"Najważniejsze jest, by spowodować, że emerytury będą stabilniejsze i wyższe" - podkreśliła Fedak. Dodała, że od ok. półtora roku regularnie wskazuje, że system emerytalny jest bardzo kosztowny i niekorzystny z punktu widzenia finansów publicznych. "Nas na taki kosztowny system nie stać" - dodała.

W środę media poinformowały, że premier Donald Tusk na jednym z niedawnych spotkań organizowanych z okazji jubileuszu 3 lat gabinetu powiedział, że rząd ma plan B, jeżeli chodzi o ograniczanie deficytu finansów i długu publicznego. Miałby on polegać na tym, by na dwa lata zawiesić przekazywanie do Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE) składek potrącanych od pensji pracowników.

Obecnie do ZUS trafia 12,2 proc., natomiast do OFE 7,3 proc. pensji pracowników.

"Rząd podjął trudną próbę negocjacji z Unią Europejską odpisania długu, który jest w portfelu OFE, od długu publicznego. Ta próba niezupełnie się powiodła, więc należy przyjąć inne rozwiązania, by nie przekroczyć progu ostrożnościowego 55 proc. PKB" - powiedziała PAP Fedak.

Minister przypomniała, że ma gotowy projekt ustawy przewidujący możliwość wychodzenia z OFE albo nieprzystępowania do tych funduszy przez osoby dopiero rozpoczynające pracę zawodową. "Jeżeli będzie taka potrzeba, projekt ten może w każdej chwili być przedmiotem obrad Rady Ministrów" - dodała. Jej zdaniem, teraz jest na to większa szansa.

W opinii Fedak możliwe jest zawieszenie przekazywania składki do OFE na okres 2-3 lat, jak zrobiła np. Estonia. "Możliwe jest też rozwiązanie polegające na daniu ubezpieczonym możliwości decydowania o tym, czy chcą w ogóle należeć do OFE, jak zrobiła to Słowacja czy Węgry" - dodała.

"Możliwe jest też zmniejszenie składki, która trafia do OFE, ale tu inicjatywa należy do ministra finansów" - powiedziała Fedak.

Zaznaczyła, że reforma emerytalna sprzed 10 lat nie polegała na tym, że stworzono system kapitałowy, w którym składka kierowana do OFE wynosi 7,2 czy 3 proc. wynagrodzenia. "Można ją więc zmniejszyć, jak zrobiły to inne kraje" - zaznaczyła minister.