O tym, jak zmieni się polskie prawo, jeśli proponowane przepisy wejdą w życie, mówił w środę na konferencji prasowej w Warszawie poseł do Parlamentu Europejskiego Tadeusz Cymański, który jest członkiem komisji pracujących nad dyrektywą.

W myśl projektowanych zapisów w krajach UE każdej kobiecie po urodzeniu dziecka - niezależnie od tego, czy jest zatrudniona na podstawie umowy o pracę, o dzieło, czy prowadzi własną działalność gospodarczą - przysługiwałoby 18 lub 20 tygodni w pełni płatnego urlopu, natomiast mężczyznom - dwa tygodnie. Po powrocie z urlopu obowiązywałby 6- lub 12-miesięczny okres ochrony stosunku pracy - pracownica nie mogłaby być zwolniona, miałaby gwarancję powrotu do pracy na tych samych warunkach. O ostatecznym kształcie dyrektywy zdecydują europosłowie na najbliżej sesji PE w Strasburgu.

Dyrektywa budzi kontrowersje

Jak mówił Cymański, dyrektywa budzi kontrowersje, ponieważ - choć obowiązuje zgoda co do tego, że ze względu na sytuację demograficzną w Europie trzeba wprowadzać rozwiązania prorodzinne - są one kosztowne.

"W Polsce mamy dość długie urlopy macierzyńskie w porównaniu z innymi krajami UE, wprowadzenie tej dyrektywy zwiększyłoby jednak ochronę kobiet po powrocie do pracy, zrównałoby także sytuację matek zatrudnionych na etacie z tymi, które np. prowadzą własne firmy. Będzie także okazją do dyskusji na temat polskiej polityki prorodzinnej, która z kolei na tle innych państw europejskich wypada raczej słabo" - mówił Cymański.