Tylko co piąty pracodawca, który nie stosuje elastycznego czasu pracy, obawia się wprowadzenia takiego systemu w swojej firmie. Jednak blisko połowa z nich nie zamierza go stosować. Tak wynika z badań pracodawców przeprowadzonych przez Instytut Pracy i Spraw Socjalnych (IPiSS), który sprawdził, w jaki sposób polskie firmy wdrażają np. zadaniowy lub ruchomy czas pracy oraz dłuższe okresy rozliczeniowe.

– 60 proc. ankietowanych firm uznało, że stosowanie elastycznego czasu pracy jest utrudnione z powodu przepisów kodeksu pracy dotyczących m.in. doby pracowniczej, dobowego okresu odpoczynku lub zbyt krótkich okresów rozliczeniowych czasu pracy – mówi Dorota Głogosz z IPiSS.

Podkreśla, że zdaniem większości firm, które już stosują elastyczne zatrudnienie, konieczne jest wydłużenie czasu pracy np. banków, urzędów, poczty i placówek usługowych, bo utrudnia to prowadzenie działalności gospodarczej, a pracownikom załatwianie spraw urzędowych. Osoby zatrudnione we wspomnianych placówkach również mogłyby być objęte elastycznym czasem pracy.

Polacy nadal jednak z rezerwą podchodzą do zmian w organizacji czasu pracy. Ponad połowa ankietowanych pracowników nie wprowadzałaby do niej żadnych zmian.

– Podwładni, w tym zwłaszcza ci, którzy pracują w firmie stosującej już elastyczny czas pracy, są zainteresowani ruchomym czasem pracy. Dzięki temu łatwiej mogą połączyć obowiązki zawodowe i rodzinne – mówi Lucyna Machol-Zajda z IPiSS.

Ten system czasu pracy zakłada, że pracownicy samodzielnie decydują o godzinie rozpoczęcia i zakończenia pracy w danym dniu (muszą ją jedynie rozpocząć w określonym przedziale czasu np. między 6 a 9 rano i zakończyć między 14 – 17).

Z badań IPiSS wynika też, że osoby objęte elastycznym czasem pracy pracują dłużej od tych stosujących sztywne normy czasu pracy (średnio o około 5 godz. miesięcznie) i częściej wykonują tzw. pracę po godzinach (z własnej inicjatywy, bez dodatkowego wynagrodzenia).