To oznacza, że będą mogli nawet wnioskować o odwołanie dyrektora placówki – mówi Katarzyna Hall, minister edukacji narodowej.

Między innymi takie zmiany przewidują przedstawione wczoraj przez resort edukacji założenia do ustawy o jakości edukacji. Krajowy ośrodek jakości edukacyjnej i podległe mu ośrodki regionalne mają zastąpić kuratoria i komisje egzaminacyjne. Z kolei kuratorów i wizytatorów zastąpią inspektorzy jakości edukacyjnej, którzy zajmą się wyłącznie nadzorem pedagogicznym.

Regionalnych ośrodków jakości edukacji ma być 7 – czyli nie będzie ich w każdym województwie. W urzędach wojewódzkich zostaną natomiast utworzone departamenty, gdzie część pracowników, m.in. z kuratoriów, będzie zatrudniona do wykonywania dotychczasowych zadań niezwiązanych z nadzorem.

Zanim zostaną utworzone centra i regionalne oddziały, MEN musi poczekać, aż minister spraw wewnętrznych i administracji zlikwiduje kuratoria. Ma tego dokonać w projekcie ustawy o zmianach w organizacji terenowych organów administracji rządowej. Obecnie gotowe są założenia. Część zmian ma obowiązywać od 1 września 2012 r.

MEN przygotowało również inny projekt ustawy, który przewiduje łączenie szkół. Ma on trafić do konsultacji w ciągu miesiąca. Szkoły będą łączone w grupy na podstawie decyzji samorządów. Jedna lub kilka gmin będzie mogło utworzyć szkołę, np. przedszkolno-podstawową lub gimnazjalno-licealną.

Wprowadzenie tej możliwości jest odpowiedzią na niż demograficzny, który ma spowodować, że w ciągu 10 lat liczba uczniów w gimnazjach i liceach spadnie o 30 proc. Potwierdzają to dane GUS, z których wynika, że do 2020 roku liczba uczniów w wieku 16 – 18 lat zmniejszy się z 1,5 mln do 1 mln.

Samorządy do takiego pomysłu są sceptyczne.

– Będziemy raczej stosować w tym przypadku zasadę złotego środka, a nie za wszelką cenę łączyć lub utrzymywać puste szkoły. Musimy przed wszystkim patrzeć na optymalizację kosztów – mówi Barbara Fröhlich, zastępca dyrektora wydziału edukacji Urzędu Miasta Bydgoszczy.

Tłumaczy, że poszczególnym gminom trudno będzie porozumieć się w sprawie łączenia szkół i zasad ponoszenia kosztów ich prowadzenia.

Jeśli jednak dojdzie do połączenia np. gimnazjum z liceum, to tymi połączonymi placówkami będzie zarządzał jeden dyrektor. W pracy mają mu pomagać koordynatorzy indywidualnych potrzeb uczniów. Dyrektor ma też odpowiadać za ustalenie i realizację planu organizacyjnego szkół. Będzie mógł powierzać nauczycielom zajęcia we wszystkich szkołach zrzeszonych w tej grupie.

– Połączenie gimnazjum i liceum to większa grupa nauczycieli, którym można np. powierzyć zastępstwo. Dodatkowo jest to też korzyść dla ucznia, który może płynnie przejść z jednego poziomu nauczania na wyższy. Zarządzam taką placówką, w praktyce takie rozwiązanie się sprawdza – mówi Jarosław Durszewicz z I Liceum Ogólnokształcącego im. Cypriana Kamila Norwida w Bydgoszczy.

Przyznaje jednak, że najtrudniej jest uzyskać porozumienie o połączeniu szkół w samorządach, np. gdy liceum należy do powiatu, a gimnazjum do miasta.