Nie ma drugiego kraju w Europie, w którym obowiązywałby tak zły system stypendialny. Z analiz Banku Światowego i OECD wynika, że stypendia w Polsce są za niskie i zbyt często trafiają do studentów, którzy ich nie potrzebują. Lepiej pomoc dzielą organizacje pozarządowe.

Z raportu przygotowanego przez Fundację Moje Stypendium wynika, że wartość środków pozarządowych, które udało się zgromadzić i przeznaczyć na tzw. stypendia niepaństwowe, przekroczyła w ubiegłym roku 500 mln zł. Średnia wysokość wsparcia wyniosła 500 zł miesięcznie. Dla porównania ze środków budżetowych na pomoc socjalną i naukową dla studentów rząd przeznaczył ok. 1,5 mld zł, a średnia wysokość pomocy to 180 zł.

– Za mało, żeby ci, którzy jej potrzebują, mogli się utrzymać, nie mówiąc już o zakupie niezbędnych podręczników i pomocy naukowych – komentuje socjolog Anna Giza-Poleszuk.

Nie tylko prestiż

Pula pieniędzy, którą dysponują prywatni sponsorzy nauki, z roku na rok rośnie. Jest to m.in. efekt zmian w przepisach, które od ubiegłego roku umożliwiają firmom odpisanie od podatków kwot przeznaczanych na stypendia. Specjalne fundusze dla młodych ludzi z Płocka i okolic stworzył m.in. PKN Orlen. Na liście uczelnianych sponsorów jest również m.in. NBP, Prokom czy BRE Bank. Także coraz więcej małych i średnich firm gotowych jest wspierać słuchaczy uczelni. Robi to m.in. nieduża warszawska firma informatyczna Twins, która wspiera mniej zamożnych studentów z Akademii im. Koźmińskiego.

Dla biznesu fundowanie stypendiów na uczelniach to nie tylko reklama i tworzenie dobrego wizerunku, ale także możliwość pozyskania pracowników w przyszłości. Taki system od lat popularny jest m.in. w Stanach Zjednoczonych, gdzie największe firmy wykładają miliony dolarów na stypendia dla najzdolniejszych uczniów czy sportowców z mniej zamożnych rodzin.

Coraz lepiej radzą sobie też w tworzeniu systemów stypendialnych samorządy lokalne. Potrafią nie tylko przeznaczyć na ten cel część swoich budżetów, ale coraz skuteczniej zdobywają środki z Unii Europejskiej.

Nysa prymusem

To właśnie samorządowcy najtrafniej potrafią określić, kto w gminie rzeczywiście potrzebuje pieniędzy na naukę – mówi Zofia Sopijaszka z Fundacji Edukacji Przedsiębiorczości.

Jednym z samorządów, które wypracowały najbardziej skuteczny system wspierania studentów, jest Urząd Miasta Nysa. Od kilku lat rada miejska przeznacza od kilku do kilkunastu tysięcy złotych na pomoc dla studentów Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Nysie. Każdy z uczniów, który musiałby dojeżdżać więcej niż 20 km na zajęcia, dostaje do 200 zł na wynajęcie mieszkania lub opłacenie akademika. – Miastu taka inwestycja zwraca się z nawiązką, bo studenci, którzy do nas przyjeżdżają, wydają tu pieniądze: kupują żywność, książki, ubrania, chodzą do kina – wylicza Michał Baziuk z urzędu miejskiego. – Zarabia na nich lokalny biznes, a także my, bo więcej wpływa do kasy z tytułu podatków.

Rząd od przyszłego roku akademickiego chce zmienić system stypendialny. Z budżetu mają być głównie finansowane stypendia socjalne. Premie za wyniki w nauce ma fundować biznes i instytucje pozarządowe.