Pomysł, którego autorem jest minister w Kancelarii Premiera Michał Boni, może jednak przegrać z powodzią i trudną sytuacją budżetu. Żeby go w pełni zrealizować, państwo musiałoby znaleźć w przyszłym roku nawet 1 mld zł.

Niepewny szef finansów

Ministerstwo Rozwoju Regionalnego (MRR), które odpowiada za program, chce, aby w całym kraju powstało 500 centów pobytu dziennego dzieci i młodzieży. To nie mają być zwykłe świetlice, a raczej ośrodki aktywizujące lokalne społeczności.

Mają powstawać w małych miejscowościach i na wsiach. W każdym centrum mają być komputery, biblioteczka, minisiłownia, dostępne po lekcjach dla uczniów szkół podstawowych i gimnazjów. Placówki mają być dostępne również dla dzieci niepełnosprawnych i oferować im bezpłatną rehabilitację. Mają powstawać w budynkach po zlikwidowanych szkołach lub przedszkolach, remizach strażackich lub innych zaadaptowanych pomieszczeniach należących do gminy.

Zgodnie z założeniami MRR, koszt utworzenia i wyposażenia jednej takiej placówki może sięgnąć 2 mln zł. Jak ustalił „DGP”, program był opiniowany przez Komitet Stały Rady Ministrów i został odesłany do resortu finansów. Ten nie podjął jeszcze jednak decyzji, czy da na ten cel pieniądze. W przyszłym tygodniu spotkają się w tej sprawie wiceministrowie z obu resortów.

Świetlica jak orlik

Problemem są jednak pieniądze. Zgodnie z założeniami program budowy świetlic ma być wzorowany na orlikach. MRR założyło, że 80 proc. potrzebnych środków będzie pochodzić z rezerwy celowej budżetu państwa, 10 proc. miałyby dołożyć samorządy województw, a kolejne 10 proc. – gminy. Taki sposób finansowania sprawdził się w przypadku rządowego programu budowy boisk. Przy takich założeniach budżet musiałby więc zarezerwować w przyszłym roku na zakładanie świetlic 800 mln zł.

Gminy dobrze przyjmują taką inicjatywę.

– Wiejskie świetlice w większości gmin są w złym stanie, a niektóre w ogóle nie spełniają standardów. Przy tak dużej pomocy państwa można je wyremontować, a także połączyć z gminną biblioteką – podkreśla Marek Olszewski, wiceprezes Związku Gmin Wiejskich.

Mniej jednoznaczne jest stanowisko marszałków województw. Leszek Wojtasiak, wicemarszałek wielkopolski, uważa, że wkład województwa w wysokości około 20 tys. zł w powstanie jednego centrum dla Wielkopolski nie będzie stanowić problemu.

Natomiast zdaniem Wojciecha Kozaka, wicemarszałka województwa małopolskiego, regiony nie mają nic wspólnego ze szkolnictwem i nie powinny być do tego programu włączane. Wszystkich samorządowców niepokoi to, że rząd nie informuje o programie, który niebawem ma ruszyć.

– We wrześniu rozpoczynamy prace nad przyszłorocznym budżetem. Tego zadania w nim nie uwzględnimy, ponieważ nie znamy żadnych szczegółów – mówi Joachim Otte, wiceprezydent Chorzowa.

Opóźniony pilotaż

Jeszcze w tym roku miał ruszyć pilotaż, który przewidywał utworzenie pierwszych 50 placówek. Jest to jednak wątpliwe. Także realizacja całego programu jest niepewna. Jak poinformowało nas biuro prasowe MRR, ze względu na nieoczekiwane wydatki budżetu na usuwanie skutków powodzi, kwoty przewidziane w dokumencie rozpatrywanym przez Komitet Stały Rady Ministrów są weryfikowane przez ministra finansów.

– Jeżeli sytuacja budżetu nie pozwoli na zrealizowanie w pełni założeń programu, chcielibyśmy, żeby wiosną zaczął się przynajmniej pilotaż dla 40 czy 50 takich obiektów – mówi Michał Ptaszyński z Ministerstwa Rozwoju Regionalnego.

Pozwoli to, jego zdaniem, upowszechniać ideę centrów, a w kolejnych latach cyklicznie przeznaczać na program budżetowe środki.

Wykluczone przedszkolaki

Tempem powstawania programu rozczarowane są organizacje pozarządowe. To one miały współorganizować centra we współpracy z gminami, a potem nimi zarządzać.

– Pomysł jest świetny, ale musi przybrać kształt programu, a przede wszystkim musi mieć zapewnione finansowanie. Niestety od wiosny, kiedy był z nami konsultowany, trwała cisza – mówi Monika Rościszewska-Woźniak z Fundacji Rozwoju Dzieci im. Komeńskiego.

Organizacje mają najwięcej zastrzeżeń do tego, że centra nie będą dostępne dla małych dzieci. Pierwotnie rząd zakładał, że będą przy nich powstawały miniprzedszkola. MRR odstąpiło jednak od tego pomysłu. Wiceminister rozwoju regionalnego Krzysztof Hetman tłumaczył w lutym, że tworzenie punktów przedszkolnych jest priorytetem resortu edukacji i oba ministerstwa nie chcą dublować zadań.

Zdaniem ekspertów, MRR obawia się, że udostępnienie centrów dla małych dzieci jeszcze bardziej zwiększy koszty programu. Centra musiałyby wtedy spełniać wszystkie wymogi sanitarne i techniczne, przewidziane dla placówki przedszkolnej. Jednak zdaniem organizacji pozarządowych przez wyłączenie z programu małych dzieci traci on sens. Pomysł dlatego spodobał się samorządom, że widzą w nim szansę rozwiązania problemu matek chcących wrócić do pracy po urodzeniu dziecka.

Monika Rościszewska-Woźniak podkreśla, że centrum – ze względu na dostępność dla osób niepełnosprawnych – i tak będzie musiało mieścić się na parterze. Utworzenie w nim punktu przedszkolnego nie będzie więc wymagało wielkich dodatkowych nakładów – jedynie dostosowania łazienki, udostępnienia ciepłej wody, wykonania szatni oraz odpowiedniego oświetlenia, a to są normalne cywilizacyjne wymogi.

Eksperci zwracają uwagę także na to, że rząd nie wskazuje, skąd gminy i organizacje pozarządowe mają wziąć pieniądze na utrzymanie ośrodków. Według szacunków tych ostatnich na jedno dziecko powinno przypadać miesięcznie około 180 – 200 zł.

– Żeby dzieci mogły się tam rozwijać, trzeba zatrudnić dobrze wykształconą kadrę – uważa Maria Holzer, dyrektor Polskiej Fundacji Dzieci i Młodzieży.

W tej sprawie MRR znalazło rozwiązanie. Jak zapewnia Michał Ptaszyński, gminy mogą pisać projekty i wykorzystywać do sfinansowania wynagrodzeń kadry zatrudnianej w centrach środki z Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki.