Pięć lat temu szef firmy zarabiał średnio dziesięć razy więcej niż pracownik, teraz niespełna siedem razy więcej. Wszystko dlatego że coraz bardziej ceni się pracę specjalistów.
Publikacja: 11 października 2010, 03:00 Aktualizacja: 11 października 2010, 13:00
Po raz pierwszy w historii polskiej gospodarki po roku 1990 zmniejszyła się różnica pomiędzy wynagrodzeniami robotników i menedżerów w firmach produkcyjnych.
W ciągu ostatniego roku szefowie zarządów spółek zarobili średnio o 2,6 proc. mniej niż w roku 2008. Więcej natomiast, i to aż o 6 proc., dostali fachowcy: mechanicy, elektrycy, operatorzy maszyn. Wnioski z ostatniego raportu firmy badawczej Sedlak & Sedlak zaskoczyły nawet przeprowadzających analizę ekspertów. – Pierwszy raz od transformacji zarobki szeregowych pracowników rosną szybciej niż menedżerów – mówi Kaziemierz Sedlak, szef firmy badawczej.
Z analizy wynagrodzeń w 190 spółkach produkcyjnych wynika, że szef firmy zarabia niespełna siedmiokrotność pensji szeregowego pracownika. Oczywiście wysokość stawek na liście płac zależy od wielkości, obrotów i zysków firmy, ale średnia dyrektorska to ok. 21 tys. zł, a robotnicza – 3,1 tys. zł.
Co więcej, wszystko wskazuje na to, że różnica ta będzie dalej się zmniejszać, bo popyt na pracę fachowców jest znacznie większy niż na pracę menedżerów.
Potwierdzają to dane GUS, z których wynika, że aż 65 proc. wakatów, które pojawiły się na rynku pracy w pierwszym półroczu tego roku, to stanowiska dla absolwentów szkół zawodowych i technicznych. Firmy usilnie poszukują dobrych murarzy, elektryków, mechaników. Tych jednak brakuje, bo wiele osób, choć ma papiery potwierdzające ukończenie szkoły lub kursu, nie zna nowych technologii i nie potrafi obsługiwać nowoczesnych maszyn i urządzeń.
– To wina naszego systemu edukacji – mówi prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Polityki Socjalnej. W ciągu ostatnich 10 lat zlikwidowano w Polsce ponad 4 tys. szkół technicznych i zawodowych, a te, które zostały, mają z reguły warsztaty i nauczycieli zawodu z poprzedniej epoki. Absolwenci trafiają na rynek pracy, ale niewiele umieją.
Drugą przyczyną niedoboru fachowców jest emigracja. Z prawie dwóch milionów Polaków, którzy po 2004 r. wyjechali do pracy na Zachód, 75 proc. stanowią ludzie z zawodowym i technicznym wykształceniem. Ciągną ich tam zarobki, zwykle 4 – 6 razy wyższe niż w Polsce. Znaczna część wyjeżdżających to budowlańcy, których Wyspy znów potrzebują, w miarę jak zbliża się olimpiada w 2012 roku.
Drenaż fachowców zwiększy się w przyszłym roku, gdy rynki pracy otworzą Niemcy i Austria. Z prognoz Instytutu Pracy i Polityki Socjalnej wynika, że z ofert pracy u zachodnich sąsiadów skorzystać może 400 – 500 tys. wykwalifikowanych robotników. – Aby zatrzymać najlepszych ludzi, polskie firmy będą musiały podnosić stawki – mówi Kabaj.
Z raportu Sedlak & Sedlak wynika, że 60 proc. firm produkcyjnych planuje w przyszłym roku podwyżki wynagrodzeń dla fachowców. Co gorsza, w ciągu najbliższych 5 lat nie ma raczej szans na zaspokojenie rosnącego popytu na wykwalifikowanych robotników. Świadczą o tym dane dotyczące przyszłych absolwentów: w latach 2011 – 2015 na rynek pracy trafi niespełna 1,2 mln uczniów z dyplomami szkół zawodowych i ponad 2 mln absolwentów szkół wyższych.
Równi i równiejsi
Według Eurostatu w 2008 r. (najnowsze dostępne badania) średnia pensja 20 proc. najbogatszych mieszkańców całej Unii Europejskiej była pięciokrotnie wyższa niż przeciętne wynagrodzenie w grupie 20 proc. najuboższych obywateli Wspólnoty.
