O ostatecznym kształcie projektu ustawy o racjonalizacji zatrudnienia w administracji publicznej ma dzisiaj zdecydować Rada Ministrów. Jak ustaliliśmy, zapowiada się ostra walka o pieniądze zaoszczędzone na zwolnieniach. Chodzi o około 1 mld zł rocznie.

Szefowie urzędów, w zamian za wycofanie się z kilkuset uwag zgłoszonych w trakcie uzgodnień i udzielenie zgody na zwalnianie co najmniej 10 proc. pracowników, zażądali na czwartkowym posiedzeniu komitetu Rady Ministrów pozostawienia im pieniędzy z przyniesionych w trakcie zwolnień oszczędności. Zgadza się na to Michał Boni, minister w kancelarii premiera, który jest odpowiedzialny za przygotowanie ustawy. To już kolejne ustępstwo. Wcześniej ochronę przed zwolnieniem zyskały niektóre urzędy i stanowiska.

Na pozostawienie w urzędach pieniędzy nie chce się zgodzić minister finansów. Argumentuje, że jednym z celów projektu ustawy było ograniczenie wydatków w związku z trudną sytuacją finansów publicznych.

– Mam nadzieję, że nie będziemy musieli zwracać do budżetu zaoszczędzonych po zwolnieniach pieniędzy – mówi Jacek Olbrycht, dyrektor generalny Ministerstwa Obrony Narodowej.

Tłumaczy, że dzięki temu urzędom łatwiej będzie konkurować o specjalistów na rynku pracy i podwyższać pensje pozostałym pracownikom.

Propozycję zwalniania bez oszczędności krytykują jednak organizacje pracodawców.

– Zaoszczędzone pieniądze mogą być przez szefów urzędów przekazywane dla urzędników na nagrody uznaniowe, które nie są motywacyjne – mówi Adam Ambrozik, ekspert Pracodawców RP.

Jego zdaniem pozostawienie tych pieniędzy w urzędach przy braku efektywnego systemu motywacyjnego jest marnotrawstwem.

Przyjęta przez komitet ostatnia wersja ustawy przewiduje też ochronę dla kolejnej grupy urzędników. Tym razem będą to przyszli absolwenci Krajowej Szkoły Administracji Publicznej (KSAP). Stanie się tak, bo budżet płaci za wykształcenie tam jednego urzędnika blisko 200 tys. zł. Absolwenci KSAP zostaną dopisani do chronionych działaczy związkowych czy społecznych inspektorów pracy. Ta grupa osób nie będzie mogła być zwolniona, ale pracodawca będzie mógł im wypowiedzieć warunki pracy i płacy.

– Nie udało się przekonać Michała Boniego do wyłączenia z redukcji urzędników mianowanych – mówi Sławomir Brodziński, szef Służby Cywilnej.

Podkreśla, że przyszli absolwenci KSAP nie będą wliczani do stanu zatrudnienia w urzędach. Wliczani nie będą też m.in. kierownicy, audytorzy czy główni księgowi. Do tego dojdą też osoby, które w dniu wejścia w życie ustawy (1 stycznia 2011 r.) przebywają na urlopie ojcowskim, wychowawczym czy macierzyńskim. W efekcie po odliczeniu tych stanowisk i chronionych osób może się okazać, że na 100 pracowników zatrudnionych w urzędzie jest wykazywanych 80. Ostatecznie dyrektor generalny będzie więc musiał zwolnić 8, a nie 10 pracowników. Rząd szacuje, że pracę straci 28 tys. urzędników – najwięcej, bo 48 proc., zwalnianych będzie w województwie mazowieckim.