Wskutek nieścisłości artykułu czytelnicy mogli odnieść wrażenie, że eurodeputowani chcą wprowadzić w każdym kraju członkowskim minimalną pensję na poziomie 60 proc. średniego wynagrodzenia. W rzeczywistości problem jest bardziej złożony. „Systemy odpowiedniego dochodu minimalnego muszą wynosić przynajmniej 60 proc. mediany dochodu w danym państwie” – tak dosłownie brzmi najważniejszy fragment rezolucji PE. Według Europejskiego Badania Dochodów i Warunków Życia EU-SILC 2008 wartość mediany dochodu do dyspozycji w Polsce oszacowano na 15 720 zł rocznie. Wprowadzenie w życie rezolucji oznaczałoby więc, że minimalny dochód musiałby wynosić nie mniej niż 786 zł miesięcznie. Pensja minimalna w Polsce już teraz jest wyższa i wynosi 1317 zł.

Przeciwko przyjętej przez PE rezolucji protestują przedsiębiorcy. Już 18 października, jeszcze przed naszym artykułem (i przyjęciem rezolucji przez PE) alarm podnieśli Pracodawcy RP. Obawiają się, że propozycja doprowadzi do podniesienia płacy minimalnej. Rezolucję krytykuje też Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych „Lewiatan” oraz Business Centre Club.

Pracodawcy obawiają się, że kierowani dobrymi intencjami europarlamentarzyści dali potężny oręż związkowcom i politykom domagającym się podwyższenia płacy minimalnej. Postulat podniesienia jej do poziomu 60 proc. średniej płacy krajowej związkowcy z „Solidarności” wpisali na sztandary już trzy lata temu. Za podniesieniem minimalnych uposażeń są też politycy z komisji zatrudnienia i spraw socjalnych PE. Eurodeputowany PiS Tadeusz Cymański mówi wprost: „Płaca minimalna powinna mieć taką wysokość, by robotnik za takie wynagrodzenie mógł utrzymać żonę i dziecko”. To otwiera dyskusję, czy w tym przypadku, stosując wytyczne PE, minimalny miesięczny dochód powinien wynosić nie 786 zł, ale trzykrotność tej kwoty, czyli 2358 zł. I właśnie takiej presji płacowej – wynikającej z pozornie niegroźnej rezolucji – obawiają się przedsiębiorcy. Wszystkich czytelników, których nieścisłości w artykule wprowadziły w błąd, bardzo przepraszam.