Kolejne 10 proc. dyrektorów stwierdziło, że nie wie, czy takie przypadki miały miejsce w kierowanej przez niego placówce. Badanie przeprowadzono w 2 tys. szkół.

O zachowaniu uczniów wskazującym na używanie dopalaczy dyrektorzy dowiadywali się najczęściej od innych uczniów, rodziców, nauczycieli, policji lub straży miejskiej. W jednym z monitorowanych gimnazjów znaleziono opakowanie po dopalaczu, a w jednej ze szkół ponadgimnazjalnych uczeń stracił przytomność w wyniku użycia takiej substancji. Okazało się także, że dopalacze są dość częstą przyczyną nieobecności uczniów na lekcjach. Tak uważa 6,35 proc. pedagogów lub psychologów szkolnych.

14 proc. przepytywanych przez kuratorium dyrektorów śląskich szkół przyznało także, że w pobliżu ich placówek znajdują się sklepy prowadzące sprzedaż dopalaczy. W jednym przypadku reklamy dopalaczy pojawiały na ogrodzeniu szkoły.

Według kuratorium zdecydowana większość dyrektorów wykazała się wystarczającą wiedzą na temat zagrożeń wynikających z używania przez uczniów dopalaczy. Jako źródło informacji na ten temat wskazywali głównie media, internet i placówki doskonalenia nauczycieli. Informacji o niebezpieczeństwie używania takich substancji nie miało 8 proc. dyrektorów.

ew