● Czesi blisko Skandynawów
O ile fakt, że najmniejsze dysproporcje w zarobkach występują w krajach skandynawskich (np. w Szwecji najbogatsi zarabiają średnio tylko 3,5-krotnie więcej niż najbiedniejsi) nikogo pewnie nie zdziwi, to już fakt, że w grupie tej znalazły się także Słowenia, Czechy i Słowacja, może być zaskoczeniem. Jedna piąta najlepiej zarabiających Czechów i Słowaków ma pensje tylko o 3,4 razy wyższe niż 20 proc. najgorzej opłacanych pracowników.
● Polska jak Niemcy
Według Eurostatu nasz kraj idealnie wpisuje się w unijną średnią. Nad Wisłą w 2008 r. najlepiej zarabiający otrzymywali 5,1 razy wyższe pensje niż ich koledzy z najniższych szczebli płacowych. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że rok wcześniej współczynnik ten wynosił 5,3, co potwierdza tezę, że różnice w wynagrodzeniach w naszym kraju wyraźnie się zmniejszają. Co więcej, osiągnęły już poziom wielu krajów zachodnich – Niemiec, Włoch czy Hiszpanii.
● Łotwa po rumuńsku
7,3 razy więcej zarabiali w 2008 r. najbogatsi mieszkańcy Łotwy w porównaniu ze swoimi najuboższymi kolegami. To niechlubny unijny rekord, który przyćmił nawet wynik Rumunii (7,0 w porównaniu z 7,8 rok wcześniej) oraz Bułgarii (6,5).
1: Wiesiek z IP: 89.231.184.* (2010-10-11 08:14)
A może by tak coś napisać jak wyglądają zarobki i odprawy komisarzu UE
2: W Polsce skala zarobków to CHOROBA!!!! z IP: 213.172.175.* (2010-10-11 08:36)
Szef Firmy nie powinien zarabiać więcej niż 2-krotność zarobków pracownika!!! I żaden młokos po studiach nie powinien od razu zostawać szefem!!! Bo nie ma on żadenego doswiadczenia ani życiowego, ani zawodowego. Jest po prostu matoł zawodowy. On ma tylko wiedzę książkową, która to najczęściej diametralnie różni się od rzeczywistości.
Dawniej taka zasada wynagradzania właśnie była. To skutkowało lepszymi stosunkami międzyludzkimi, większym poszanowaniem wzajemnym, zahamowaniem nienawiści, lepszą współpracą, lepszymi efektami pracy, większą chęcią pomocy w nauce innych i pomocy wogóle, itd. Nie było hamstwa i podkopywania kolegów.
Po szkole winna być jedna droga doświadczenia zawodowego: taśma lub praca umysłowa na najniższych stołkach,potem brygadzista, mistrz,kierownik,specjalista, dyrektor. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to jest największy matoł i największy materialista, który to nawet zabił by drugiego dla osiagnięcia wysokich, tylko swoich zarobków. Tak właśnie teraz sie dzieje, bo jest za duża różnica w zarobkach oraz niedoświadczone młodziki swój staż zaczynają od razu od wysokiego stołka, bo... mają protekcje, a nie doświadczenie zawowode!
3: keszet z IP: 89.78.40.* (2010-10-11 08:49)
Są Fachowcy i "fachowcy". Ci pierwsi w dużych aglomeracjach faktycznie nieźle zarabiają. Do wybranych hydraulików, glazurników czy murarzy-malarzy trzeba czekać w kolejce na ich wolne terminy. Np. w Warszawie zarobki takich panów (przeważnie nieopodatkowane) wynoszą przeciętnie ok. 8000/mies. Ale, co trzeba przyznać, są to ludzie pracujący profesjonalnie i rzetelnie, przeważnie 6 dni w tygodniu od 7 rano do 7 wieczór. Dlatego też mają tyle pracy, bo są polecani przez jednych klientów innym. I tak w zasadzie powinno być.
