Od 2009 roku 55-letnie kobiety, 60-letni mężczyźni czy osoby zatrudnione w niby – trudnych warunkach nie dostają już świadczeń emerytalnych.

Jak teraz te rozsądne decyzje połączyć z niefrasobliwym pomysłem zawieszania wpłat do OFE? Zlikwidowaniem jedynej pewnej rezerwy na finansowanie przyszłych emerytur dla dzisiejszych 30- i 40-latków? Jesteśmy jedynym krajem w UE, który chce na tak wielką skalę podnieść wypłacalność publicznego systemu emerytalnego. OFE nie działa idealnie. Ale może lepiej je poprawiać, niż skazywać nas wyłącznie na niepewne pieniądze z ZUS.

Przez lata byliśmy przekonywani, że mamy nowoczesny, gwarantujący bezpieczeństwo system. Co więcej powstawał w konsensusie politycznym – był wprowadzany przez „związkowy” rząd. Teraz nagle mówi się, że jest całkowicie zły. Skutkiem jego likwidacji będzie to, że rządzący nie będą już w stanie przekonać Polaków do żadnych systemowych, koniecznych, bolesnych zmian. Efekt działań rządu będzie opłakany, na przekór rozsądnym decyzjom z początku kadencji.