W najbliższą niedzielę przechodzimy na czas zimowy – przesuniemy wskazówki z godziny trzeciej na drugą. Osoby, które w tym czasie pracują, spędzą na stanowiskach dziewięć zamiast ośmiu godzin. A to oznacza, że przekroczą dobową normę czasu pracy (osiem godzin). Za dziewiątą godzinę pracy będzie im przysługiwało wynagrodzenie wraz z dodatkiem za pracę w nadgodzinach. Wyniesie on albo 50 proc., albo 100 proc. wynagrodzenia, jeśli praca w godzinach nadliczbowych przypadła w porze nocnej albo w niedzielę, która według grafiku nie jest dla pracownika dniem pracy (ale wykonywał on swoje obowiązki np. z powodu konieczności usunięcia awarii lub prowadzenia akcji ratowniczej w celu ochrony życia). Dodatek w wysokości 100 proc. przysługuje też w razie pracy w godzinach nadliczbowych w święto (niebędące dla podwładnego zwykłym dniem pracy) i w dni wolne udzielone pracownikowi w zamian za pracę w niedzielę lub święto.

Sytuacja będzie odwrotna w marcu, gdy zmienimy czas zimowy na letni. Wskazówki zegara przesuniemy wtedy z drugiej na trzecią. Osoby, które w tym czasie będą wykonywały pracę, spędzą w niej siedem, a nie osiem godzin. Nie przepracują zatem obowiązującego ich wymiaru czasu pracy (będą pracować o godzinę krócej). Za tę brakującą godzinę pracownik powinien otrzymać wynagrodzenie przestojowe, gdyż był gotowy do pracy w pełnym wymiarze, ale nie mógł jej wykonać nie ze swojej winy. Wysokość tzw. przestojowego powinna być określona np. w regulaminie wynagradzania. Jeśli kwota ta nie została wyodrębniona, pracownik powinien otrzymać za ten czas 60 proc. pensji, ale nie mniej niż stawkę minimalną.