4: indian joe z IP: 213.77.27.* (2010-10-11 09:08)
Rosną szybciej - to nic dziwnego skoro startują z poziomu często żenująco niskiego, to wiadomo że wzrost może być duży, jeżeli dodamy że dyrektorów i kierowników w bruk a specjalistów i siły roboczej nie to kolejny argument za spektakularnym wzrostem. HOWG
5: ALA z IP: 79.163.228.* (2010-10-11 09:28)
MINISRERSTWO INFRASTRUKTURY WYNIOSŁO SWOJE BIURA NA PROWINCJĘ- NP. DO LUBLINA GDZIE ZA GROSZE WYMAGA SIĘ OD SPECJALISTÓW PRACY ZA KTÓRĄ W WARSZAWIE TRZEBA BY BYŁO ZAPŁACIĆ OD 5000- 10000 TYŚ ZŁ A NA PROWINCJI ZA 1500ZL TAK WYZYSKUJE SIĘ POLAKÓW PRZEZ POLAKÓW W POLSCE . TO POPROSTU ŚWIŃSTWO JAK RZĄD NISZCZY SAN LUDZI KTÓRZY MAJĄ ZDOLNOŚCI WYKSZTAŁCENIE W TAK CHAMSKI SPOSÓB.
6: BOS z IP: 87.206.25.* (2010-10-11 09:45)
Szef ponosi ryzyko, inwestując cały majątek nię będzie zarabiał 2 razy więcej niż pracownik. Jaki sens ma ponoszenie ryzyka za 4000zł, po co to komu.
Szef musi zarabiać 10-20 razy więcej, inaczaj nikt by nie zakładał firmy.
Po to zatrudniam 40 osób.
7: magister z IP: 91.142.204.* (2010-10-11 09:49)
3: keszet - Dokładnie. Sam znam takich fachowców i np. facet, który mi robił płytki w łazience ma zleceń na co najmniej 3-4 miesiące w przód. Teraz to fachowcy (ci prawdziwi) stawiają warunki. Tyle, że właśnie za taką pracę się to należy, bo robota jest ciężka, brudna, a do tego tak jak piszesz, często po 12h dziennie przez 6 dni w tygodniu. Ciekaw jestem ilu "wykształconych" by w takiej pracy wytrzymało.
8: apli koko z IP: 79.191.247.* (2010-10-11 14:48)
ale stek bzdur, po pierwsze to chyba menedzer goni pracownika, ale jak burą..s...ę. Po drugie wiedza robotnika to tydzień przeszkolenia. Nauka kładzenia płytek dwa dni, jeśli facet tego nie potrafi i zamawia kogoś to żona lub dziewczyna powinna się zastanowić z jakim dupą się związała. A jęsli ktoś jest zaradny i prowadzi firmę budowlaną, kładzie kafle to nie jest to robotnik tylko pan swojego interesu, jest sobie szefem dlatego dobrze zarabia. Proszę nie porównywać wiedzy nabywanej latami do umiejetności kładzenia kafli bo to śmieszne. Szanujmy się ale nie fanzolmy od rzeczy.
9: SZEF z IP: 94.254.181.* (2010-10-11 20:41)
do 8
,,DEBIL''
10: apli koko z IP: 79.191.236.* (2010-10-12 10:30)
do 9 " debil - upośledzony umysłowo w stopniu lekkim...bardzo się cieszę.
O tobie da się jedynie powiedzieć "idiota"( idiota - upośledzony umysłowo w stopniu ciężkim;) widać u Ciebie głębokie upośledzenie umysłowe. .Nie wiem co Ci się nie podoba w mojej wypowiedzi, skąd takie wnioski, wnioskuje że to taka reakcja jak u zwierząt, bez namysłu, czysta akcja - reakcja, tępy populista, który ma starego robola poczuł się obrażony. Po drugie jestem za tym żeby poprawił sie los robotników stąd pierwsze zdanie. Nie znam zakładu gdzie fachowcy poza informatykami, i innymi inż. spec są w jakiś sposób szanowani, i o takich chodziło w tym artykule, nie o łopatologów. Więc czytaj ze zrozumieniem matołku
Czy pracodawca musi osobiście dostarczyć do ZUS zaświadczenie o przychodzie

Zakład Ubezpieczeń Społecznych daruje właścicielom firm niektóre zaległości. Wnioski o umorzenie powinni móc składać także wspólnicy spółki.