Wczoraj w „DGP” opisaliśmy przygotowywane przez resort zdrowia założenia do zmiany przepisów o ubezpieczeniach zdrowotnych. Zakładają one m.in. że każdy będzie mógł uzyskać pomoc lekarską bez konieczności wylegitymowania się drukiem RMUA, co sprawi, że opieką lekarską objęto by pół miliona osób, które dziś są poza systemem a świadczenia medyczne byłyby dostępne dla wszystkich. Te pomysły wzbudziły poruszenie wśród ekspertów. – Musiałbym rzec, że to idiotyzm – mówi nam jeden z nich. I nie chce komentować pod nazwiskiem.

Ludzie nie będą płacić

– Korzyść z mniejszej biurokracji jest istotna, ale nie wiadomo, jaki byłby ostateczny bilans takich zmian. Można spodziewać się, że składki na NFZ spadną – mówi nam Tomasz Jędorowicz, specjalista z zespołu ds. sektora ochrony zdrowia PricewaterhouseCoopers.

Przeciwnicy pomysłu obawiają się, że z opłacania składek zrezygnują ci, którzy teraz robią to dobrowolnie, by mieć dostęp do leczenia. – Na koniec 2009 r. osób zarejestrowanych w NFZ dobrowolnie było 26,8 tys., w tym 23,3 tys. płatników, a reszta to członkowie ich rodzin – mówi Andrzej Troszyński z NFZ. Składka wynosi dziś ok. 305 zł miesięcznie, co dałoby ubytek rzędu 85 mln zł rocznie.

Podobnie z tymi, którzy zatrudniają się na część etatu u znajomych, by mieć opiekę lekarską. Także przedsiębiorcy nawet w czasie dekoniunktury nie zawieszają działalności jednoosobowych firm, bo obawiają się, że jeśli zachorują, za leczenie zapłacą z własnej kieszeni. Także oni mogliby zrezygnować z odprowadzania składek.

To dobre dla szpitali

Niezależnie od osób, które składki płacą, a mogłyby przestać, do systemu włączona zostanie półmilionowa rzesza nieubezpieczonych. Do tego dochodzą osoby z polskim dowodem, ale mieszkające za granicą, które coraz częściej odwiedziny w Polsce wykorzystują do podreperowania zdrowia.

Skorzystać mogą za to szpitale. Nie będą musiały sprawdzać papierowych dowodów ubezpieczenia pacjentów ani dochodzić kosztów leczenia od nieubezpieczonych. – Na razie wolimy nie komentować tych propozycji, bo trochę im nie dowierzamy – mówi nam jeden z dyrektorów.

Ubezpieczenie na dowód? Dziwny pomysł

Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu

Przyznanie prawa do opieki medycznej tylko na podstawie dowodu osobistego i bez kontroli, czy ktoś jest ubezpieczony, to pomysł dziwny i karkołomny. Niesie też ze sobą wiele zagrożeń. Rozumiem intencje zmniejszenia biurokracji, ale koszty tego rozwiązania nie są znane i trudno byłoby je oszacować. Przyznanie opieki medycznej wszystkim posiadaczom dowodów osobistych spowoduje na pewno spadek odprowadzanych do NFZ składek, np. od osób dobrowolnie ubezpieczonych. Może ograniczyć liczbę rejestrujących się bezrobotnych, ale liczba osób bez pracy od tego się nie zmieni.

Najprostszym rozwiązaniem, stosowanym w wielu krajach, jest podawanie przez pacjenta numeru identyfikacyjnego. Mógłby to być PESEL lub NIP, na których podstawie sprawdzano by, czy dana osoba zapłaciła składkę. W USA wykorzystywany jest do tego numer ubezpieczenia socjalnego.

ola