Brak takiej definicji powoduje, że obecnie niektóre apteki sprzedają leki z przepisu lekarza w sieci. Nazywają to sprzedażą pełnomocniczą. Proceder polega na tym, że pacjent zamawia towar na stronie internetowej, a w prawdziwej aptece odbiera go jego pełnomocnik, którym zwykle jest kurier.

Projekt nowelizacji ustawy – Prawo farmaceutyczne ma uniemożliwić takie praktyki. Określa bowiem, że wysyłkową formą sprzedaży leków będzie każda umowa zawierana z pacjentem bez jednoczesnej obecności obu stron i przy wykorzystywaniu środków porozumiewania się na odległość. Środkiem takim może być drukowany lub elektroniczny formularz zamówienia, list seryjny w postaci drukowanej lub elektronicznej lub reklama prasowa z wydrukowanym formularzem zamówienia. Każda z tych metod zostanie uznana za wysyłkową sprzedaż leków.

Wynika z tego, że już samo wypełnienie formularza w sieci sprawi, iż transakcja zostanie uznana za wysyłkową. A tym samym za nielegalną w przypadku leków na receptę. Prawo farmaceutyczne dopuszcza bowiem handel internetowy jedynie tymi medykamentami, na które nie jest potrzebna recepta. Leku na receptę nie można kupić w ten sposób.

– Definicja wysyłkowej sprzedaży jest potrzebna, gdyż jej brak wprowadza sporą niepewność prawną i prowadzi do chaotycznych działań – mówi Ewa Rutkowska, partner w kancelarii Baker & McKenzie.

Dodaje jednak, że handel lekami na receptę w internecie nie jest niebezpieczny, co pokazują doświadczenia innych państw. Wystarczyłoby wprowadzić przepisy zabezpieczające sytuację pacjenta.