– Osoba, która chce otrzymywać stypendium na kierunku zamawianym, musi podpisać umowę z uczelnią, w której zobowiązuje się, że jeśli z własnej winy przerwie studia, będzie musiała zwrócić uczelni to stypendium – mówi Mirosław Łukaszuk z Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej.

Taką możliwość uczelniom dało Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW). Ale resort nauki nie stworzył katalogu przyczyn, z powodu których można się domagać zwrotu przyznanego stypendium. MNiSW wyjaśnia, że powinny być one określone w regulaminie uczelni. Na kierunku zamawianym, czyli tym, który resort nauki uznał za deficytowy pod względem absolwentów na rynku pracy, stypendium wynosi tysiąc złotych miesięcznie.

Oddadzą je m.in. ci studenci, którzy nie uczęszczają na zajęcia. Część uczelni po prostu wstrzymuje ich wypłatę. Dotyczy to osób zawieszonych w prawach studenta oraz tych, które zrezygnowały ze studiów lub są na urlopie dziekańskim.

– O tym, czy student zwróci pieniądze, czy jedynie utraci prawo do ich pobierania, decyduje komisja stypendialna – mówi Danuta Pawłowicz z Wyższej Szkoly Zawodowej w Elblągu.

Część regulaminów wogóle nie przewiduje możliwości zwrotu tego stypendium.

– Gdy składaliśmy regulamin do Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego (RGSW), zaproponowaliśmy, żeby uczelnia mogła się domagać zwrotu pieniędzy, jeśli student przerwie naukę bez względu na przyczynę – mówi Róża Kubacka-Ujma z Politechniki Częstochowskiej (PC).

RGSW nie zaakceptowała jednak tego przepisu.